*Candi*
Następnego dnia obudził mnie telefon. Byłam bardzo zdenerwowana - w końcu wczoraj późno wróciłyśmy, a teraz nie dają mi się pożądnie wyspać. No mówi się trudno.
Spojrzałam na telefon - połączenie od Rossa. Szybko się rozłączyłam, po czym znowu się położyłam. Niestety chłopak był wredny, więc dzwonił mi tak jeszcze z 5 razy. W końcu postanowiłam odebrać.
(Rozmowa telefoniczna:)
R: No w końcu odebrałaś! Myślałem, że już nie chcesz mnie znać...
C: I miałeś racje. Czego chcesz?
R: Tęsknie za tobą kochanie...
C: Uważaj sobie Ross.
R: Przecież wyjaśniałem ci już wszystko. Co jeszcze muszę zrobić?
Zapadła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
R: Candi? Jesteś tam? Coś się stało?
C: Tak jetem cały czas. Posłuchaj mnie, nie wiem, nie mam pojęcie...
R: Daj mi jeszcze jedną szanse...
C: Szansę na co? Gdybyś mi powiedział byłoby inaczej...
R: Gdybym ci powiedział nie chciałabyś mnie znać.
C: Co? Wcale nie!
R: Jak to nie?
C: No uwierzyłam ci. Znaczy w to, że to tylko do kariery...
R: Czyli wybaczyłaś mi?
C: Nie... może...raczej...dobra tak.
R: Czyli już wszystko okey?
C: To że jest okey nie znaczy że do siebie wrócimy. Proszę cię Ross...
(Koniec rozmowy)
Od razu odłożyłam telefon i usiadłam na łóżku, rozmyślając nad całą sprawą. Kurcze... nie wiem co zrobić. Z jednej strony zakochałam się, ale z drugiej...
Nagle do pokoju wbił Federico.
- Cześć siostrzyczko - usiadł na moim łóżku i pocałował mnie w policzek.
- Hej Fede. Jak się czujesz? - spytałam
- W porządku. Ale mogłaś mi powiedzieć, że przyjeżdza Avril...
- Sama się wczoraj dowiedziałam od Belli.
- No mówi się trudno. A co tam u ciebie? Słyszałem rozmowę...
- Skoro już wiesz, to czemu pytasz?
- W końcu taka jest moja rola, prawda?
- Nie mam pojęcia. Sory, ale przez 12 lat nie miałam brata...
Po tych słowach rzuciłam się na chłopaka i mocno go przytuliłam.
- Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? - spytał po chwili
- Nie chce mi się - po tych słowach położyłam się na łóżku i przykryłam się kołdrą
- Bardzo śmieszne.Co ty na to, byśmy wyszli też z Bellą i jej chłopakiem?
- Z Avril też kochany
- W sumie też mi się nie chce
Po tych słowach chłopak położył się obok mnie. Oboje byliśmy zawiedzieni życiem. Leżeliśmy tak z jakieś 10 minut. Prawie udało mi się ZNOWU zasnąć. No prawie, nagle odwiedził mnie niespodziewany gość...
W drzwiach stanął Filipe.
Odrazu zerwałam się z łóżka, przy czym wzbudziłam niepokój brata.
- Filipe?! Co ty tutaj robisz? - spytałam przytulając się do chłopaka
- Słyszałem, że byłaś w szpitalu. Chciałem cię zobaczyć... - powiedział puszczając mi oczko
- Candi, wytłumaczysz? - nagle obok nas stanął Federico
- Tak. Felipe to jest mój brat Federico, Fede to jest mój przyjaciel Felipe - podali sobie dłonie
- Miło mi. Candi, jeśli chodzi tutaj o coś, to już was zostawiam... - po tych słowach opuścił pokój
- To... skąd wiesz że byłam w szpitalu? - spytałam zamykając drzwi po braciszku
- Moja mama jest tam pielęgniarką. Opowiadała o tobie.
- Serio? Tego się nie spodziewałam...
- Mówiła też o twojej kłótni z jakimś blondynem. Twoim chłopakiem, prawda?
- Tak, znaczy nie...
- Co?
- No z byłym chłopakiem.
- Łał. Masz teraz kogoś na oku?
- Nie. I chyba nie będę miała. - usiadłam ponownie na łóżu
- Wiesz, chłopak, z którym możesz być szczęśliwa czasami jest jeszcze bliżej niż ci się wydaję... - chłopak usiadł obok
- No nie wiem. Ztąd do domu Rossa trochę jest...
- Nie oto mi chodziło... Po prostu taka osoba jest zazwyczaj mało spostrzegana...
- Co masz na myśli?
Spojrzałam zdziwiona na chłopaka. Zapadła cisza. Nikt nic nie mówił. Po chwili w końcu Felipe się odważył.
- Mam na myśli ciebie Candi.
Po tych słowach spuściłam głowę. Nie wiedziałam, co DOKŁADNIE ma na myśli...
- Czemu akurat mnie? - spytałam niedowierzając
- Bo to ty mi się podobasz. Jesteś prześliczna i boli mnie to, że widzisz we mnie tylko przyjaciela. Chciałbym być kimś więcej...
- Najlepszym przyjaciele? - przerwałam mu przemowę
- Kimś jeszcze szczęśliwszym.
Po tych słowach chłopak lekko się do mnie przysunął, złapał za podbródek i namiętnie pocałował, uniemożliwiając mi jaki kolwiek odruch. Ja tylko odwzajemniłam namiętny pocałunek. Całowaliśmy się z pół minuty. Po określonym czasie oderwaliśmy się od siebie.
Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co zrobić.
Cisza nie trwała zbyt długo. Po chwili zorientowałam się, że w drzwiach stoi Ross z ogromnym bukietem róż i z czekoladkami. Pewnie był świadkiem całej tej akcji. Szybko wybiegł z pokoju i kierował się do wyjścia. Chciałam za nim pobiec, powiedzieć mu, że to nie to co myśli, ale nie mogłam. Po prostu nie potrafiłam. Gdy go już nie było poczułam nagle wielką ulgę, coś jakby spadł ze mnie wielki ciężar. Chwilę przerwał mi Felipe;
- Przepraszam cię Candi, nie wiem co we mnie wstąpiło... - chłopak próbował się tłumaczyć.
- A ja wiem - odpowiedziałam z uśmiechem - po prostu zrobiłeś to, co uznałeś za słuszne.
- Masz rację. I wcale tego nie żałuję. Ciesze się, że już jest po wszystkim, że wiesz co do ciebie czuje...
- Wcale nie wiem - przerwałam mu przemowę - Czyny nie znaczą to samo co słowa...
- Serio?
- No tak. Powiedz, mów co czujesz...
- Czuję, że biję mi serce. Jestem szczęśliwy, mimo że wiem, iż mnie nienawidzisz, Po prostu kocham cię Candelario...
Po tych słowach chłopak znowu mnie pocałował.
- To teraz moja kolej. Po pierwsze, dzięki za szczerość - na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech - a po drugie, może jeszcze nie jestem przekonana, ale spróbować zawsze można.
- Znaczy... że jesteśmy...
- No chyba tak...
Po tych słowach mocno go przytuliłam. Niestety musiał już wracać, więc postanowiłam go odprowadzić do drzwi hotelu. Przed wyjściem jeszcze raz pocałował mnie w policzek, po czym już go nie było.
Kierując się w stronę pokoju, w holu spostrzegłam Bellę i Avril, przyglądające się całej sprawie.
Nie tylko one - po drugiej stronie hotelu stał Federico. Wszyscy nagle do mnie podeszli i wymagali się wyjaśnienia.
- No co? Felipe wyznał mi miłość, to ja postanowiłam dać mu szansę... - powiedziałam w geście obronnym
- Nie chodzi o to. Ross wybiegł z hotelu cały załamany! - krzyknęła Avril
- Co? A od kiedy interesuję cię dobro innych? - przerwał jej Federico
- Od kiedy znikłeś z mojego życia. - odpowiedziała wrednie
- Jakoś na mnie ci tak bardzo nie należało. Czyżby podobał ci się Ross?
- Co? Pogrzało cię? Koleś, ogarnij się...
Gdy oni tak dalej tam się kłócili, mnie zaciągnęła Bella do swojego pokoju. Zatrzasnęła głośno drzwi, po czym rzuciła mnie na łóżko.
- A teraz kochana, tłumacz mi się ze wszystkiego! - od razu przysiadła się obok mnie
- Ale co ja mam ci mówić? Rano zadzwonił Ross, powiedziałam, że mu wybaczyłam ale już do niego nie wrócę. Później przyszedł Fede, leżeliśmy załamani na kanapie, po czym przyszedł Felipe. Dowiedział się, że znowu jestem singielką i postanowił jakoś zareagować...
- A ty dałaś mu szansę - przemowę dokończyła Bella
- No tak.
- Posłuchaj mnie dokładnie Candelario. Chłopców nie możesz sobie zmieniać raz na jakiś czas...
- Ale ja nie zmieniam!
- Nie, wcale...
- Ross sam mnie zdradził, obmacując tą dziewczyneczkę za moimi plecami...
- Tak, tutaj masz rację...
- A Filipe po prostu powiedział co czuję. Po za tym znamy się już troszeczkę...
- Powiedz coś więcej - złościła się Bella
- No jest tak jak ja Włochem, gra na gitarze, prześlicznie śpiewa, jest romantykiem...
- Tyle mi wystarczy - przerwała mi przyjaciółka - Jeśli gra na gitarze, to już wiem, że może być dla ciebie.
- No ja też tak myślę.
Resztę dnia odziwo spędziłam inaczej niż wszystkie pozostałe. Fede poszedł na miasta, Avril na zakupy, z czego zostałam tylko ja i Bella. No ale doszedł jej chłopaś, więc cały dzień spędziliśmy w trójkę.
_____________________________________________
I kolejny rozdział ;3 MAm nadzieję, że się spodobał xd
~~~TiNAma~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz