Łączna liczba wyświetleń

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 29 - wyznanie, kontrakt

*Candi*
Już jutro wyjeżdzamy z Brazyli. Nie mogę w to uwierzyć - czyli, że to już koniec? Nie tym się przejmuję. Przecież Bella wyjeżdza do Barcelony z Neymarem, a wątpię, że Ross poleci za mną do Polski.
Właśnie jedliśmy śniadanie w piątke - Ja, Ross, Fede, Bella i Neymar, gdy nagle zadzwonił mi telefon.
Gdy spojrzałam na ekran doznałam szoku. Sparaliżowało mnie dosłownie. Wszyscy chyba to zauważyli.
- Candi, wszystko dobrze? - spytali równocześnie Ross i Bella
- Tak, znaczy nie... nie wiem - odpowiedziałam chwytając się za głowę. Spojrzałam na Fede - jego uśmieszek był bardzo widoczny.
- To twoja sprawka, prawda? - wskazałam palcem na Federico popijającego herbatę.
- Tak. No śmiało. Odbierz. - odpowiedział
Nie chciałam odebrać - był to telefon od mojej mamy. Jejku... 10 lat ciszy, a tu coś takiego. Pozostaje jedno pytanie - odebrać czy nie odebrać?
- Mogę porozmawiać za ciebie - dodał Ross. Jaki on słodki.
- Uważaj sobie, Candi jeszcze potrafi porozmawiać przez telefon - odpowiedział wrednie piłkarz
- Pytał cię ktoś o zdanie? Przymknij się lepiej - zgasił go Ross.
- Spokój - przerwał Fede.
Nadal patrzałam się na telefon. W końcu odważyłam się i odebrałam.
To było niesamowite  - od 10 lat wreszcie usłyszałam głos swojej rodzicielki. Rozmawiałyśmy z jakąś godzinę co najmniej - w tym czasie wszyscy się rozeszli.
Zdołowała mnie tylko jedna rzecz - mama chciała, bym wróciła do Włoch. Powiedziała, że musimy nadrobić stracony czas itp. Odpowiedziałam, że się zastanowię. Nie mam zamiaru wracać - dobrze mi w Polsce.
Wchodząc do pokoju zastałam Rossa siedzącego na moim łóżku.
- Powiesz mi co się stało?- Spytał z czułością.
- Nie. Nie chce o tym rozmawiać.- wyznałam.
- Wiesz, znam sposób, żeby ciępocieszyć
- Serio?- Spytałam i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Szaleństwo ze swoim chłopakiem!- Krzyknął i wskazał na siebie.- Za piętnaście minut na dole ?
- Okej.- Odpowiedziałam.
- Nie mogę się doczekać.- Powiedział.
- Ja też.
- Weź strój kąpielowy!- Krzyknął i wyszedł.

Jestem bardzo ciekawa, co tym razem ten wymyślił.Ross jest zabawny, uroczy i przesłodki.I za to go kocham. Jest kochany i utalentowany.Twierdzi, że jest nieśmiały, ale jego pewność siebie udziela się wszystkim dookoła.Szczególnie mi.Jest niesamowity.
Można by było stwierdzić, że jest zwykłym, kolejnym gwiazdorem, któremu w głowie są tylko dziewczyny i kasa.
To nie prawda. Ross jest inny. Znamy się od niedawna, ale już zdążył  zawrócić mi w głowie.

Zeszłam na dół.  Nie byłam już smutna, ani zszokowana.Wszystko dzięki niemu.On nakręca mnie do życia.
Sprawia, że chcę być sobą.
'Byłaby z tych słów niezła miłosna piosenka. Muszę się kiedyś za to zabrać.'- Pomyślałam.
- I co gotowa?- Spytał Ross.
- Jasne.- Odpowiedziałam pewnie.
- Nie pytasz się gdzie idziemy?- Pytał dalej.
- Z tobą poszłabym nawet do piekła.- Powiedziałam.
- Dobrze wiedzieć. .
Tak, jak podejrzewałam przywiózł mnie na plażę.
Niestety nigdy nie miałam okazji nauczyć się surfować.Wiedziałam, że jak mu to powiem to on mnie nauczy.Jest mistrzem surfingu.W moim pokoju (tym w Polsce) mam plakat jego nad morzem trzymającego swoją ulubioną deskę.
- Nauczę cię!- Krzyknął zadowolony, wziął mnie za rękę i pobiegł prosto na plażę.
Podbiegliśmy do wypożyczalni desek surfingowych.Ja wzięłam taką fioletowo-różową, a Ross żółtą, oczywiście w swoim ulubionym kolorze. Ruszyliśmy na wodę.
Próbowałam naśladować to, co robi Ross.Wyglądałam na serio komicznie.
Cały czas wchodziłam na deskę, próbując utrzymać się na stojąco.
Niestety każda taka próba w moim wykonaniu kończyła się upadkiem do morza i wypluwaniem wody z ust.
Śmiałam się sama z siebie.
Za każdym razem, gdy wynurzałam się z wody, zaczynałam chichotać i powtarzać:
'I z czego ja się śmieję ?!'
A potem znowu wchodziłam na deskę i tak cały czas.Wyglądałam naprawdę zabawnie.
Kilka surferów się ze mnie nie śmiało, ale ja zacięcie wchodziłam na deskę.
Nie przeszkadzał mi ich śmiech, przecież sama się z siebie śmiałam, więc innym też na to pozwalałam.
- Jeszcze nigdy nie widziałam u kogoś tyle determinacji, co u ciebie.- Zaśmiał się Ross i podpłynął do mnie.
- Od ciebie się tego nauczyłam.- Powiedziałam, znowu wypluwając wodę z ust.
- I nauczysz się jeszcze czegoś.- Powiedział i kazał mi się położyć brzuchem na deskę.
Gdy już leżałam, on odłożył swoją deskę na brzeg i wrócił do mnie.
Położył się na mnie.
- Wiosłuj powoli rękami.- Polecił i robił to samo.
Zbliżaliśmy się na gigantyczną falę.
- Nie wiem, czy jestem gotowa.- Powiedziałam do niego, gdy byliśmy pól metra od giganta.
- Zaraz się przekonamy!- Krzyknął, wstał i pomógł mi zrobić to samo.
To było niemożliwe.Kompletnie nierealne.Staliśmy razem na desce, ślizgając się perfekcyjnie po fali.
Zawsze czułam się przy nim magicznie, ale teraz to już szczyt.Byłam w siódmym niebie.
Po zjechaniu w dół, Ross stwierdził, że na dzisiaj wystarczy.
Wychodząc z plaży dostałam smsa od Belli.
"Ja i Neymar jesteśmy w kawiarence na rogu hotelu. Wpadnijcie"
- Nie chcę tam iść - narzekał Ross
- Dlaczego? Spędzimy fajnie czas - odpowiedziałam, chwytając chłopaka za rękę
- Ale nie chce siedzieć z tym palantem. - oburzył się
- Nie rozumiem was. Jeszcze do nie dawna się przyjaźniliście. A teraz już nie?
- Zapomniałaś jak na mnie naskoczył ostatnio?
- Nie, nie zapomniałam.
- Jeszcze masz jakieś wątpliwości? - powiedział, zatrzymując się
- Tak. Okey, mógł siedzieć cicho, dobrze wie że ty i Bella nie przepadacie za sobą.
- No i? - nie dawał mi dokońćzyć
- No i zamiast naskakiwać na siebie można porozmawiać.
- Ooo no proszę. A jak cię odepchnął też było fajnie?
Ruszył z miejsca i przyśpieszył kroku.
- Nic mi nie zrobił. Był trzeźwy! - ruszyłam w pogoń za blondynem
- Może i tak. Ale...
- Ale? - tym razem to ja mu przerwałam
- Ale trochę mi głupio. Wyszedłem na totalnego palanta przy tobie
- Wcale nie jesteś palantem - spojrzał na mnie nie dowierzając - no wiesz, on jest piłkarzem, jest trochę silniejszy i wogóle - Ross znowu przyśpieszył tempa - ale to ty jesteś moim ulubieńcem.
Na te słowa zatrzymał się. Stał jakieś 2 metry przede mną.
- Nie wiedziałam, że aż tak się w kimś zakocham. - powiedziałam i podeszłam bliżej - Znaczy okey, od zawsze byłeś moim idolem, marzyłam o spotkaniu z tobą, ale to były wtedy tylko wymysły. - stanęłam naprzeciwko chłopaka i spojrzałam mu w oczy - Zawsze z Bellą wymyślałyśmy, że niby jesteśmy razem, znaczy ja z tobą a ona z Naymarem. Wiesz jak to jest jak się marzy - coś niesamowitego. Ale kiedy cię poznałam, to było wszystko, o czym marzyłam.
Chłopak dziwnie na mnie popatrzył, jakby nie rozumiał, co chce mu przekazać.
- Chodzi o to - kontynuowałam - hm... Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?
- Tak, jasne. Zgubiłaś się na mieście, padał deszcz i prawie wylądowałaś w błocie - przypomniał mi Ross
- No właśnie. Gdyby nie ty, wylądowałabym w błocie, nigdy nie przeleciałabym balonem - blondyn zaśmiał się pod nosem - ani nie usłyszałabym tej pięknej piosenki.
- Gdyby nie ty, tej piosenki by nie było.
Podszedł do mnie bliżej i namiętni pocałował, chwytając mnie za policzki.Gdy skończył, dalej wpatrywał mi się w oczy. Nastała cisza, którą szybko przerwał.
- Boję się, że ci nie wystarczam. Że cię nie zadowolę, że chcesz kogoś innego - dodał
- Niby kogo? Chyba nie myślisz o jakimś piłkarzu!?
Zamilkł.
- Co oni mają, czego nie masz ty?
- Więcej kasy, laski, mecze w telewizji, większą siłę, sławę, - wymieniał pokolei - śmiało mogłabyś mnie wymienić
- Ale nie wymienię. To ty jesteś słodki, kochany, zabawny, utalentowany, romantyczny. Mogłabym wymieniać całymi dniami.
- Serio? - spytał nie dowierzając
- Serio. Pamiętasz jeszcze, że jesteś moim idolem, prawda?
- Chyba tak.
- Nie chyba. Przy nikim nie czułam się jeszcze tak dobrze.
- Candi serio. Nie żartuj ze mnie - próbował skręcić w drugim kierunku, ale zatrzymałam go
- Mówię prawdę - chwyciłam go za rękę - niby przy kim? Federico, mama i tata we Włoszech od 10 lat, ciotka mnie nie trawi, Bella ma swoje życie. Nadal mi nie wierzysz?
- Ale nie jestem najlepszym chłopakiem - nadal wypierał się Ross - pamiętasz jeszcze Mie?
- A ty pamiętasz gale? - krzyknełam - i moje urodziny, bal, każdy pojedyńczy pocałunek,?
- Może i masz rację...
- Wiem że mam. Nie zamieniłabym cię na nikogo innego.
Na policzkach chłopaka pojawiły się rumieńce.
- A teraz idziemy.
Szliśmy dłuższym spacerem trzymając się za ręce.
W końcu doszliśmy na miejsce, gdzie byli już Bella i Neymar.
Usiedliśmy wszyscy razem. Śmialiśmy się na całe gardło, rozmawialiśmy w sumie o wszystkim, aż w końcu przyszedł czas na najgorsze...
- Co z tobą, Candelario? - spytał niespodziewanie Naymar
- A co ma być? - udawałam, że nie mam pojęcia o co chodzi.
- No nie żartuj. Co zamierzasz teraz zrobić?
- Ale z czym? - wtrącił się Ross
- Gdyby ci na niej zależało to byś wiedział - odpowiedział wrednie Neymar.
- Spokojnie kochanie - uspokoiła go Bella.
Ross zaciskał dłonie pod stolikiem. Widać było, że to dla niego niezręczna sytuacja.
Szybko zareagowałam - chwyciłam chłopaka za ręce. Od razu się uspokoił.
- No ale też jestem ciekawa. Opowiadaj - powiedziała Bella.
- No więc - zaczęłam przemowę. chciałam kontynuować, ale przerwała nam kelnerka.
- Przepraszam państwa - powiedziała - zaraz rozstawiamy sprzęt karaoke. Może chcą się państwo zapisać?
- Ja nie śpiewam - odpowiedziała od razu Bella
- Ja też - potwierdził piłkarz
- Zaśpiewasz nam coś? - Ross objął mnie ramieniem
- Nie. Wole nie, naprawdę.
- A ze mną? - zrobił te swoje brewki
- Nie wywołuj na niej takiej presji! - przerwał mu Neymar
- Chcę po prostu posłuchać, jak śpiewa moja dziewczyna. Problem? - odpowiedział wrednie Ross
- Tak. Jak jej się coś nie uda, będziesz jej to wytykał, bo ty niby umiesz śpiewać.
- Nic bym jej nigdy w życiu nie wytknął wredoto
- Ej sory, ale dlaczego miałoby mi się coś nie udać? - spojrzałam na piłkarza
- No nie wiem... - zająkał sie - nie każdy jest fenomenalnym śpiewakiem.
- Ale Candelaria jest - szturchneła go Bella. - proszę zapisać tą panią - skierowała się do kelnerki.
- Okey, ale jak coś się nie uda nie mam zamiaru nikogo pocieszać - powiedział Neymar.
- Wiesz co, wyjdę na chwilę, zaraz wrócę - zwrócił się do mnie Ross i opuścił pomieszczenie
- Nie wracaj! - krzyknął brazylijczyk - chcecie coś do picia?
- Drinka - odpowiedziałam
- Wodę - dodała Bella
- Zaraz wracam - opuścił nas piłkarz.
Zostałam sama z Bellą.
- Widziałaś co się dzieje? - spytałam Belle
- Tak. Kurcze rozmawiają jakby się nie nawidzili
- No właśnie. Powiedz coś temu swojemu chłopczykowi by się ogarnął. 
 - Ej. Twój też nie jest święty
- Ale nie rzuca się o byle sprawy!
- Dobra pogadam z nim.c A gdzie twój Ross?
- Gada przez telefon.
- Acha spoko. A teraz na poważnie. Co teraz planujesz?
- Nie mam pojecia, Bella!
- Jak co zawsze możesz jechać z nami do Barcelony...
- A ty zawsze możesz zostać w Polsce.
Po dłuższej chwili przyszedł Neymar a po nim Ross.
Zaczęła się impreza karaoke.
Z 20 minut później nadeszła moja kolej.
- No to idę - powiedziałam wstając z miejsca 
- Trzymamy kciuki - powiedział Ross
- Nie pomyl się - dodał Neymar
- Ona się nigdy nie myli. Powal ich na kolana - dodała Bella.
W końcu wyszłam na scenę.
Zaśpiewałam piosenkę Love Me Like You Do Ellii Goulding (na pewno słyszeliście xdd~od aut.) 
Gdy skończyłam wszyscy zaczeli bić brawo i głośno wiwatować. Spodobało mi się. 
Schodząc ze sceny podszedł do mnie Ross z jakąś kobietą. 
- Byłaś rewelacyjna skarbie - przytulił mnie Ross
- Dziękuję kochanie - odwzajemniłam uścisk - kim jest ta kobieta?
 Witaj, Candelario Jestem Allyson Midnight.- Przedstawiła się.
- Dzień dobry.- Przywitałam się.
Chciałam się spytać Ross'a kto to jest i o co w tym wszystkim chodzi, ale Bella mnie w tym wyręczyła.
- Ross, wytłumacz jej wszystko od początku. Widzę po jej minie, że nic z tego nie rozumie.- Powiedziała, a za nią przybiegł piłkarz.
- Allyson to menagerka i producentka gwiazd. Od dawna szukała jakieś solowej wokalistki, więc poleciłem jej ciebie.- Tłumaczył Ross.
- I...?- Spytałam niepewnie.
- Ross zadzwonił do mnie kilka dni temu. Powiedział, że poznał bardzo utalentowaną dziewczynę. Powiedział też że powinnam ją poznać.- Tłumaczyła tym razem Allyson, ale ja i tak nadal mało co rozumiałam z tej historii.
 - Rozumiemy, że jesteś w szoku i możesz się nawet na nas gniewać, ale zwykłe nagranie twojego głosu, które przyniósł mi Ross do studia nie wystarczyło. Chciałam zobaczyć, jak śpiewasz na żywo. I muszę powiedzieć, że jestem zachwycona. Na żywo śpiewasz jeszcze lepiej, niż w piosence, którą miałam od Ross'a.- Powiedziała Allyson.
Wrócił mi głos.
- Skąd miałeś nagranie mojego głosu? Nic razem nie nagrywaliśmy.- Zwróciłam się do Ross'a.
- Dostałem od Belli demo jednej z twoich piosenek- Odpowiedział Ross.
- Aaaa...- Wykrztusiłam.
- Gniewasz się?- Spytał.
- Gniewam? Ja nie wiem, jak ci dziękować!- Wykrzyczałam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
- Czyli jesteś zadowolona?- Spytał i przytulił mnie mocniej.
- Bardzo. Choć powinieneś mi powiedzieć.
- Nie wiedziałem, czy się na to zgodzisz.- Wyznał.
- Tak... trudno byłoby mnie do tego przekonać.- Przyznałam.- Ale teraz cieszę się, jak wariatka. Jestem bardzo szczęśliwa i dziękuję ci za to.
- Nie ma za co, masz wielki talent i prędzej czy później ktoś by cię odkrył.- Powiedział do mnie Ross.
- Dziękuję.- Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- ALe to nie wszystko - kontynuowała Allyson - jesteś bardzo zdolną dziewczyną, ale to jeszcze za mało. Chciałabym jeszcze posłuchać twoich piosenek, posłuchać jak ci idą wysokie nuty...
- Jeszcze się zdzwonimy - powiedział Ross po czym odeszła
- Nie mogę w to uwierzyć! - rzuciłam się na Bellę
- A ja tak. Chciałam zrobić ci jakiś prezent, tak na pożegnanie, ale nie wiedziałam co by ci dać. Wtedy Ney wpadł na pomysł, żeby ci pomóc w czymś, co ubustwiasz, no a resztą zajął się Ross - odpowiedziała
- Dziękuje! - przytuliłam wszystkich pokolei
- Ja i Fede też mamy dla ciebie niespodzianke - przerwał Ross
- Jaką? - spytaliśmy wszyscy jednym chórem
- Znaczy ja nie byłem do końca pewny. Wiem, że mieszkasz w Polsce i wogóle, ale wachałem się, czyby nie zostać. Ale po tym, co powiedziałaś mi dzisiaj po drodze jestem już pewien. Jadę z tobą do Polski! No i z Fede ale to przy okazji.
Krzyknęłam na całe gardło i mocno przytuliłam Rossa. Jednak zawsze będę obok niego.
- Ja bym się tak nie cieszył - przerwał nam piłkarz
- Czego znowu chcesz? - odpowiedział Ross
- Jak znowu masz się umawiać z innymi laskami, to lepiej byś został tutaj
- Co masz na myśli? - Ross się niecierpliwił
- A to że was związek długo nie pociągnie.
- Licz się ze słowami kolego.
- Bo co?
- Przymknij się Neymar! - krzyknęłam na piłkarza
- Po prostu się troszczę o przyjaciół
- No chyba nie! O Rossa jakoś się nie troszczysz.
- Candi uspokój się - przerwała mi Bella - Kochanie koniec tematu. Wracamy już
- Serio chcesz by jakiś bachor zajmował się twoją przyjaciółką?
Bella zrobiła zmartwioną minę.
- Sama umie się sobą zająć! - wtrąciłam się
- Nie Candi, Neymar ma rację. Lepiej, byście się rozstali.
Zamurowało mnie
- Że co? A ci to już wolno wyjeżdzać sobie od tak na drugi koniec świata? - przerwał Ross
- Po prostu się martwie o Candi, zrzum to wreszcie!
- Wiesz co z nim się nie dogadamy - powstrzymał Belle Neymar
- Wiecie co koniec. Wracam do siebie. Jutro wyjeżdzam z Rossem do Polski. Nie obchodzi mnie wasze zdanie. 
W końcu wszyscy się pogodziliśmy - no oprócz Neymara i Rossa.
Poszliśmy spać, bo jutro czekał nas ważny dzień.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz