Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 19 - pobyt w szpitalu

*Candi*
ujrzałam już tylko ciemność...
Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu, pośród czterech, bladych ścian. Nie wiedziałam, co się dzieje; pamiętam tylko, że byłam z Fede i Lindą, napiłam się wody, po czym obudziłam się tu...
Gdy usiadłam na łóżku nagle podszedł do mnie doktor.
- Panienka Candelaria? - spytał
- Tak to ja. Coś się stało? - zapytałam lekko podenerwowana
- Coś to mało powiedziane. Została tu pani przywieziona z jakieś 5 godzin temu, pani stan nie jest najlepszy...
- Ale jak to? Przecież nie jestem uzależniona od słodyczy, ja nie jem nawet czekolady...
- Nie o to chodzi. W pani organizmie jest dużo środków nasennych, za dużo można powiedzieć. Dodatkowo środki odurzające... mogą się znaleść jeszcze nawet narkotyki...
- Co? Ale jak to? W życiu nie brałam niczego takiego...
- Pani może być nawet tego nieświadoma. Zostanie pani jeszcze tu przez jakiś czas.
- Dziękuje za pomoc.
- Za to mi płacą. Po za tym ma pani bardzo dzielnego brata. On sam panią tu przywiózł, cały czas czeka na korytarzu... nawet po opiekunkę zadzwonił.
Opiekunkę? Doktor pewnie miał na myśli Belle albo jej ciotkę, mniejsza z tym. Od razu po wyjściu lekarza do pokoju wparował Federico.
- Sister! - przytulił mnie mocno
- Cześć Fede.
- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej...
- Tak wiem. Po prostu jak zemdlałaś myślałem że dostanę zawału.
- Serio? Nie spodziewałabym się tego po tobie...
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. Ale obiecuje, nadrobimy te 12 lat
-Wierze ci. Fede? Jest ktoś jeszcze?
- Na korytarzy jest Linda, Bella i jej chłopak. Ross jest w drodze.
- Ross? Czemu po niego dzwoniłeś?
- Sam do ciebie dzwonił. Ja tylko powiedziałem że nie możesz rozmawiać...
- I opowiedziałeś o wszystkim?
- Oj tak.
- No mówi się trudno. Zawołałbyś Belle??
- Tego brazylijczyka też?
- No może być.
Po chwili wszyscy znajdowaliśmy się w pokoju. Wszyscy głośno się śmialiśmy, krzyczeliśmy, a nawet pogodziłam się z Bellą.
Od początku miała rację. Ross nie był dla mnie, byłam naiwna jak zwykle. Tylko na nich mogę liczyć w takich momentach...
Pewnie rozmawialibyśmy dalej, ale nagle w drzwiach stanął Ross.
- Candi?! Wszystko dobrze? - podbiegł do mojego łożka
-Tak, jak najbardziej. A co u twojej nowej dziewczyny? - spytałam z uśmiechem na twarzy
- To nie jest moja dziewczyna. Ty nią jesteś kochanie...
- Coś ci się chyba w główce pomieszało.
- Candi, wysłuchaj mnie...
- Candi co? - wtrąciła się Bella - Dziewczyna kurcze jest niepełnoletnia, a ty ją już do łóżka chciałeś zaciągnąć deklu!
- Co? Zapomnieliście już wszyscy w jakim stanie była ona i jej pokój?
- Chyba jestem nie w temacie... - szepnął głośno Neymar
- Po za tym, to przez ciebie się pokłóciłyśmy, więc dowidzenia - Bella wskazała ręką na drzwi
- Co? To ty się na mnie rzuciłaś z poduszką kobieto! - Blondyn próbował się bronić. Z Bellą jednak nie miał żadnych szans...
- No może i tak, raz mi się zdarzyło...
- Nawet jakby to nie jest moja dziewczyna. Nasi producenci postanowili nas ze sobą spiknąć, by sława była większa. Dziewczynie się ten pomysł spodobał, mi mniej...
- Powiedziałeś mi że masz koncert, a tak naprawdę obmacywałeś jakąś lalunie... - przerwałam mu
- Ona ma na imię Mia.
- I jeszcze ją bronisz?! - krzyknęła Bella
- Posłuchaj koleś. Nie wiem, jak to tam jest między wami, więc wolę się nie wtrącać.c Ale kiedy mojej siostrze się coś dzieje - Fede skierował wzrok na mnie - próbuję jej pomóc. No chociaż od mojego przyjazdu...
- Federico, uspokój się! - przemowę przerwała mu Linda. Wszyscy dziwnie się na nią popatrzeliśmy. - Nie po to tak się starałam, żebyś zwracał uwagę tylko na tą zołze.
- Co przepraszam bardzo? - odpowiedzieliśmy wszyscy jednym chórem
- Serio się nie domyślacie? Od dawna chciałam, by Fede zwracał uwagę tylko na mnie. Wiedziałam, że skupi się bardziej na Candelari, więc musiałam jakoś zareagować. Najpierw był pokój, a teraz te środki... Twoje nieszczęście dużo mnie kosztuje! - wykrzyczała na całe gardło.
- Co? Linda? Ale jak... - Fede niedowierzał
- Co jak? Nie widzieliście się 12 lat i nagle chcecie wznowić więź? Zastanówcie się czasem...
- Wyjdź ztąd Linda - Fede chwycił mnie za ręke
- Nie! Nie spocznę dopóki ta dziewczyna nie będzie płakać!
- Płakałam już tyle razy, że dzięki, ale nie mam zamiaru więcej płakać - odpowiedziałam
 - Jeszcze będziesz. Posunę się do wszystkiego, by upszykrzyć ci życie...
- Linda idź stąd - odparł Federico
- Co? Wyganiasz mnie? Po tym co dla ciebie zrobiłam?
- Po czym? Chciałaś otruć moją siostrę!
- Tak. Bo jest debilem. Nie znoszę jej. Pożałujesz tego - spojrzała na mnie - jak nie ja, to kto inny się tobą zajmię.
Po tych słowach opuściła pokój. Wszyscy nic nie mówiliśmy przez jakieś 2 minuty, aż nagle ciszę przerwała Bella:
- Oj Fede, z kim ty się zadajesz...
- Nie miałem bladego pojęcia...
- No już nie ważne. Mogłabym zostać sam na sam z panem " mam nową dziewczynę"?
Chwilę później zostałam sama z Rossem.
- No więc... jak dawno z nią jesteś? - spytałam chłopaka, wpatrując się w ścianę.
- Z jakiś miesiąc, i ja z nią nie jestem. Tysiąc razy próbowałem z nią zerwać... ale zaraz to by się rozeszło, a moja kariera ...
- Rozumiem. Kariera ważniejsza ode mnie
- Candi, to wcale nie tak - chłopak usiadł obok mnie- umawiałem się z nią, do póki nie poznałem ciebie. No nadal niby z nią chodzę, ale kocham ciebie. Ty nie jesteś jakiś plastik, i to tylko na tobie mogę zawsze liczyć...
- Dziękuje.
- Za co?
- Za to, że przyszłeś na odwiedziny.
- Ale Candi...
- Nie Candi. Zastanowię się czy ci wybaczę...
- Nie dziwię się.
Po tych słowach chłopak wstał z łóżka i kierował się w stonę drzwi.
Gdy trzymał rękę na klamcę, odwrócił się w moją stronę i powiedział:
- Mimo wszystko, pamiętaj że cię kocham. Zależy mi na tobie.
Chwilę później już go nie było.
Do pokoju wróciła już tylko Bella. Neymar musiał jechać na trening, Fede wrócił do hotelu.
- To jak? - podeszła do mnie bliżej - lekarz powiedział, że możesz opuścić szpital.
- Dobrze wiedzieć.
- To idziemy na zakupy, czy wolisz odpocząć? - spytała z wielkim bananem na twarzy
- Bella!
- No co? Dawno nigdzie nie byłyśmy razem SAME.
- Zgodzę się ale na na wyjście coś zjeść. Jestem głodna jak wilk.
- To może do restauracji? Za rogiem podobno jest jakaś fajna knajpa.
- No okey.
- Ale tylko tam? - zapytała zawiedziona Bella
- Jak zjemy możemy już iść na te zakupy.
 Godzinę później byłyśmy już w restauracji, a potem poszłyśmy na zakupy. Bella kupiła to:





A ja to:




Cały wieczór przegadałyśmy w moim pokoju. Aż trudno było się rozstać...
Cieszę się, że się pogodziłyśmy. Dłużej bez niej już bym nie wytrzymała. Najgorsze było tylko to, żę przez cały czas, co 10 min dostawałam sms-a od Rossa....

______________________________________
I jest kolejny rozdział ;3 Trochę długi, ale mam nadzieję, że ciekawy xd

~~~TiNAma~~


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz