Następnego dnia, cały czas myślałam o czym rozmawiali wczoraj pozostali - gdy weszłam, nagle zapadła cisza. Było to dziwne, ale wolałam nie wypytywać o szczegóły. Prosto z rana, gdy jeszcze leżałam w łóżku do pokoju wbiła Bella, dosłownie wskakując mi na łóżko.
- Candi! - powiedziała po czym usiadła na przeciwko mnie.
- Co?! Bella, wiesz która godzina? Spać mi się chce. Złaś z mojego łóżka - próbowałam zepchnąć nogami dziewczynę.
- Bardzo śmieszne. Gdyby Ross wskoczył by ci do łóżka, na pewno byś go nie wyrzuciła - odpowiedziała sarkastycznie
- Zależy która byłaby godzina - odpowiedziałam i przewróciłam się na drugi bok.
- No nie ważne. Po prostu chce wiedzieć, jakie masz plany na dzisiaj.
- Na dzisiaj? Chciałam przejść jeszcze po sklepach, kupić pamiątki itp.
- Co? Tak wcześnie? Przecież mamy jeszcze dużo czasu.
- Dużo? Za tydzień wyjeżdzamy piękna
- Już za tydzień? Żarty sobie robisz?
- No nie. Za tydzień, koniec miesiąca.
- Wszystko tak szybko mineło....
- No trochę.
Przez chwilę Bella milczała. Widać, zdołowało ją to bardzo. Pewnie chodzi o Avril - i oczywiście Neymara.
- Aaa... co chcesz robić, jak już będziemy w Polsce? - zmieniła nagle temat
- Mam bardzo zwariowany pomysł.
Bella przytaknęła na znak, że mam mówić, ale cały czas miała spuszczoną głowę.
- No wiesz, pamiętasz że bardzo lubię muzykę? Kocham śpiewać, tańczyć, jak i grać na gitarze, pianinie, skrzypcach, flecie, gitarze akustycznej....
- Tak wiem, umiesz grać praktycznie na wszystkim, przechodź do rzeczy - Bella się niecierpliwiła
- Chcę się wybić.
- CO? Jak wybić? Wybić to ty sobie możesz palec w koszykówce.
- Nie o to chodzi. Zawsze kochałam robić te wszystkie rzeczy, marzyłam by być sławną.
- Tak wiem. Zawsze mi o tym ględziłaś.
- No właśnie... Wiesz co nie. Zapomniałam, że nie wszystkie marzenia się spełniają.
- Żartujesz sobie? Masz wielki talent, musisz tylko się wy... ujawnić
- Nie, głupie myśli
- Wcale nie. Masz talent, wszyscy o tym dobrze wiemy.
- Talent to trochę za mało. No nie ważne, zobaczymy co będzie. Ale mimo wszystko cieszę się, że będziesz obok mnie - rzuciłam jej się na ramiona
- CO? Ale jak to?!
- No jak to co? Mogę nie być sławna, ale braku przyjaciółki bym już nie zniosła.
- Taaaakk.... - odwzajemniła uścisk - idziemy?
- Gdzie?
- No na śniadanie. Wszyscy już na nas czekają.
- Ale jak to wszyscy? Bella?!
- No chcemy wspólnie WSZYSCY zjeść śniadanie. Przebieraj się i złaś na dół.
- Wole spać. - znowu rzuciłam się na łóżko.
- Bardzo śmieszne. Podaj prawdziwy powód
- Nie wiem w co się ubrać.
- Oj Candi...
Bella podeszła do szafy i wybrała mi piękne połączenie ubrań, na które nigdy bym nie wpadła.
Po 15 minutach byłam już gotowa. Zeszłam na dół, gdzie zastałam Belle, Neymara, Avril, Federico i Rossa.
- Ross? Co ty tu robisz? - spytałam
- Jak to co? Tęskniłem - pocałował mnie w policzek i objął w tali. - nie mogę zjeść śniadanie ze swoją dziewczyną.
- Dobrze, wiemy że się kochacie pisklaczki, ale koniec - przerwała nam Avril
- No właśnie. Masz jakieś plany na dzisiaj Candi? - spytał mnie Federico
- Nie. Nie mam żadnych planów.
- Na pewno? - upewnił się piłkarz.
- Tak. Jeśli chcecie mnie gdzieś wyciągnąć, to po prostu mówcie.
- Nie.... - wszyscy pokiwali głowami.
Całe śniadanie szybko zleciało. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, Bella znowu pokłóciła się z Rossem... to co zawsze. Zdziwiło mnie, że każdemu się śpieszyło. Najpierw opuścił nas Ross mówiąc, że idzie zrobić zakupy rodzince. Chciałam iść z nim, ale powiedział, że mam zostać. Później szła Bella - nie miała w co się ubrać, jak i Avril. Naymar miał trening, a Fede musiał lecieć,
Około godziny 15 poprawiałam sobie makijaż. Podeszłam do szafy przed oknem. Nagle zza okna zobaczyłam Rossa rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Trzymali się za ręce, śmiali się. Od razu zrobiłam się zazdrosna. Wtedy do pokoju wparowała Bella z dwoma sukienkami w ręce.
- Słuchaj Candi, idę dziś na randkę z Neymarem, ale nie wiem, w co się ubrać. Która sukienka bardziej ci się podoba? - spytała pokazując mi sukienki. Ja nadal patrzałam w okno.
- Hej, Candi!? Co się dzieje? - spytała podchodząc do okna - uu...
- No patrz. Rozmawia z jakąś dziewczyną.Wiem że coś się między nimi dzieje.
- Candi Nie. Ja już wiem, co ci siedzi w głowie. Nie wiem, skąd te wymysły.
-. No ale popatrz, idą gdzieś! Razem?!
-Nie masz zamiaru go śledzić, prawda?
- Nie miałam takiego zamiaru. Ale to jest świetny pomysł. Choć Bella, Idziemy!!!
- Nie ma mowy Candi. Znów sobie coś ubzdurałaś.
- Może, ale chce wiedzieć co się dzieje. A ty mi pomożesz.
- No okey, ale która sukienka...
- Ta różowa - przerwałam jej, po czym wyciągnęłam z hotelu na dwór.
Szłyśmy za nimi aż na główną ulicę, gdzie się zatrzymali i się rozstali. Ona wsiadła do autobusu, a Ross czekał jeszcze na ulicy. Schowałyśmy się za jednym z budynków, i uważnie się im przyglądałyśmy.
- Oj Candi, dałabyś sobie spokój. - jęczała Bella.
- Nie. Cicho. Dokąd on z nią idzie? - przerwałam jej
- Nie wiem, ale odpuść. On kocha tylko ciebie, pogódź się z tym.
Nagle podszedł do jednej kwiaciarni i próbował coś kupić.
- O, jaki on jest kochany - położyłam głowę na ramieniu Belli - na pewno kupuje mi kwiaty by pokazać jak bardzo mnie kocha i jak mu na mnie zależy.
Bella głośno westchneła ze wzruszenia.
- Widzisz Candi? A ty już myślałaś że cię zdradza.
- No wiem. Ale to jednak było podejrzane... no to z tą dziewczyną. Nie wiem jak ja mogłam w niego wątpić. Jest taki słodki, taki czuły, taki och...
- Przyznaję, że za nim nie przepadam, ale jest romantyczny. - dodała Bella.
W końcu gdy miał już kwiaty w ręce nie szedł w stronę hotelu, gdzie mógł mnie znaleść. Nie wyjął nawet telefonu, tylko szedł w przeciwnym kierunku.
- Eee... Bella?
- Tak?
- On nie wraca do hotelu,zmierza w innym kierunku.
- Acha...
W jednej chwili mina mi zrzedła, a Bella cały czas się uśmiechała.
- Te kwiaty wcale nie są dla mnie Bella! - krzyknełam
- CO? Candi, przecież on na pewno idzie kupić ci jakiś prezent.
- Nie. On coś przede mną ukrywa, a ty pomożesz mi się tego dowiedzieć. Idziemy.
- Ja?
- Tak.
- Ale ja nie chce tego robić.
- No chodź!
- Nie jest dobrze - Bella jęczała przez całą drogę
- CSiiii!!
- Czuję się winna!
- Cicho Bella.
Nagle chłopak wsiadł do samochodu.
Gdy jego samochód odjechał, pociągnęłam znowu dziewczynę.
- No nie obijaj się tak!
- Candelario nie powinnyśmy!
Szybko doleciałyśmy na naszych obcasach do jednej z taxówek, i powiedziałyśmy by jechała za tamtym samochodem. Facet się zgodził.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy.
- Możesz mi powiedzieć gdzie jesteśmy i gdzie podział się Ross? - spytałam Belle
- Nie mam pojęcia, ale mam dość tego całego szaleństwa. Wracajmy już. Mam dość tej komedi.
- Jak już to nie jest komedia tylko horror i to wcale nie zabawny.
Przez szybę zobaczyłam Rossa z kwiatami przed tą samą dziewczyną. Od razy wyszłam z samochodu.
- No to teraz sobie porozmawiamy - zwróciłam się do Belli i biegłam w jego kierunku.
- Niespodzianka! - przerwałam im rozmowę
- To ja już sobie pójdę - powiedziała dziewczyna
- Spokojnie, spokojnie bez nerwów - odpowiedziałam dziewczynie - Więc, rozumiem, że to jest teraz twoja nowa dziewczynka?! - zwróciłam się do Rossa, a dziewczyna pobiegła w stronę Belli.
- Wcale nie. Kochanie posłuchaj - blondyn próbował się bronić.
- Jak nie? Jesteś kłamcą, mówiłeś, że już nie kłamiesz, a tu co? A tu robisz mi coś takiego po prostu nie wierzę !!!
- Zaczekaj! To nie tak jak myślisz Candi.- próbował się bronić
- No i? - przerwałam
- Jeśli o nią chodzi, blefowałem, ale to inna sprawa.
- Inna? Myślałam że mogę ci zaufać. A ty wyskakujesz mi z czymś takim, i w dodatku dajesz jej ten śliczny bukiet róż!!!Nie mogę w to uwierzyć.
- Te kwiaty są dla ciebie, a ona pomagała przygotować mi prezent dla ciebie. - podał mi bukiet kwiatów, który oczywiście przyjełam.
- Dzięki za transport Bella! - nagle zwrócił się do przyjaciółki
- CO? Czyli ty o tym wiedziałaś i nic mi nie powiedziałaś Bella?! - zwróciła się do dziewczyny
- Przecież dobrze cię znam, i wiem też, że jak powiem ci NIE to tym bardziej to zrobisz.
- Dobrze już koniec. Gotowa? - chłopak podszedł do mnie, zakrył mi oczy i kierował.
- CO? Co to wszystko znaczy?!. - mówiłam z każdym kolejnym krokiem.
- Spokojnie, spodoba ci się - uspokajał mnie
Po chwili odsłonił mi oczy, a ja ujrzałam wielkie pole kwiatów. Patrzałam nie dowierzając. To miejsce było śliczne.
- Jak tu ładnie - powiedziałam trochę zawiedziona. Chłopak uśmiechnął się pod nosem, złapał za ramiona i odwrócił w drugą stronę, gdzie znajdował się gigantyczny balon.
- A co to? - spytałam
- Twój prezent. Chodziłem na kurs, spokojnie mogę cię przelecieć.
- Hahaha. Przelecieć balonem to my się zawsze możemy. Ale czuje się podle. Myślałam o tobie najgorsze. Okazało się, że jesteś po prostu najlepszym chłopakiem jakiego można sobie wymarzyć. Ale tak na serio; my nim polecimy?!
- TAK RAZEM - po tych słowach wziął mnie na ramiona i zaniósł na balon.
Z jakieś 10 minut trwały przygotowania do lotu, a potem na prawdę się podnieśliśmy.
Byliśmy bardzo wysoko. Czułam czyste powietrze, a na dole widziałam Bellę. Czułam się jakbym naprawdę latała. To było niebiańskie.
- Podoba ci się? - zapytał nagle Ross
- Jest niesamowicie - odpowiedziałam przytulając się do pionowej barierki.
-Zauważyłaś coś ciekawego?
-Nie. Co?
- Nie ma silnika. Trzymamy się na powietrzu. Właśnie latamy. Właśnie tak się czuję, gdy jesteś obok mnie - chwycił mnie za rękę - Możemy wszystko.
- Jesteś najwspanialszy.
- A ty najpiękniejsza. Gotowa na coś jeszcze?
- Kolejna niespodzianka?
- Tak. Piosenka, specjalnie dla ciebie.
Po chwili zaczął śpiewać piękną piosenkę:
Sometimes love’s a scary place
It’s like standing in the dark
Flying through the universe
Trying to fix your broken heart
It’s okay to let it go
You don’t have to be so brave
Take a chance if someone else
Is gonna sweep in and save the day
You don’t have to face your fears alone
‘Cause whenever you’re in trouble
I’ll know
Let me be your superhero
There isn’t a place I won’t go
Whenever you need me by your side
I’ll be there, be there
Never be afraid if you fall
I’ll carry you away from it all
Let me be your superhero
Let me be your superhero
Take off your mask, put down your guard
Don’t need a symbol on your chest
It’s all right for once to play
The damsel in distress
You’re gonna use up all your strength
Trying to be so strong
Don’t have to shoulder all the weight
Together we can take it on
You don’t have to face your fears alone (You’re not alone, baby)
‘Cause whenever you’re in trouble
I’ll know, oh
Let me be your superhero
There isn’t a place I won’t go
Whenever you need me by your side
I’ll be there, be there
Never be afraid if you fall
I’ll carry you away from it all
Let me be your superhero
Let me be your superhero
Gdy skończył mocno go przytuliłam. Po dłuższej chwili zaczął się denerwować, jakby się przestraszył. Nie przejmowałam się tym za bardzo. W końcu jednak zapytałam.
- Co się dzieje? Wszystko dobrze?
- Tak. Nic się nie stało. Jest good.
- Jesteś pewien?
Przełknął ślinę.
- Chciałaś latać?
- Tak. Zawsze o tym marzyłam.
- To świetnie się składa, bo lina właśnie się zerwała i teraz naprawdę lecimy.
- Co?
- Spokojnie - objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Co my teraz zrobimy Ross? - pytałam trzymając się barierki
- Jak to co? Latamy.
- Niby jak? Przecież my nie umiemy latać. Ptaki sobie latają, czaple sobie latają, nawet pingwiny. Nie no dobra, pingwiny nie latają tak jak my i pewnie też nie wiedziałyby co teraz robić. - panikowałam z każdą sekundą.
- Ale my sobie lecimy. Uspokój się.
- A ty od kiedy jesteś ekspertem fizyki?
- Znam się na balonach, to wystarczy.
- Boje się mówie poważnie Ross.
- Uspokój się. Ja poszukam miejsca do wylądowania.
Znajdowaliśmy się jeszcze z 5 minut w powietrzu, kiedy już naprawdę się przestraszyłam. Nagle polecieliśmy parę metrów na dół, co kompletnie mnie wystraszyło.
- Ross my prawie spadliśmy! Co to było?!
- Nic się nie stało. Zderzyliśmy się z zimniejszym powietrzem i opadliśmy trochę na dół.
- Nic takiego? Widziałeś jak to szybko się stało? Weź mnie lepiej szybko na ziemię. Prawie umarłam ze strachu.
- Zachowaj spokój.
- Spokój? Jestem spokojna, jeszcze nigdy nie byłam bardziej spokojna. Ale co jeśli przyleci ptak i przbiję balon swoim dziobem? Pomyślałeś o tym?
Ross zrobił groźne spojrzenie, a ja postanowiłam się uciszyć.
W końcu wylądowaliśmy.
- Jesteśmy już na ziemi? - spytałam
- Najwidoczniej. Pomóc ci?
Pokiwałam głową. Blondyn wziął mnie na ręce i wyniósł z balonu. Spokojnie znajdowałam się w jego ramionach. Czułam się bezpiecznie.
- Jesteś moim superbohaterem - powiedziałam stając już na ziemi
- Ale przez chwilę we mnie zwątpiłaś
- CO? Ja? Ani trochę. Pomyliłeś mnie z kimś.
- Niech ci będzie.
- Musimy wracać. Bella pewnie się martwi.
- Wcale nie. W takich sytuacjach jak ta, powinniśmy zostać w miejscu i czekać na pomoc.
- Kocham cię - rzuciłam się na chłopaka i objełam go ramieniem
- Ja ciebie też - odpowiedział po czym namiętnie mnie pocałował.
Był to jeden z dłuższych pocałunków. Jeden z wyjątkowych. Czułam, jak uśmiecha się przez pocałunek. Jak może odsapnąć, że nic mi nie jest, że jestem bezpieczna. Pewnie stalibyśmy tak dłużej, ale nagle usłyszeliśmy klakson samochodu.
W samochodzie znajdowała się cała ekipa : Naymar, Bella, Avril i Fede. Jechali samochodem piłkarza. Dość fajnym, przyznać trzeba.
- Candi jak mnie wystraszyłaś! - przytuliła mnie Bella
- Serio? Nie spodziewałam się.
- A ty mnie jeszcze popamiętasz!!! - Bella krzyknęła na Rossa, który podniósł ręce w geście obronnym.
- Spokojnie Bella. Nie denerwuj się. To ci tylko szkodzi. - do Belli podszedł Ney, i położył rękę na jej brzuchu. Razem z Fede i Avril głośno westchneliśmy, a Ross nie wiedział o co chodzi.
- A no właśnie. Bella jest w ciąży - zwróciłam się do Rossa
- CO? Jak? Serio? Kurcze... - do chłopaka to nie docierało
Po dłuższej chwili wszyscy znajdowaliśmy się w samochodzie. Byłam pewna, że wracamy do hotelu - a oni wywieźli mnie do klubu na plaże.
Byłam wyczerpana, ale był to świetny pomysł. Ostatnia wyszłam z samochodu, a pozostali już byli w pomieszczeniu. Pobiegłam za nimi. Weszłam do środka.
- NIESPODZIANKA!
Nagle usłyszałam krzyki i piski wszystkich dookoła. Nie wiedziałam, co się dzieje. Rozejrzałam się do okoła - nikogo nie było. Do kogo więc ta niespodzianka?!
- Wszystkiego Naj! - podeszła do mnie Bella i mocno przytuliła, wręczając mi prezent.
- CO? Daty ci się pomyliły. Urodziny mam dopiero z miesiąc - odpowiedziałam z chęcią przyjmując prezent.
- Niby tak, ale chcieliśmy wszyscy razem przeżyć twoją osiemnastkę... RAZEM. To prezent ode mnie. Na początku miał być od nas wszystkich, ale postanowiliśmy kupić ci coś osobno.
- Dziękuje piękna - jeszcze raz ją przytuliłam z całej siły.
Otwarłam prezent - był to przepiękny mikrofon bezprzewodowy.
- Dziękuje!
- Chciałam ci kupić jakiś instrument, ale przecież umiesz grać na wszystkim.
- No tak. Jest śliczny.
- TAK. Realizuj nim marzenia - dziewczyna puściła do mnie oczko
Następnie podszedł do mnie Neymar. Dostałam od niego piłke do nożnej i koszulkę z FCB z podpisami wszystkich zawodników.
Od Avril słuchawki:
Od Fede Laptop i sukienkę:
Całą noc tańczyliśmy i szaleliśmy. Właśnie o takich urodzinach marzyłam - z prawdziwymi przyjaciółmi i chłopakiem. Braciszek to bonus ^^
Przed północą Ross podszedł do mnie i wyciągnął na korytarz, gdzie było spokojnie i cicho w porównaniu z salą.
- Coś się stało? - spytałam
- TAK. Chciałbym ci coś dać.
- Coś jeszcze? Kwiaty, Balon, piosenka... to nie wszystko?
- Jak widać nie.
Wyciągnął z kieszeni przepiękny naszyjnik.
(Tyle że pisało tam Ross i Candi :3~ od. aut.)
- To dla mnie? Na prawdę?
Chłopak zawiesił mi naszyjnik na szyi.
- Tak. Byś zawsze o mnie pamiętała, nie ważne co się zdarzy i gdzie będziemy.
Położył rękę na moim policzku i jeszcze raz namiętnie pocałował, dokładnie o północy.
______________________________________
I kolejny, tym razem chyba najdłuższy rozdział :3 MOJA OSIEMNASTKA!!!<3
~~TiNAma~~







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz