*Bella*
Następnego dnia wstliśmy dosyć późno. Po imprezie, która była wczoraj. Bawiliśmy się prawie do rana. Ubrałam to...
A następnie poszliśmy na śniadanie. Gdzie siedzieli już wszyscy.
- Cześć. - powiedziałam.
- Hej Bella. - odpowiedzieli.
- Wiecie, że to ostatnie nasze wspólne śniadanie? - zapytała Avril.
- Jak to?
- Dzisiaj wracam do Polski.
Prawie wyplułam jedzenie, które właśnie jadłam.
- Co?
- To. Przecież przyjechałam tylko na jakiś czas.
- Szkoda.
- O której masz samolot? - zapytał Neymar.
- O Drugiej.
- Wiecie, że już jest dwunasta. - przerwał Ross.
- A ja musze się jeszcze spakować! - krzyknęła Avril.
- Pojedziemy odwieść Avril na lotnisko a potem jedziemy na trening. - powiedziałam.
- A my chyba pójdziemy dzisiaj do jakieś restałracji na kolację. - dodała Candi.
Po śniadaniu ja i Candi pomagałyśmy się spakować Avril.
- Dziewczyny schowałyście mi tą niebieską sukienkę?
- Taak.
- A jeansy?
- Teeż.
- A szpilki?
- Eeee... Tego to nie. - powiedziałam.
- Ja schowałam. - powiedziała Candi.
- No to chyba wszystko mamy. Będziemy się zbierać.
- Dziewczyny jesteście już gotowe? - do pokoju wszedł Neymar.
- Tak, zaraz zejdziemy.
- Ok, czekam na dole.
Znowu zostałyśmy w trójkę.
- Ohhh.. Nie masz pojęcia jak będę za tobą tęsknić. - powiedziała Avril i przytuliła mnie.
- Spokojnie jeszcze jadę do Polski po rzeczy.
- Co? Po jakie rzeczy? - zapytała Candi.
- Avril, mogłabyś nas na chwilę zostawić same?
- Tak, już wychodzę.
- Widzisz Candi, ja już podjęłam decyzję. Chcę żeby nasze dziecko miało dwóch rodziców, dlatego postanowiłam, że wyprowadzam się do Barcelony.
- Zostawisz mnie samą?
- Przecież masz Rossa. A po drugie będziemy się odwiedziać.
- Będę tęskniła.
- Ja też.
Później zeszliśmy na dół z waliskami Avril i pojechaliśmy na lotnisko.
- To do zobaczenia.
- Pa.
Porzegnaliśmy się wszyscy z Avril i wróciliśmy do hotelu. Neymar poszedł po rzeczy na trening i pojechaliśmy.
Na miejscu było już dużo kolegów z drużyny Neymara. Kilku z nich już pamiętałam z imprezy.
- Siema. - powiedział Ney.
- Oo cześć. - odpowiedzieli. - A kogo tu przyprowadziłeś?
- Aaa to jest moja dziewczyna Bella.
- Cześć. - powiedziałam.
- Oooo my już się znamy. - powiedział Marcelo.
- Byłaś raz na imprezie, prawda? - zapytał Oskar.
- Tak.
- Aaaa to witamy. - powiedzieli.
Po przywitaniach ja usiadłam na ławce, a oni zaczęli grać. Kiedy skończyli wszyscy weszli do szatni a ja czekałam na Neya.
Kiedy już się przebrali cała jedenastka wyszła.
- organizujemy dzisiaj imprezę, może byście przyszli? - zapytał Oscar.
- Chyba nie skorzystamy z oferty. - powiedział.
- Ale jak to? Ten Neymar, który chodził na prawie wszystkie możliwe imprezy nagle nie chce?
- Wiecie, wtedy kiedy chodziliśmy na imprezy nie miałem takiej dziewczyny i nie miałem po raz drugi zostać ojcem.
Neymar podszedł do mnie i przytulił.
- Uooooo... Gratulacje! Nie wiedzieliśmy.
- No to teraz już wiecie. To my już będziemy się zbierać... - powiedział Neymar.
- Chłopiec czy dziewczynka?
- Nie wiemy, jeszcze jest za wcześnie.
- A mogę zostać chrzestnym?
- Nie wiem, jeszcze zobaczymy. - Neymar wyraźnie był zmęczony pytaniami i ich ilością.
- A ja mogę zostać chrzestną? - zapytał Marcelo.
- Zastanowie się. Dobra to my już spadamy.
Pa.
- Pa.
Kiedy weszliśmy do auta rozległa się cisza.
- Ale spokój. - powiedziałam.
- Jak jesteś z nimi nigdy nie jest spokojnie.
- Masz bardzo fajnych kolegów, bardzo weseli.
- Czasem nawet za bardzo.
- A tak wogóle gdzie jedziemy?
- Obiecałem Rafaelli, że dzisiaj do niej przyjedziemy.
- Ona nie wie, prawda?
- Jedziemy między innymi po to, żeby jej powiedzieć, że zostanie ciocią po raz drugi.
Po 15 minutach byliśmy na miejscu.
Dom był naprawdę duży i piękny. W drzwiach stała Rafaella.
- Cześć braciszku. - powiedziała do Neymara.
- Hej. - odpowiedział.
- Cześć Bella. - dziewczyna podeszła do mnie.
- Cześć.
Potem wszyscy weszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
- Chcecie się czegoś napić? Może jakiegoś drinka wam zrobić?
- Ja nie mogę jestem samochodem. - powiedział.
- Ja nie mogę. - powiedziałam.
- Czemu nie możesz? - zapytała Rafa.
- Bo widzisz Rafa przyszliśmy tutaj dlatego, że musimy ci coś powiedzieć - zaczął Neymar - Bella jest w ciąży, więc będziesz ciocią.
Rafaella podeszła i przytuliła nas.
- Nie macie pojęcia jak się cieszę! A rodzice już wiedzą?
- Nie, jeszcze nie ale Bella przeprowadza się do mnie do Barcelony więc będzie okazja.
Przez kolejne godziny rozmawialiśmy, śmialiśmy się, aż usłyszałam dźwięk komórki.
- To Candi. - powiedziałam.
'Rozmowa telefoniczna'
- Bella, przyjeżdżaj szybko.
- Co się stało? Pali się?
- Tak! Byliśmy w tej restauracji i zaczęło się palić ledwo uciekliśmy.
- Dobra zaraz będę.
Neymar jedziemy!
- Gdzie?
- Do hotelu! Pali się w restauracji. Szybko. Przepraszamy ale musimy już jechać.
- Nic się nie stało. Do zobaczenia.
- Cześć.
Zaraz przyjechaliśmy do hotelu. Szybko weszliśmy do naszych pokojów.
- Jesteście nareszcie! - powiedziała Candi.
- Co się stało?
- Byliśmy w tej restauracji obok naszego hotelu i nagle zobaczyliśmy okień, ale spokojnie nikomu się nic nie stało.
- Ufff... Całe szczęście, chociaż w głębi duszy trzymałam kciuki, że zapalą się ci de bląd włoski. - Powiedziałam do Rossa i pokazałam mu język.
- Bella masz szczęście, że jesteś w ciąży.
- Bo co byś mi zrobił? - zapytałam.
- No właśnie? - dodał Neymar i oparł rękę o moją szyję. - a byś spróbował Belli coś zrobić...
- Ej co na Rossa! - oburzyła się Candi i stanęła pomiędzy Rossem a Neymarem.
- No nie moja wina, że twoja dziewczyna to taka... - powiedział Ross a Ney odepchnął lekko Candi na bok i przyczymał szyję Rossa opierając go o ścianę i podniusł za szyję.
- No jaka? - zapytał Neymar.
Zapadła cisza.
- Tak myślałem. - jeszcze raz powiedział piłkarz i puścił Rossa.
My z Candi stałyśmy zamurowane za nimi.
Nigdy nie widziałam ich tak wściekłych.
Następnie wyszłam Neymarem i poszliśmy do naszego pokoju.
- Kochanie nie musiałeś się tak przejmować.
- Tak jakoś wyszło, ale wkurzył mnie tym co chciał powiedzieć.
Koniec dnia spędziliśmy w naszym pokoju. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
---------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział ☺trochę dłuższy ;)
Bella
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz