Łączna liczba wyświetleń
sobota, 30 maja 2015
Rozdział 29 - wyznanie, kontrakt
Już jutro wyjeżdzamy z Brazyli. Nie mogę w to uwierzyć - czyli, że to już koniec? Nie tym się przejmuję. Przecież Bella wyjeżdza do Barcelony z Neymarem, a wątpię, że Ross poleci za mną do Polski.
Właśnie jedliśmy śniadanie w piątke - Ja, Ross, Fede, Bella i Neymar, gdy nagle zadzwonił mi telefon.
Gdy spojrzałam na ekran doznałam szoku. Sparaliżowało mnie dosłownie. Wszyscy chyba to zauważyli.
- Candi, wszystko dobrze? - spytali równocześnie Ross i Bella
- Tak, znaczy nie... nie wiem - odpowiedziałam chwytając się za głowę. Spojrzałam na Fede - jego uśmieszek był bardzo widoczny.
- To twoja sprawka, prawda? - wskazałam palcem na Federico popijającego herbatę.
- Tak. No śmiało. Odbierz. - odpowiedział
Nie chciałam odebrać - był to telefon od mojej mamy. Jejku... 10 lat ciszy, a tu coś takiego. Pozostaje jedno pytanie - odebrać czy nie odebrać?
- Mogę porozmawiać za ciebie - dodał Ross. Jaki on słodki.
- Uważaj sobie, Candi jeszcze potrafi porozmawiać przez telefon - odpowiedział wrednie piłkarz
- Pytał cię ktoś o zdanie? Przymknij się lepiej - zgasił go Ross.
- Spokój - przerwał Fede.
Nadal patrzałam się na telefon. W końcu odważyłam się i odebrałam.
To było niesamowite - od 10 lat wreszcie usłyszałam głos swojej rodzicielki. Rozmawiałyśmy z jakąś godzinę co najmniej - w tym czasie wszyscy się rozeszli.
Zdołowała mnie tylko jedna rzecz - mama chciała, bym wróciła do Włoch. Powiedziała, że musimy nadrobić stracony czas itp. Odpowiedziałam, że się zastanowię. Nie mam zamiaru wracać - dobrze mi w Polsce.
Wchodząc do pokoju zastałam Rossa siedzącego na moim łóżku.
- Powiesz mi co się stało?- Spytał z czułością.
- Nie. Nie chce o tym rozmawiać.- wyznałam.
- Wiesz, znam sposób, żeby ciępocieszyć
- Serio?- Spytałam i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Szaleństwo ze swoim chłopakiem!- Krzyknął i wskazał na siebie.- Za piętnaście minut na dole ?
- Okej.- Odpowiedziałam.
- Nie mogę się doczekać.- Powiedział.
- Ja też.
- Weź strój kąpielowy!- Krzyknął i wyszedł.
Jestem bardzo ciekawa, co tym razem ten wymyślił.Ross jest zabawny, uroczy i przesłodki.I za to go kocham. Jest kochany i utalentowany.Twierdzi, że jest nieśmiały, ale jego pewność siebie udziela się wszystkim dookoła.Szczególnie mi.Jest niesamowity.
Można by było stwierdzić, że jest zwykłym, kolejnym gwiazdorem, któremu w głowie są tylko dziewczyny i kasa.
To nie prawda. Ross jest inny. Znamy się od niedawna, ale już zdążył zawrócić mi w głowie.
Zeszłam na dół. Nie byłam już smutna, ani zszokowana.Wszystko dzięki niemu.On nakręca mnie do życia.
Sprawia, że chcę być sobą.
'Byłaby z tych słów niezła miłosna piosenka. Muszę się kiedyś za to zabrać.'- Pomyślałam.
- I co gotowa?- Spytał Ross.
- Jasne.- Odpowiedziałam pewnie.
- Nie pytasz się gdzie idziemy?- Pytał dalej.
- Z tobą poszłabym nawet do piekła.- Powiedziałam.
- Dobrze wiedzieć. .
Tak, jak podejrzewałam przywiózł mnie na plażę.
Niestety nigdy nie miałam okazji nauczyć się surfować.Wiedziałam, że jak mu to powiem to on mnie nauczy.Jest mistrzem surfingu.W moim pokoju (tym w Polsce) mam plakat jego nad morzem trzymającego swoją ulubioną deskę.
- Nauczę cię!- Krzyknął zadowolony, wziął mnie za rękę i pobiegł prosto na plażę.
Podbiegliśmy do wypożyczalni desek surfingowych.Ja wzięłam taką fioletowo-różową, a Ross żółtą, oczywiście w swoim ulubionym kolorze. Ruszyliśmy na wodę.
Próbowałam naśladować to, co robi Ross.Wyglądałam na serio komicznie.
Cały czas wchodziłam na deskę, próbując utrzymać się na stojąco.
Niestety każda taka próba w moim wykonaniu kończyła się upadkiem do morza i wypluwaniem wody z ust.
Śmiałam się sama z siebie.
Za każdym razem, gdy wynurzałam się z wody, zaczynałam chichotać i powtarzać:
'I z czego ja się śmieję ?!'
A potem znowu wchodziłam na deskę i tak cały czas.Wyglądałam naprawdę zabawnie.
Kilka surferów się ze mnie nie śmiało, ale ja zacięcie wchodziłam na deskę.
Nie przeszkadzał mi ich śmiech, przecież sama się z siebie śmiałam, więc innym też na to pozwalałam.
- Jeszcze nigdy nie widziałam u kogoś tyle determinacji, co u ciebie.- Zaśmiał się Ross i podpłynął do mnie.
- Od ciebie się tego nauczyłam.- Powiedziałam, znowu wypluwając wodę z ust.
- I nauczysz się jeszcze czegoś.- Powiedział i kazał mi się położyć brzuchem na deskę.
Gdy już leżałam, on odłożył swoją deskę na brzeg i wrócił do mnie.
Położył się na mnie.
- Wiosłuj powoli rękami.- Polecił i robił to samo.
Zbliżaliśmy się na gigantyczną falę.
- Nie wiem, czy jestem gotowa.- Powiedziałam do niego, gdy byliśmy pól metra od giganta.
- Zaraz się przekonamy!- Krzyknął, wstał i pomógł mi zrobić to samo.
To było niemożliwe.Kompletnie nierealne.Staliśmy razem na desce, ślizgając się perfekcyjnie po fali.
Zawsze czułam się przy nim magicznie, ale teraz to już szczyt.Byłam w siódmym niebie.
Po zjechaniu w dół, Ross stwierdził, że na dzisiaj wystarczy.
Wychodząc z plaży dostałam smsa od Belli.
"Ja i Neymar jesteśmy w kawiarence na rogu hotelu. Wpadnijcie"
- Nie chcę tam iść - narzekał Ross
- Dlaczego? Spędzimy fajnie czas - odpowiedziałam, chwytając chłopaka za rękę
- Ale nie chce siedzieć z tym palantem. - oburzył się
- Nie rozumiem was. Jeszcze do nie dawna się przyjaźniliście. A teraz już nie?
- Zapomniałaś jak na mnie naskoczył ostatnio?
- Nie, nie zapomniałam.
- Jeszcze masz jakieś wątpliwości? - powiedział, zatrzymując się
- Tak. Okey, mógł siedzieć cicho, dobrze wie że ty i Bella nie przepadacie za sobą.
- No i? - nie dawał mi dokońćzyć
- No i zamiast naskakiwać na siebie można porozmawiać.
- Ooo no proszę. A jak cię odepchnął też było fajnie?
Ruszył z miejsca i przyśpieszył kroku.
- Nic mi nie zrobił. Był trzeźwy! - ruszyłam w pogoń za blondynem
- Może i tak. Ale...
- Ale? - tym razem to ja mu przerwałam
- Ale trochę mi głupio. Wyszedłem na totalnego palanta przy tobie
- Wcale nie jesteś palantem - spojrzał na mnie nie dowierzając - no wiesz, on jest piłkarzem, jest trochę silniejszy i wogóle - Ross znowu przyśpieszył tempa - ale to ty jesteś moim ulubieńcem.
Na te słowa zatrzymał się. Stał jakieś 2 metry przede mną.
- Nie wiedziałam, że aż tak się w kimś zakocham. - powiedziałam i podeszłam bliżej - Znaczy okey, od zawsze byłeś moim idolem, marzyłam o spotkaniu z tobą, ale to były wtedy tylko wymysły. - stanęłam naprzeciwko chłopaka i spojrzałam mu w oczy - Zawsze z Bellą wymyślałyśmy, że niby jesteśmy razem, znaczy ja z tobą a ona z Naymarem. Wiesz jak to jest jak się marzy - coś niesamowitego. Ale kiedy cię poznałam, to było wszystko, o czym marzyłam.
Chłopak dziwnie na mnie popatrzył, jakby nie rozumiał, co chce mu przekazać.
- Chodzi o to - kontynuowałam - hm... Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?
- Tak, jasne. Zgubiłaś się na mieście, padał deszcz i prawie wylądowałaś w błocie - przypomniał mi Ross
- No właśnie. Gdyby nie ty, wylądowałabym w błocie, nigdy nie przeleciałabym balonem - blondyn zaśmiał się pod nosem - ani nie usłyszałabym tej pięknej piosenki.
- Gdyby nie ty, tej piosenki by nie było.
Podszedł do mnie bliżej i namiętni pocałował, chwytając mnie za policzki.Gdy skończył, dalej wpatrywał mi się w oczy. Nastała cisza, którą szybko przerwał.
- Boję się, że ci nie wystarczam. Że cię nie zadowolę, że chcesz kogoś innego - dodał
- Niby kogo? Chyba nie myślisz o jakimś piłkarzu!?
Zamilkł.
- Co oni mają, czego nie masz ty?
- Więcej kasy, laski, mecze w telewizji, większą siłę, sławę, - wymieniał pokolei - śmiało mogłabyś mnie wymienić
- Ale nie wymienię. To ty jesteś słodki, kochany, zabawny, utalentowany, romantyczny. Mogłabym wymieniać całymi dniami.
- Serio? - spytał nie dowierzając
- Serio. Pamiętasz jeszcze, że jesteś moim idolem, prawda?
- Chyba tak.
- Nie chyba. Przy nikim nie czułam się jeszcze tak dobrze.
- Candi serio. Nie żartuj ze mnie - próbował skręcić w drugim kierunku, ale zatrzymałam go
- Mówię prawdę - chwyciłam go za rękę - niby przy kim? Federico, mama i tata we Włoszech od 10 lat, ciotka mnie nie trawi, Bella ma swoje życie. Nadal mi nie wierzysz?
- Ale nie jestem najlepszym chłopakiem - nadal wypierał się Ross - pamiętasz jeszcze Mie?
- A ty pamiętasz gale? - krzyknełam - i moje urodziny, bal, każdy pojedyńczy pocałunek,?
- Może i masz rację...
- Wiem że mam. Nie zamieniłabym cię na nikogo innego.
Na policzkach chłopaka pojawiły się rumieńce.
- A teraz idziemy.
Szliśmy dłuższym spacerem trzymając się za ręce.
W końcu doszliśmy na miejsce, gdzie byli już Bella i Neymar.
Usiedliśmy wszyscy razem. Śmialiśmy się na całe gardło, rozmawialiśmy w sumie o wszystkim, aż w końcu przyszedł czas na najgorsze...
- Co z tobą, Candelario? - spytał niespodziewanie Naymar
- A co ma być? - udawałam, że nie mam pojęcia o co chodzi.
- No nie żartuj. Co zamierzasz teraz zrobić?
- Ale z czym? - wtrącił się Ross
- Gdyby ci na niej zależało to byś wiedział - odpowiedział wrednie Neymar.
- Spokojnie kochanie - uspokoiła go Bella.
Ross zaciskał dłonie pod stolikiem. Widać było, że to dla niego niezręczna sytuacja.
Szybko zareagowałam - chwyciłam chłopaka za ręce. Od razu się uspokoił.
- No ale też jestem ciekawa. Opowiadaj - powiedziała Bella.
- No więc - zaczęłam przemowę. chciałam kontynuować, ale przerwała nam kelnerka.
- Przepraszam państwa - powiedziała - zaraz rozstawiamy sprzęt karaoke. Może chcą się państwo zapisać?
- Ja nie śpiewam - odpowiedziała od razu Bella
- Ja też - potwierdził piłkarz
- Zaśpiewasz nam coś? - Ross objął mnie ramieniem
- Nie. Wole nie, naprawdę.
- A ze mną? - zrobił te swoje brewki
- Nie wywołuj na niej takiej presji! - przerwał mu Neymar
- Chcę po prostu posłuchać, jak śpiewa moja dziewczyna. Problem? - odpowiedział wrednie Ross
- Tak. Jak jej się coś nie uda, będziesz jej to wytykał, bo ty niby umiesz śpiewać.
- Nic bym jej nigdy w życiu nie wytknął wredoto
- Ej sory, ale dlaczego miałoby mi się coś nie udać? - spojrzałam na piłkarza
- No nie wiem... - zająkał sie - nie każdy jest fenomenalnym śpiewakiem.
- Ale Candelaria jest - szturchneła go Bella. - proszę zapisać tą panią - skierowała się do kelnerki.
- Okey, ale jak coś się nie uda nie mam zamiaru nikogo pocieszać - powiedział Neymar.
- Wiesz co, wyjdę na chwilę, zaraz wrócę - zwrócił się do mnie Ross i opuścił pomieszczenie
- Nie wracaj! - krzyknął brazylijczyk - chcecie coś do picia?
- Drinka - odpowiedziałam
- Wodę - dodała Bella
- Zaraz wracam - opuścił nas piłkarz.
Zostałam sama z Bellą.
- Widziałaś co się dzieje? - spytałam Belle
- Tak. Kurcze rozmawiają jakby się nie nawidzili
- No właśnie. Powiedz coś temu swojemu chłopczykowi by się ogarnął.
- Ej. Twój też nie jest święty
- Ale nie rzuca się o byle sprawy!
- Dobra pogadam z nim.c A gdzie twój Ross?
- Gada przez telefon.
- Acha spoko. A teraz na poważnie. Co teraz planujesz?
- Nie mam pojecia, Bella!
- Jak co zawsze możesz jechać z nami do Barcelony...
- A ty zawsze możesz zostać w Polsce.
Po dłuższej chwili przyszedł Neymar a po nim Ross.
Zaczęła się impreza karaoke.
Z 20 minut później nadeszła moja kolej.
- No to idę - powiedziałam wstając z miejsca
- Trzymamy kciuki - powiedział Ross
- Nie pomyl się - dodał Neymar
- Ona się nigdy nie myli. Powal ich na kolana - dodała Bella.
W końcu wyszłam na scenę.
Zaśpiewałam piosenkę Love Me Like You Do Ellii Goulding (na pewno słyszeliście xdd~od aut.)
Gdy skończyłam wszyscy zaczeli bić brawo i głośno wiwatować. Spodobało mi się.
Schodząc ze sceny podszedł do mnie Ross z jakąś kobietą.
- Byłaś rewelacyjna skarbie - przytulił mnie Ross
- Dziękuję kochanie - odwzajemniłam uścisk - kim jest ta kobieta?
Witaj, Candelario Jestem Allyson Midnight.- Przedstawiła się.
- Dzień dobry.- Przywitałam się.
Chciałam się spytać Ross'a kto to jest i o co w tym wszystkim chodzi, ale Bella mnie w tym wyręczyła.
- Ross, wytłumacz jej wszystko od początku. Widzę po jej minie, że nic z tego nie rozumie.- Powiedziała, a za nią przybiegł piłkarz.
- Allyson to menagerka i producentka gwiazd. Od dawna szukała jakieś solowej wokalistki, więc poleciłem jej ciebie.- Tłumaczył Ross.
- I...?- Spytałam niepewnie.
- Ross zadzwonił do mnie kilka dni temu. Powiedział, że poznał bardzo utalentowaną dziewczynę. Powiedział też że powinnam ją poznać.- Tłumaczyła tym razem Allyson, ale ja i tak nadal mało co rozumiałam z tej historii.
- Rozumiemy, że jesteś w szoku i możesz się nawet na nas gniewać, ale zwykłe nagranie twojego głosu, które przyniósł mi Ross do studia nie wystarczyło. Chciałam zobaczyć, jak śpiewasz na żywo. I muszę powiedzieć, że jestem zachwycona. Na żywo śpiewasz jeszcze lepiej, niż w piosence, którą miałam od Ross'a.- Powiedziała Allyson.
Wrócił mi głos.
- Skąd miałeś nagranie mojego głosu? Nic razem nie nagrywaliśmy.- Zwróciłam się do Ross'a.
- Dostałem od Belli demo jednej z twoich piosenek- Odpowiedział Ross.
- Aaaa...- Wykrztusiłam.
- Gniewasz się?- Spytał.
- Gniewam? Ja nie wiem, jak ci dziękować!- Wykrzyczałam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
- Czyli jesteś zadowolona?- Spytał i przytulił mnie mocniej.
- Bardzo. Choć powinieneś mi powiedzieć.
- Nie wiedziałem, czy się na to zgodzisz.- Wyznał.
- Tak... trudno byłoby mnie do tego przekonać.- Przyznałam.- Ale teraz cieszę się, jak wariatka. Jestem bardzo szczęśliwa i dziękuję ci za to.
- Nie ma za co, masz wielki talent i prędzej czy później ktoś by cię odkrył.- Powiedział do mnie Ross.
- Dziękuję.- Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- ALe to nie wszystko - kontynuowała Allyson - jesteś bardzo zdolną dziewczyną, ale to jeszcze za mało. Chciałabym jeszcze posłuchać twoich piosenek, posłuchać jak ci idą wysokie nuty...
- Jeszcze się zdzwonimy - powiedział Ross po czym odeszła
- Nie mogę w to uwierzyć! - rzuciłam się na Bellę
- A ja tak. Chciałam zrobić ci jakiś prezent, tak na pożegnanie, ale nie wiedziałam co by ci dać. Wtedy Ney wpadł na pomysł, żeby ci pomóc w czymś, co ubustwiasz, no a resztą zajął się Ross - odpowiedziała
- Dziękuje! - przytuliłam wszystkich pokolei
- Ja i Fede też mamy dla ciebie niespodzianke - przerwał Ross
- Jaką? - spytaliśmy wszyscy jednym chórem
- Znaczy ja nie byłem do końca pewny. Wiem, że mieszkasz w Polsce i wogóle, ale wachałem się, czyby nie zostać. Ale po tym, co powiedziałaś mi dzisiaj po drodze jestem już pewien. Jadę z tobą do Polski! No i z Fede ale to przy okazji.
Krzyknęłam na całe gardło i mocno przytuliłam Rossa. Jednak zawsze będę obok niego.
- Ja bym się tak nie cieszył - przerwał nam piłkarz
- Czego znowu chcesz? - odpowiedział Ross
- Jak znowu masz się umawiać z innymi laskami, to lepiej byś został tutaj
- Co masz na myśli? - Ross się niecierpliwił
- A to że was związek długo nie pociągnie.
- Licz się ze słowami kolego.
- Bo co?
- Przymknij się Neymar! - krzyknęłam na piłkarza
- Po prostu się troszczę o przyjaciół
- No chyba nie! O Rossa jakoś się nie troszczysz.
- Candi uspokój się - przerwała mi Bella - Kochanie koniec tematu. Wracamy już
- Serio chcesz by jakiś bachor zajmował się twoją przyjaciółką?
Bella zrobiła zmartwioną minę.
- Sama umie się sobą zająć! - wtrąciłam się
- Nie Candi, Neymar ma rację. Lepiej, byście się rozstali.
Zamurowało mnie
- Że co? A ci to już wolno wyjeżdzać sobie od tak na drugi koniec świata? - przerwał Ross
- Po prostu się martwie o Candi, zrzum to wreszcie!
- Wiesz co z nim się nie dogadamy - powstrzymał Belle Neymar
- Wiecie co koniec. Wracam do siebie. Jutro wyjeżdzam z Rossem do Polski. Nie obchodzi mnie wasze zdanie.
W końcu wszyscy się pogodziliśmy - no oprócz Neymara i Rossa.
Poszliśmy spać, bo jutro czekał nas ważny dzień.
piątek, 22 maja 2015
Rozdział 28 - Co chciałeś powiedzieć?
*Bella*
Następnego dnia wstliśmy dosyć późno. Po imprezie, która była wczoraj. Bawiliśmy się prawie do rana. Ubrałam to...
A następnie poszliśmy na śniadanie. Gdzie siedzieli już wszyscy.
- Cześć. - powiedziałam.
- Hej Bella. - odpowiedzieli.
- Wiecie, że to ostatnie nasze wspólne śniadanie? - zapytała Avril.
- Jak to?
- Dzisiaj wracam do Polski.
Prawie wyplułam jedzenie, które właśnie jadłam.
- Co?
- To. Przecież przyjechałam tylko na jakiś czas.
- Szkoda.
- O której masz samolot? - zapytał Neymar.
- O Drugiej.
- Wiecie, że już jest dwunasta. - przerwał Ross.
- A ja musze się jeszcze spakować! - krzyknęła Avril.
- Pojedziemy odwieść Avril na lotnisko a potem jedziemy na trening. - powiedziałam.
- A my chyba pójdziemy dzisiaj do jakieś restałracji na kolację. - dodała Candi.
Po śniadaniu ja i Candi pomagałyśmy się spakować Avril.
- Dziewczyny schowałyście mi tą niebieską sukienkę?
- Taak.
- A jeansy?
- Teeż.
- A szpilki?
- Eeee... Tego to nie. - powiedziałam.
- Ja schowałam. - powiedziała Candi.
- No to chyba wszystko mamy. Będziemy się zbierać.
- Dziewczyny jesteście już gotowe? - do pokoju wszedł Neymar.
- Tak, zaraz zejdziemy.
- Ok, czekam na dole.
Znowu zostałyśmy w trójkę.
- Ohhh.. Nie masz pojęcia jak będę za tobą tęsknić. - powiedziała Avril i przytuliła mnie.
- Spokojnie jeszcze jadę do Polski po rzeczy.
- Co? Po jakie rzeczy? - zapytała Candi.
- Avril, mogłabyś nas na chwilę zostawić same?
- Tak, już wychodzę.
- Widzisz Candi, ja już podjęłam decyzję. Chcę żeby nasze dziecko miało dwóch rodziców, dlatego postanowiłam, że wyprowadzam się do Barcelony.
- Zostawisz mnie samą?
- Przecież masz Rossa. A po drugie będziemy się odwiedziać.
- Będę tęskniła.
- Ja też.
Później zeszliśmy na dół z waliskami Avril i pojechaliśmy na lotnisko.
- To do zobaczenia.
- Pa.
Porzegnaliśmy się wszyscy z Avril i wróciliśmy do hotelu. Neymar poszedł po rzeczy na trening i pojechaliśmy.
Na miejscu było już dużo kolegów z drużyny Neymara. Kilku z nich już pamiętałam z imprezy.
- Siema. - powiedział Ney.
- Oo cześć. - odpowiedzieli. - A kogo tu przyprowadziłeś?
- Aaa to jest moja dziewczyna Bella.
- Cześć. - powiedziałam.
- Oooo my już się znamy. - powiedział Marcelo.
- Byłaś raz na imprezie, prawda? - zapytał Oskar.
- Tak.
- Aaaa to witamy. - powiedzieli.
Po przywitaniach ja usiadłam na ławce, a oni zaczęli grać. Kiedy skończyli wszyscy weszli do szatni a ja czekałam na Neya.
Kiedy już się przebrali cała jedenastka wyszła.
- organizujemy dzisiaj imprezę, może byście przyszli? - zapytał Oscar.
- Chyba nie skorzystamy z oferty. - powiedział.
- Ale jak to? Ten Neymar, który chodził na prawie wszystkie możliwe imprezy nagle nie chce?
- Wiecie, wtedy kiedy chodziliśmy na imprezy nie miałem takiej dziewczyny i nie miałem po raz drugi zostać ojcem.
Neymar podszedł do mnie i przytulił.
- Uooooo... Gratulacje! Nie wiedzieliśmy.
- No to teraz już wiecie. To my już będziemy się zbierać... - powiedział Neymar.
- Chłopiec czy dziewczynka?
- Nie wiemy, jeszcze jest za wcześnie.
- A mogę zostać chrzestnym?
- Nie wiem, jeszcze zobaczymy. - Neymar wyraźnie był zmęczony pytaniami i ich ilością.
- A ja mogę zostać chrzestną? - zapytał Marcelo.
- Zastanowie się. Dobra to my już spadamy.
Pa.
- Pa.
Kiedy weszliśmy do auta rozległa się cisza.
- Ale spokój. - powiedziałam.
- Jak jesteś z nimi nigdy nie jest spokojnie.
- Masz bardzo fajnych kolegów, bardzo weseli.
- Czasem nawet za bardzo.
- A tak wogóle gdzie jedziemy?
- Obiecałem Rafaelli, że dzisiaj do niej przyjedziemy.
- Ona nie wie, prawda?
- Jedziemy między innymi po to, żeby jej powiedzieć, że zostanie ciocią po raz drugi.
Po 15 minutach byliśmy na miejscu.
Dom był naprawdę duży i piękny. W drzwiach stała Rafaella.
- Cześć braciszku. - powiedziała do Neymara.
- Hej. - odpowiedział.
- Cześć Bella. - dziewczyna podeszła do mnie.
- Cześć.
Potem wszyscy weszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
- Chcecie się czegoś napić? Może jakiegoś drinka wam zrobić?
- Ja nie mogę jestem samochodem. - powiedział.
- Ja nie mogę. - powiedziałam.
- Czemu nie możesz? - zapytała Rafa.
- Bo widzisz Rafa przyszliśmy tutaj dlatego, że musimy ci coś powiedzieć - zaczął Neymar - Bella jest w ciąży, więc będziesz ciocią.
Rafaella podeszła i przytuliła nas.
- Nie macie pojęcia jak się cieszę! A rodzice już wiedzą?
- Nie, jeszcze nie ale Bella przeprowadza się do mnie do Barcelony więc będzie okazja.
Przez kolejne godziny rozmawialiśmy, śmialiśmy się, aż usłyszałam dźwięk komórki.
- To Candi. - powiedziałam.
'Rozmowa telefoniczna'
- Bella, przyjeżdżaj szybko.
- Co się stało? Pali się?
- Tak! Byliśmy w tej restauracji i zaczęło się palić ledwo uciekliśmy.
- Dobra zaraz będę.
Neymar jedziemy!
- Gdzie?
- Do hotelu! Pali się w restauracji. Szybko. Przepraszamy ale musimy już jechać.
- Nic się nie stało. Do zobaczenia.
- Cześć.
Zaraz przyjechaliśmy do hotelu. Szybko weszliśmy do naszych pokojów.
- Jesteście nareszcie! - powiedziała Candi.
- Co się stało?
- Byliśmy w tej restauracji obok naszego hotelu i nagle zobaczyliśmy okień, ale spokojnie nikomu się nic nie stało.
- Ufff... Całe szczęście, chociaż w głębi duszy trzymałam kciuki, że zapalą się ci de bląd włoski. - Powiedziałam do Rossa i pokazałam mu język.
- Bella masz szczęście, że jesteś w ciąży.
- Bo co byś mi zrobił? - zapytałam.
- No właśnie? - dodał Neymar i oparł rękę o moją szyję. - a byś spróbował Belli coś zrobić...
- Ej co na Rossa! - oburzyła się Candi i stanęła pomiędzy Rossem a Neymarem.
- No nie moja wina, że twoja dziewczyna to taka... - powiedział Ross a Ney odepchnął lekko Candi na bok i przyczymał szyję Rossa opierając go o ścianę i podniusł za szyję.
- No jaka? - zapytał Neymar.
Zapadła cisza.
- Tak myślałem. - jeszcze raz powiedział piłkarz i puścił Rossa.
My z Candi stałyśmy zamurowane za nimi.
Nigdy nie widziałam ich tak wściekłych.
Następnie wyszłam Neymarem i poszliśmy do naszego pokoju.
- Kochanie nie musiałeś się tak przejmować.
- Tak jakoś wyszło, ale wkurzył mnie tym co chciał powiedzieć.
Koniec dnia spędziliśmy w naszym pokoju. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
---------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział ☺trochę dłuższy ;)
Bella
sobota, 16 maja 2015
Rozdział 27 urodzinowa niespodzianka
Następnego dnia, cały czas myślałam o czym rozmawiali wczoraj pozostali - gdy weszłam, nagle zapadła cisza. Było to dziwne, ale wolałam nie wypytywać o szczegóły. Prosto z rana, gdy jeszcze leżałam w łóżku do pokoju wbiła Bella, dosłownie wskakując mi na łóżko.
- Candi! - powiedziała po czym usiadła na przeciwko mnie.
- Co?! Bella, wiesz która godzina? Spać mi się chce. Złaś z mojego łóżka - próbowałam zepchnąć nogami dziewczynę.
- Bardzo śmieszne. Gdyby Ross wskoczył by ci do łóżka, na pewno byś go nie wyrzuciła - odpowiedziała sarkastycznie
- Zależy która byłaby godzina - odpowiedziałam i przewróciłam się na drugi bok.
- No nie ważne. Po prostu chce wiedzieć, jakie masz plany na dzisiaj.
- Na dzisiaj? Chciałam przejść jeszcze po sklepach, kupić pamiątki itp.
- Co? Tak wcześnie? Przecież mamy jeszcze dużo czasu.
- Dużo? Za tydzień wyjeżdzamy piękna
- Już za tydzień? Żarty sobie robisz?
- No nie. Za tydzień, koniec miesiąca.
- Wszystko tak szybko mineło....
- No trochę.
Przez chwilę Bella milczała. Widać, zdołowało ją to bardzo. Pewnie chodzi o Avril - i oczywiście Neymara.
- Aaa... co chcesz robić, jak już będziemy w Polsce? - zmieniła nagle temat
- Mam bardzo zwariowany pomysł.
Bella przytaknęła na znak, że mam mówić, ale cały czas miała spuszczoną głowę.
- No wiesz, pamiętasz że bardzo lubię muzykę? Kocham śpiewać, tańczyć, jak i grać na gitarze, pianinie, skrzypcach, flecie, gitarze akustycznej....
- Tak wiem, umiesz grać praktycznie na wszystkim, przechodź do rzeczy - Bella się niecierpliwiła
- Chcę się wybić.
- CO? Jak wybić? Wybić to ty sobie możesz palec w koszykówce.
- Nie o to chodzi. Zawsze kochałam robić te wszystkie rzeczy, marzyłam by być sławną.
- Tak wiem. Zawsze mi o tym ględziłaś.
- No właśnie... Wiesz co nie. Zapomniałam, że nie wszystkie marzenia się spełniają.
- Żartujesz sobie? Masz wielki talent, musisz tylko się wy... ujawnić
- Nie, głupie myśli
- Wcale nie. Masz talent, wszyscy o tym dobrze wiemy.
- Talent to trochę za mało. No nie ważne, zobaczymy co będzie. Ale mimo wszystko cieszę się, że będziesz obok mnie - rzuciłam jej się na ramiona
- CO? Ale jak to?!
- No jak to co? Mogę nie być sławna, ale braku przyjaciółki bym już nie zniosła.
- Taaaakk.... - odwzajemniła uścisk - idziemy?
- Gdzie?
- No na śniadanie. Wszyscy już na nas czekają.
- Ale jak to wszyscy? Bella?!
- No chcemy wspólnie WSZYSCY zjeść śniadanie. Przebieraj się i złaś na dół.
- Wole spać. - znowu rzuciłam się na łóżko.
- Bardzo śmieszne. Podaj prawdziwy powód
- Nie wiem w co się ubrać.
- Oj Candi...
Bella podeszła do szafy i wybrała mi piękne połączenie ubrań, na które nigdy bym nie wpadła.
Po 15 minutach byłam już gotowa. Zeszłam na dół, gdzie zastałam Belle, Neymara, Avril, Federico i Rossa.
- Ross? Co ty tu robisz? - spytałam
- Jak to co? Tęskniłem - pocałował mnie w policzek i objął w tali. - nie mogę zjeść śniadanie ze swoją dziewczyną.
- Dobrze, wiemy że się kochacie pisklaczki, ale koniec - przerwała nam Avril
- No właśnie. Masz jakieś plany na dzisiaj Candi? - spytał mnie Federico
- Nie. Nie mam żadnych planów.
- Na pewno? - upewnił się piłkarz.
- Tak. Jeśli chcecie mnie gdzieś wyciągnąć, to po prostu mówcie.
- Nie.... - wszyscy pokiwali głowami.
Całe śniadanie szybko zleciało. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, Bella znowu pokłóciła się z Rossem... to co zawsze. Zdziwiło mnie, że każdemu się śpieszyło. Najpierw opuścił nas Ross mówiąc, że idzie zrobić zakupy rodzince. Chciałam iść z nim, ale powiedział, że mam zostać. Później szła Bella - nie miała w co się ubrać, jak i Avril. Naymar miał trening, a Fede musiał lecieć,
Około godziny 15 poprawiałam sobie makijaż. Podeszłam do szafy przed oknem. Nagle zza okna zobaczyłam Rossa rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Trzymali się za ręce, śmiali się. Od razu zrobiłam się zazdrosna. Wtedy do pokoju wparowała Bella z dwoma sukienkami w ręce.
- Słuchaj Candi, idę dziś na randkę z Neymarem, ale nie wiem, w co się ubrać. Która sukienka bardziej ci się podoba? - spytała pokazując mi sukienki. Ja nadal patrzałam w okno.
- Hej, Candi!? Co się dzieje? - spytała podchodząc do okna - uu...
- No patrz. Rozmawia z jakąś dziewczyną.Wiem że coś się między nimi dzieje.
- Candi Nie. Ja już wiem, co ci siedzi w głowie. Nie wiem, skąd te wymysły.
-. No ale popatrz, idą gdzieś! Razem?!
-Nie masz zamiaru go śledzić, prawda?
- Nie miałam takiego zamiaru. Ale to jest świetny pomysł. Choć Bella, Idziemy!!!
- Nie ma mowy Candi. Znów sobie coś ubzdurałaś.
- Może, ale chce wiedzieć co się dzieje. A ty mi pomożesz.
- No okey, ale która sukienka...
- Ta różowa - przerwałam jej, po czym wyciągnęłam z hotelu na dwór.
Szłyśmy za nimi aż na główną ulicę, gdzie się zatrzymali i się rozstali. Ona wsiadła do autobusu, a Ross czekał jeszcze na ulicy. Schowałyśmy się za jednym z budynków, i uważnie się im przyglądałyśmy.
- Oj Candi, dałabyś sobie spokój. - jęczała Bella.
- Nie. Cicho. Dokąd on z nią idzie? - przerwałam jej
- Nie wiem, ale odpuść. On kocha tylko ciebie, pogódź się z tym.
Nagle podszedł do jednej kwiaciarni i próbował coś kupić.
- O, jaki on jest kochany - położyłam głowę na ramieniu Belli - na pewno kupuje mi kwiaty by pokazać jak bardzo mnie kocha i jak mu na mnie zależy.
Bella głośno westchneła ze wzruszenia.
- Widzisz Candi? A ty już myślałaś że cię zdradza.
- No wiem. Ale to jednak było podejrzane... no to z tą dziewczyną. Nie wiem jak ja mogłam w niego wątpić. Jest taki słodki, taki czuły, taki och...
- Przyznaję, że za nim nie przepadam, ale jest romantyczny. - dodała Bella.
W końcu gdy miał już kwiaty w ręce nie szedł w stronę hotelu, gdzie mógł mnie znaleść. Nie wyjął nawet telefonu, tylko szedł w przeciwnym kierunku.
- Eee... Bella?
- Tak?
- On nie wraca do hotelu,zmierza w innym kierunku.
- Acha...
W jednej chwili mina mi zrzedła, a Bella cały czas się uśmiechała.
- Te kwiaty wcale nie są dla mnie Bella! - krzyknełam
- CO? Candi, przecież on na pewno idzie kupić ci jakiś prezent.
- Nie. On coś przede mną ukrywa, a ty pomożesz mi się tego dowiedzieć. Idziemy.
- Ja?
- Tak.
- Ale ja nie chce tego robić.
- No chodź!
- Nie jest dobrze - Bella jęczała przez całą drogę
- CSiiii!!
- Czuję się winna!
- Cicho Bella.
Nagle chłopak wsiadł do samochodu.
Gdy jego samochód odjechał, pociągnęłam znowu dziewczynę.
- No nie obijaj się tak!
- Candelario nie powinnyśmy!
Szybko doleciałyśmy na naszych obcasach do jednej z taxówek, i powiedziałyśmy by jechała za tamtym samochodem. Facet się zgodził.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy.
- Możesz mi powiedzieć gdzie jesteśmy i gdzie podział się Ross? - spytałam Belle
- Nie mam pojęcia, ale mam dość tego całego szaleństwa. Wracajmy już. Mam dość tej komedi.
- Jak już to nie jest komedia tylko horror i to wcale nie zabawny.
Przez szybę zobaczyłam Rossa z kwiatami przed tą samą dziewczyną. Od razy wyszłam z samochodu.
- No to teraz sobie porozmawiamy - zwróciłam się do Belli i biegłam w jego kierunku.
- Niespodzianka! - przerwałam im rozmowę
- To ja już sobie pójdę - powiedziała dziewczyna
- Spokojnie, spokojnie bez nerwów - odpowiedziałam dziewczynie - Więc, rozumiem, że to jest teraz twoja nowa dziewczynka?! - zwróciłam się do Rossa, a dziewczyna pobiegła w stronę Belli.
- Wcale nie. Kochanie posłuchaj - blondyn próbował się bronić.
- Jak nie? Jesteś kłamcą, mówiłeś, że już nie kłamiesz, a tu co? A tu robisz mi coś takiego po prostu nie wierzę !!!
- Zaczekaj! To nie tak jak myślisz Candi.- próbował się bronić
- No i? - przerwałam
- Jeśli o nią chodzi, blefowałem, ale to inna sprawa.
- Inna? Myślałam że mogę ci zaufać. A ty wyskakujesz mi z czymś takim, i w dodatku dajesz jej ten śliczny bukiet róż!!!Nie mogę w to uwierzyć.
- Te kwiaty są dla ciebie, a ona pomagała przygotować mi prezent dla ciebie. - podał mi bukiet kwiatów, który oczywiście przyjełam.
- Dzięki za transport Bella! - nagle zwrócił się do przyjaciółki
- CO? Czyli ty o tym wiedziałaś i nic mi nie powiedziałaś Bella?! - zwróciła się do dziewczyny
- Przecież dobrze cię znam, i wiem też, że jak powiem ci NIE to tym bardziej to zrobisz.
- Dobrze już koniec. Gotowa? - chłopak podszedł do mnie, zakrył mi oczy i kierował.
- CO? Co to wszystko znaczy?!. - mówiłam z każdym kolejnym krokiem.
- Spokojnie, spodoba ci się - uspokajał mnie
Po chwili odsłonił mi oczy, a ja ujrzałam wielkie pole kwiatów. Patrzałam nie dowierzając. To miejsce było śliczne.
- Jak tu ładnie - powiedziałam trochę zawiedziona. Chłopak uśmiechnął się pod nosem, złapał za ramiona i odwrócił w drugą stronę, gdzie znajdował się gigantyczny balon.
- A co to? - spytałam
- Twój prezent. Chodziłem na kurs, spokojnie mogę cię przelecieć.
- Hahaha. Przelecieć balonem to my się zawsze możemy. Ale czuje się podle. Myślałam o tobie najgorsze. Okazało się, że jesteś po prostu najlepszym chłopakiem jakiego można sobie wymarzyć. Ale tak na serio; my nim polecimy?!
- TAK RAZEM - po tych słowach wziął mnie na ramiona i zaniósł na balon.
Z jakieś 10 minut trwały przygotowania do lotu, a potem na prawdę się podnieśliśmy.
Byliśmy bardzo wysoko. Czułam czyste powietrze, a na dole widziałam Bellę. Czułam się jakbym naprawdę latała. To było niebiańskie.
- Podoba ci się? - zapytał nagle Ross
- Jest niesamowicie - odpowiedziałam przytulając się do pionowej barierki.
-Zauważyłaś coś ciekawego?
-Nie. Co?
- Nie ma silnika. Trzymamy się na powietrzu. Właśnie latamy. Właśnie tak się czuję, gdy jesteś obok mnie - chwycił mnie za rękę - Możemy wszystko.
- Jesteś najwspanialszy.
- A ty najpiękniejsza. Gotowa na coś jeszcze?
- Kolejna niespodzianka?
- Tak. Piosenka, specjalnie dla ciebie.
Po chwili zaczął śpiewać piękną piosenkę:
Sometimes love’s a scary place
It’s like standing in the dark
Flying through the universe
Trying to fix your broken heart
It’s okay to let it go
You don’t have to be so brave
Take a chance if someone else
Is gonna sweep in and save the day
You don’t have to face your fears alone
‘Cause whenever you’re in trouble
I’ll know
Let me be your superhero
There isn’t a place I won’t go
Whenever you need me by your side
I’ll be there, be there
Never be afraid if you fall
I’ll carry you away from it all
Let me be your superhero
Let me be your superhero
Take off your mask, put down your guard
Don’t need a symbol on your chest
It’s all right for once to play
The damsel in distress
You’re gonna use up all your strength
Trying to be so strong
Don’t have to shoulder all the weight
Together we can take it on
You don’t have to face your fears alone (You’re not alone, baby)
‘Cause whenever you’re in trouble
I’ll know, oh
Let me be your superhero
There isn’t a place I won’t go
Whenever you need me by your side
I’ll be there, be there
Never be afraid if you fall
I’ll carry you away from it all
Let me be your superhero
Let me be your superhero
Gdy skończył mocno go przytuliłam. Po dłuższej chwili zaczął się denerwować, jakby się przestraszył. Nie przejmowałam się tym za bardzo. W końcu jednak zapytałam.
- Co się dzieje? Wszystko dobrze?
- Tak. Nic się nie stało. Jest good.
- Jesteś pewien?
Przełknął ślinę.
- Chciałaś latać?
- Tak. Zawsze o tym marzyłam.
- To świetnie się składa, bo lina właśnie się zerwała i teraz naprawdę lecimy.
- Co?
- Spokojnie - objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Co my teraz zrobimy Ross? - pytałam trzymając się barierki
- Jak to co? Latamy.
- Niby jak? Przecież my nie umiemy latać. Ptaki sobie latają, czaple sobie latają, nawet pingwiny. Nie no dobra, pingwiny nie latają tak jak my i pewnie też nie wiedziałyby co teraz robić. - panikowałam z każdą sekundą.
- Ale my sobie lecimy. Uspokój się.
- A ty od kiedy jesteś ekspertem fizyki?
- Znam się na balonach, to wystarczy.
- Boje się mówie poważnie Ross.
- Uspokój się. Ja poszukam miejsca do wylądowania.
Znajdowaliśmy się jeszcze z 5 minut w powietrzu, kiedy już naprawdę się przestraszyłam. Nagle polecieliśmy parę metrów na dół, co kompletnie mnie wystraszyło.
- Ross my prawie spadliśmy! Co to było?!
- Nic się nie stało. Zderzyliśmy się z zimniejszym powietrzem i opadliśmy trochę na dół.
- Nic takiego? Widziałeś jak to szybko się stało? Weź mnie lepiej szybko na ziemię. Prawie umarłam ze strachu.
- Zachowaj spokój.
- Spokój? Jestem spokojna, jeszcze nigdy nie byłam bardziej spokojna. Ale co jeśli przyleci ptak i przbiję balon swoim dziobem? Pomyślałeś o tym?
Ross zrobił groźne spojrzenie, a ja postanowiłam się uciszyć.
W końcu wylądowaliśmy.
- Jesteśmy już na ziemi? - spytałam
- Najwidoczniej. Pomóc ci?
Pokiwałam głową. Blondyn wziął mnie na ręce i wyniósł z balonu. Spokojnie znajdowałam się w jego ramionach. Czułam się bezpiecznie.
- Jesteś moim superbohaterem - powiedziałam stając już na ziemi
- Ale przez chwilę we mnie zwątpiłaś
- CO? Ja? Ani trochę. Pomyliłeś mnie z kimś.
- Niech ci będzie.
- Musimy wracać. Bella pewnie się martwi.
- Wcale nie. W takich sytuacjach jak ta, powinniśmy zostać w miejscu i czekać na pomoc.
- Kocham cię - rzuciłam się na chłopaka i objełam go ramieniem
- Ja ciebie też - odpowiedział po czym namiętnie mnie pocałował.
Był to jeden z dłuższych pocałunków. Jeden z wyjątkowych. Czułam, jak uśmiecha się przez pocałunek. Jak może odsapnąć, że nic mi nie jest, że jestem bezpieczna. Pewnie stalibyśmy tak dłużej, ale nagle usłyszeliśmy klakson samochodu.
W samochodzie znajdowała się cała ekipa : Naymar, Bella, Avril i Fede. Jechali samochodem piłkarza. Dość fajnym, przyznać trzeba.
- Candi jak mnie wystraszyłaś! - przytuliła mnie Bella
- Serio? Nie spodziewałam się.
- A ty mnie jeszcze popamiętasz!!! - Bella krzyknęła na Rossa, który podniósł ręce w geście obronnym.
- Spokojnie Bella. Nie denerwuj się. To ci tylko szkodzi. - do Belli podszedł Ney, i położył rękę na jej brzuchu. Razem z Fede i Avril głośno westchneliśmy, a Ross nie wiedział o co chodzi.
- A no właśnie. Bella jest w ciąży - zwróciłam się do Rossa
- CO? Jak? Serio? Kurcze... - do chłopaka to nie docierało
Po dłuższej chwili wszyscy znajdowaliśmy się w samochodzie. Byłam pewna, że wracamy do hotelu - a oni wywieźli mnie do klubu na plaże.
Byłam wyczerpana, ale był to świetny pomysł. Ostatnia wyszłam z samochodu, a pozostali już byli w pomieszczeniu. Pobiegłam za nimi. Weszłam do środka.
- NIESPODZIANKA!
Nagle usłyszałam krzyki i piski wszystkich dookoła. Nie wiedziałam, co się dzieje. Rozejrzałam się do okoła - nikogo nie było. Do kogo więc ta niespodzianka?!
- Wszystkiego Naj! - podeszła do mnie Bella i mocno przytuliła, wręczając mi prezent.
- CO? Daty ci się pomyliły. Urodziny mam dopiero z miesiąc - odpowiedziałam z chęcią przyjmując prezent.
- Niby tak, ale chcieliśmy wszyscy razem przeżyć twoją osiemnastkę... RAZEM. To prezent ode mnie. Na początku miał być od nas wszystkich, ale postanowiliśmy kupić ci coś osobno.
- Dziękuje piękna - jeszcze raz ją przytuliłam z całej siły.
Otwarłam prezent - był to przepiękny mikrofon bezprzewodowy.
- Dziękuje!
- Chciałam ci kupić jakiś instrument, ale przecież umiesz grać na wszystkim.
- No tak. Jest śliczny.
- TAK. Realizuj nim marzenia - dziewczyna puściła do mnie oczko
Następnie podszedł do mnie Neymar. Dostałam od niego piłke do nożnej i koszulkę z FCB z podpisami wszystkich zawodników.
Od Avril słuchawki:
Od Fede Laptop i sukienkę:
Całą noc tańczyliśmy i szaleliśmy. Właśnie o takich urodzinach marzyłam - z prawdziwymi przyjaciółmi i chłopakiem. Braciszek to bonus ^^
Przed północą Ross podszedł do mnie i wyciągnął na korytarz, gdzie było spokojnie i cicho w porównaniu z salą.
- Coś się stało? - spytałam
- TAK. Chciałbym ci coś dać.
- Coś jeszcze? Kwiaty, Balon, piosenka... to nie wszystko?
- Jak widać nie.
Wyciągnął z kieszeni przepiękny naszyjnik.
- To dla mnie? Na prawdę?
Chłopak zawiesił mi naszyjnik na szyi.
- Tak. Byś zawsze o mnie pamiętała, nie ważne co się zdarzy i gdzie będziemy.
Położył rękę na moim policzku i jeszcze raz namiętnie pocałował, dokładnie o północy.
______________________________________
I kolejny, tym razem chyba najdłuższy rozdział :3 MOJA OSIEMNASTKA!!!<3
~~TiNAma~~
piątek, 15 maja 2015
Rozdział 26 - zebranie
*Bella*
Następnego dnia wstaliśmy o 12. Byliśmy bardzo zmęczeni po wczorajszym dniu. Nereszcie Candi pogodziła się z Rossem. Co prawda nie przepadam za nim ale skoro Candi go kocha, ja też muszę przynajmniej go znosić. Ubrałam to...
I zrobiłam makijaż. Poszliśmy na śniadanie gdzie byli już Candi, Ross, Fede i Avril.
Po śniadaniu Candi postanowiła, że pójdzie na spacer.
- Wiecie co, ja chyba pójdę na spacer.
- Pójdę z tobą kochanie. - powiedział Ross.
- Nie. Ty zostajesz. Za dziesięć minut w naszym pokoju. Przekaż Avril i Fede. - szepnęłam do Rossa.
- Albo wiesz kochanie, ja chyba pójdę odpocząć.
- No więc idę sama.
Po dziesięciu minutach wszyscy byli już w naszym pokoju.
- Słuchajcie, jesteśmy tutaj bo musimy coś zaplanować. Wiecie, że za miesiąc Candi ma osiemnaste urodziny. Chciałabym przeżyć z nią tą osiemnastkę.
- Ale jak to? Nie będzie cię?
- Myślałam dzisiaj całą noc i postanowiłam, że... Wyprowadzam się do Neya do Barcelony.
W tym momencie Neymar wstał podbiegł do mnie i pocałował.
- Tak bardzo się cieszę. - powiedział.
- A więc, kontynułując chciałabym spędzić osiemnastkę z Candi, postanowiłam, że może zrobimy jej imprezę urodzinową tutaj, w Brazylii. Co o tym sądzicie?
- Dobry pomysł ja też chciałbym być na urodzinach mojej siostry, bo potem wracam do Włoch. - powiedział Fede.
- Ale gdzie jej zrobimy imprezę? - zapytała Avril.
- Może na plaży? W tym barze. - powiedział Neymar.
- Dobry pomysł. Musimy się tam wybrać i uzgodnić wszystko. A co jej kupimy na prezent?
- Candi bardzo lubi śpiewać, może złożymy się na profesjonalny mikrofon?
- Chętnie się zrzucimy.
- Ja kupię coś sam, mam pewien pomysł. - powiedział Ross.
- Dobrze, a więc nasza czwórka. Uzgodnimy jeszcze po ile.
W tym momencie ktoś otworzył drzwi.
- Co wy tutaj robicie?! - zapytała Candi.
- My? Tak sobie rozmawiamy.
- Tak, tak. - wszyscy przytaknęli.
- To my już idziemy. Powiedziała cała trójka a Candi tylko dziwnie popatrzyła i poszła.
- Jakie plany masz na dzisiaj ? - zapytał Neymar.
- Hmmmm... Pomyślmy, umiesz jezdzić na desce? - zapytałam.
- Tak ale czemu pytasz?
- Może wybralibyśmy się pojeździć?
- Bella ty jesteś w ciąży! Co jak się przewrócisz? Nie darował bym sobie tego.
- Ale dlaczego! Przecież nie będę robić jakiś trików! A to, że jestem w ciąży nie wyklucza jazdy na deskorolce.
- Ooohh... Nie dasz mi spokoju, prawda?
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- No więc chodźmy.
Wzieliśmy dwie deski i zaczeliśmy jeździć. Ja pierwsza Neymar za mną. Aż do momentu kiedy, deska wyjechała mi do przodu. Byłam pewna, że spadnę. W głowie słyszałam już ,,a nie mówiłem,, w wykonaniu Neymara ale nagle w ostatniej chwili złapał mnie. Popatrzył mi prosto w oczy i powiedział...
- A nie mówiłem.
Zaczęłam się śmiać. Staliśmy w swoich objęciach, patrzyłam mu prosto w te słodkie zielone oczka. On trzymał swoje ręce na moich biodrach. Nasze wargi były tak blisko siebie, czułam zapach miętowej gumy. Nasz pocałunek trwał tak długo jak nigdy przedtem.
- Może wrócimy już do hotelu?
- Dobry pomysł.
Kiedy tylko drzwi naszego pokoju się zamknęły zostałam przyciśnięta do ściany przez Neymara, który złożył namiętny pocałunek.
- Kocham Cię. - wyszeptał mi do ucha. - Tak bardzo się cieszę, że będę miał cię blisko siebie.
Ja zaplotłam nogi na jego biodrach. Staliśmy tak oparci o ścianę, aż wkońcu położył mnie na łóżko. Jedna ręka oparta była o łóżko a druga delikatnie dotykała mojego policzka. Jego ręka była coraz niżej.
- Nie zapominaj, że jestem w ciąży.
Zatrzymał się na brzuchu.
- Jak mógłbym zapomnieć.
Po wszystkim zaczęliśmy oglądać film nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
-------------------------
Oto kolejny rozdział.
Bella
sobota, 9 maja 2015
Rozdział 25 - gala muzyczna
Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam Rydel (siostrę Rossa) i Belle.
- Co wy tu robicie? - spytałam przecierając oczy
- Głupie pytanie. Przecież zaraz się dowiesz - odpowiedziała Rydel
- Śmieszne. Hahaha. Ale serio, pospać jeszcze chciałam...
- To bardzo ważne - powiedziała Bella po czym wszystkie usiadłyśmy na moim łóżku.
- To powiecie w końcu? - nie umiałam wytrzymać
-Chodzi o to, - zaczęła Rydel - że dzisiaj jest bardzo ważna gala muzyczna, i chcielibyśmy wszyscy, byś się na niej zjawiła...
- Spoko. I to jest tak ważne, bo???
- Bo Ross nie umie bez ciebie wytrzymać!
- Co Ross ma wspólnego do gali muzycznej?
- A no to, że ma występ, śpiewa piosenkę o miłości... - przerwała Bella
- Ja i Ross? Znowu razem? Niby po co? Przecież kariera ważniejsza ode mnie...
- Mówił mi, że ci już to mówił - dodała Rydel - po prostu, Ross jest sławny, a nasi producenci chcą, byśmy byli z kimś sławnym. No okey, przyznaję, Mia bardzo polubiła Rossa, ale on tego nie odwzajemnia...
- Niby dlaczego? Bo Mia jest aż taka zła?
- Nie, bo Mia chce go mieć TYLKO dla siebie. Jeśli wiesz, co mam na myśli...
- Nie wiem co masz na myśli, a z Rossem nie chce mieć już nic wspólnego.
- Dziewczyna, wszystkie wiemy, że jest inaczej - drążyła temat Bella - nie umiecie bez siebie żyć, potrzebujecie siebie nawzajem...
- Wcale nie. Przecież to wy się tak nie lubicie...
- Okey, przyznaję, że go nie lubię. Na początku wydawał mi się arogancki, podły, brzydki, bez talentu, wredny...
- Tak jak mi Neymar? - przerwałam przemowę
- No mniej więcej. Ale z czasem... nie no nadal go nie lubię, ale jeśli go kochasz, to nie mam nic do gadania.
- Nie kocham go.
Na te słowa dziewczyny głośno westchnęły.
- Posłuchaj, mamy bilety dla was wszystkich. Dla ciebie, Belli, Neymara, Federico, Avril... Jak nie dla Rossa to przyjdź dla mnie - powiedziała Rydel
- I dla mnie - dodała Bella.
- Jeszcze nie wiem, zastanowię się, mimo wszystko, dzięki że wpadłaś Rydel. - po tych słowach dziewczyna mocno mnie przytuliła i wyszła szykować się na galę.
W pokoju zostałyśmy tylko ja i Bella. Postanowiłyśmy zjeść śniadanie i wyjść na miasto. Około godz 14 byłyśmy już po obiedzie. Usiadłyśmy w pokoju Belli, ja pomagałam jej się przygotować na Galę.
- A ta sukienką? - spytała po raz setny Bella
- Za jaskrawa - odpowiedziałam przytulając poduszkę
- A ta?
- Biustonosz ci widać.
- To chyba dobrze, prawda?
- Nie, ani trochę. Następna.
- A ta czerwona?
- Za dużo czerwieni.
- To może żółta?
- Ta cała poplamiona?
- Och... - Bella denerwowała się coraz bardziej
- Ta?
- Zbyt krótka
- A może ta?
- Za duży kołnierz?
- No a ta?
- Wyglądasz choby Iron-man.
- Czemu?
- Bo jesteś żółta i czerwona!
W końcu Bella wyciągneła z szafy piękną, niebieską sukienkę, której nigdy nie widziałam.
- Nowa? - zapytałam
- Nie, wyprana w Pervolu.
- Ma aż tak świetny efekt?
- Candelario!
- No już, już, spokojnie. Może być, jest okey.
- No w końcu - rzuciła się na łóżko obok mnie.
- To teraz mówimy o tobie.
- O mnie? Co się ze mną dzieje? - spytałam lekko zirytowana
- No mów, w czym ty idziesz?
- Ja nigdzie nie idę.
- Ale musisz!
- Bella... nie męcz mnie więcej, błagam.
- Pomogę ci wybrać sukienkę.
- Ale ja nie idę.
- Dlaczego? Towarzystwo ci nie odpowiada? A może się boisz, że będziesz musiała śpiewać?
- Nie. Dobrze wiesz czemu.
- Chyba jednak nie.
- Boję się.
- Spokojnie, tam nie trzeba śpiewać
- Nie o to chodzi - puściłam poduszkę i rzuciłam ją w Belle - Rossa się boje.
- Spokojnie, nic ci nie zrobi.
- No niby wiem, ale nie chce, by śpiewał dla mnie...
- Spokojnie, będzie cały twój.
- Boje się, że znowu się zakocham...
- No o to właśnie chodzi. A teraz chodź ze mną, i wybierzemy ci sukienkę.
- Nie chce tam iść.
- Niby czemu?!
- Bo się boję!
- Nie przesadzaj. Po za tym będę tam ja, Avril, Fede, Ney... - spojrzałam na nią groźnie - no nie zostaniesz sama.
W końcu się zgodziłam. Po godzinnym wybieraniu wybrałam to:
I razem ze wszystkimi pojechaliśmy na ceremonie. Mieliśmy najlepsze miejsca - prawie tuż przed sceną. Pierwszą godzinę wszyscy śpiewali i były rozdawane nagrody. Było fajnie. Cały czas śpiewałam z Bellą i Fede ( którzy stali obok mnie), a niektórzy piosenkarze nawet nam pomachali...
Z pół godziny później wszystko zaczynało się psuć.
Była rozdawana nagroda w kategori najlepszego zespołu.
A oto nominowani:
- One Direcion
- Linkin Park
- 5 seconds of summer
- The Vamps
- Big time Rush
- R5...
Gdy usłyszałam ostatnich, serce podeszło mi do gardła. Próbowałam wyjść z pomieszczenia.
- Candi stój! - zatrzymał mnie Fede chwytając za rękę
- Czemu? Zaraz wyjdą na scenę, a ja nie chce...
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
- Nie, nie będzie ani trochę.
- Candi i co ja ci dzisiaj mówiłam? - zawołała Bella - nie ważne co się zdarzy, będziemy z tobą.
- Tak? W takim razie chodźcie wszyscy ze mną jak najdalej stąd.
Wszyscy podejrzliwie na mnie spojrzeli.
- Zostajesz tu kochana - Federico przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił, uniemożliwiając jaki kolwiek ruch. W końcu dołączyła się Bella.
Gdy już mnie puścili, byłam zmuszona obserwować scenę i wszystko, co się na niej dzieje.
Nagle wszyscy dookoła - w tym moi sprzymierzeńcy - krzyczeli i wiwatowali, ponieważ R5 miało zaśpiewać piosenkę. Ja próbowałam być jak najmniej widoczna.
W końcu wyszli na scenę.
- Witaj RIO! - przywitali się wszyscy niemal w tym samym czasie
- Jesteście gotowi na jazde?! - dodał Riker
- To wszystko dla was! - po słowach Rockiego zaczeli grać.
Myślałam, że najgorsze już za mną. I właśnie w tym momencie nagle wszystko ucichło.
Przerwał to wszystko Ross.
- Zanim zaczniemy - powiedział Ross, a ja chciałam być jak najdalej stąd - chciałbym coś powiedzieć. Ta piosenka, jest dla mnie bardzo ważna. Opowiada o kimś, na kim mi bardzo zależy, ale straciłem ją przez wielkie kłamstwo.
Nagle całe rodzeństwo zaczęło kiwać głową na znak, że ma skończyć. On jednak nie miał takiego zamiaru.
- Ta osoba jest z nami tutaj. - skierował wzrok na mnie. - Bardzo się cieszę, że tutaj jest, mimo że nie miała takiego zamiaru. To jej przyjaciele ją tutaj wyciągneli. Z góry dziękuje.
Po tych słowach moi "przyjaciele" zaczęli mu machać, wiwatować i pokazywać w moją stronę.
- Mimo wszystko jednak - kontynuował dalej - wiem, że ją straciłem. Wiem, że nie potrafiłem jej zadowolić, że ją bardzo zraniłem...
Chciałam mu wybaczyć. Chciałam pokazać mu serce z rąk, na znak, że nadal go kocham. Już prawie splotłam ręce, gdy wszyscy fani zaczęli głośno wykrzykiwać imię "Mia". Coś we mnie pękło, a Fede objął mnie ramieniem.
- Wcale nie! - krzyknął Ross - Mia to nie moja dziewczyna - wszyscy zaczęli buczeć - Jestem z nią tylko dla kariery, ona nic dla mnie nie znaczy. Wiem to dobrze, że wypowiadając te słowa mogę stracić karierę, przestać być sławnym... - tutaj się zawachał - mam to gdzieś.
Nagle wszedł dalej na scenę, podchodząc jak najbliżej mnie. Siedzieliśmy w piątym rzędzie od sceny, a on stał dokładnie naprzeciwko mnie. Mimo to nie przestawał mówić;
- Jej przyjaciółka powiedziała mi, że bez miłości to nie ma sensu,że jak jej nie kocham mam się od niej odwalić - Bella szturchneła mnie w ramie, a ja odwzajemniłam uśmiechem - Ja nie mogę już tego dłużej ukrywać, nie potrafię. Ale chce wykrzyczeć to całemu światu. Mam dziewczynę. Nie jest nią Mia, ale Candelaria Matias. Wiem, że zapewne nikt z was jej nie zna. Ale musze jej coś powiedzieć. Candi, kiedy cię poznałem, nie wiedziałem, że będzie mi na tobie tak bardzo zależeć, że będziesz moim jedynym szczęściem. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. KOCHAM CIĘ CANDI.
Po tych słowach po całej sali rozległy się głośne szepty, każdy wyszukiwał niejakiej " Candelari".
Nie wiedziałam co zrobić. Ross cały czas się na mnie patrzył, bał się mojej reakcji. Gdy szum ucichł w końcu się odważyłam.
- Też cię kocham Rossy!
Od razu wstałam z miejsca, i próbowałam wbić na scenę. Jak widać ochroniarze nie mieli nic przeciwko. Ross złapał mnie za rękę, po czym oboje znajdowaliśmy się na scenie. Podbiegłam do niego, a on wykorzystał sytuację, złapał mnie w biodrach, przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. Tak właśnie, pocałował mnie na oczach całego świata.
Podczas naszego pocałunku wszyscy wstali, głośno klaskali i krzyczeli. Całowaliśmy się z 1 minutę. Po określonym czasie oderwaliśmy się od siebie. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. On położył rękę na moim policzku, a ja spojrzałam w stronę moich przyjaciół. Bella siedziała na barana na Neymarze i krzyczała najgłośniej w sali, brazylijczyk podniósł do nas kciuk w góre, Fede i Avril skakali i śmiali się bez przerwy.
- Wszystko co dobrze musi się skończyć - chwilę przerwał nam Riker. - Skoro tak, kochaneczka Rossa schodzi ze sceny, a my dajemy czadu!
Po tych słowach Ross się do mnie uśmiechnął, a ja zeszłam ze sceny i wróciłam na miejsce.
- I co? A nie mówiłam? - powiedziała Bella mocno mnie tuląc.
- Tak miałaś rację jak zawsze - odwzajemniłam uścisk.
- Ja też chce - dołączył do nas Neymar.
- Moją siostrę trudno nie uścisnąć - rzucił się na mnie Federico.
- Jak wszyscy to ja też. - Avril już nie miała wyjścia.
Cały wieczór tańczyliśmy i śmialiśmy się. Wieczorem wszyscy wróciliśmy do hotelu. Była godzina 1:00 nad ranem.
- Ja się już z wami żegnam - powiedziała Avril - jestem wyczerpana
- Pa kochanie - pocałował ją Federico. - Ja idę też do siebie, jestem zmęczony jak jeszcze nigdy.
- My też już wracamy do siebie - dodali Neymar i Bella
- Mówiłam, że będzie dobrze - dziewczyna objęła mnie ramieniem
- Mówiłaś? Nic nie słyszałam... - odpowiedział irytując dziewczynę
- Mówiłam. A jutro idziemy do laryngologa, przebada twój słuch.
- Śmieszne. Nawet Bardzo.
- Oj wiem.
W końcu weszłam do pokoju przebrałam się i rzuciłam się na łóżko, aż nagle zadzwonił telefon. Był to Ross. Bez zawachania odebrałam.
(Rozmowa telefoniczna)
C: Cześć Ross. Jak tam?
R: Może być. Jak się czujesz?
C: W jakim sensie?
R: Nie jesteś na mnie wściekła?
C: Ja? Niby czemu? Że wyznałeś przed całym światem że jestem twoim skarbem i że przez to możesz stracić karierę?
R: Producenci byli nami zachwyceni, jutro mam wywiad do gazety o tobie.
C: Ale nie kłamiesz?
R: Raz mi się zdarzyło...
C: Tak wiem. Jutro się zobaczymy. Ale, Ross?
R: Tak? Masz jakieś pytanie?
C: No tak jakby. Nie będziesz zły?
R: Na ciebie nigdy.
C: Okey. No więc... czy to, co mówiłeś na scenie, jest prawdą?
R: Inaczej bym tego nie mówił kochanie.
C: Mia też słyszała coś takiego?
R: Ona już nie ma nic do gadania. Kocham ciebie, w końcu to do niej dotrze.
C: Ja ciebie też.
R: Ty też co?
C: Też cię kocham.
R: Co mówisz? Nie słyszałem, słaby zasięg.
C: To już nie usłyszysz.
R: Oj no weź.
C: Co mam wziąść?
R: Kocham cię, pamiętaj.
C: Ja ciebie też, kochanie ^^
Po tych słowach w końcu położyłam się i zasnęłam.
_____________________________________________________
I jest kolejny rozdział :3 Długo, ale mam nadzieje ciekawy xdd
~~TiNAma~~
poniedziałek, 4 maja 2015
Rozdział 24 - zakupy
* Bella *
Następnego dnia wstaliśmy późno. Ubrałam to...
Zeszliśmy na śniadanie gdzie czekała już na nas Candi.
- Gdzie Fede i Avril? - zapytałam.
- Wczoraj późno wrócili z imprezy, pewnie jeszcze śpią. - odpowiedziała Candi.
Wszyscy usiedliśmy przy stole.
- Co powowiesz na małe zakupy dzisiaj? - zapytała Candi.
- Możemy iść, tylko dobrze wiesz, że ja nie robie małych zakupów.
- Dobrze, to o 15?
- Ok.
Kiedy wróciliśmy do pokoju wziełam torebkę i pieniądze. Wyszłyśmy z hotelu i poszliśmy na miasto. Przeszłyśmy chyba 10 sklepów. Kupiłam tyle rzeczy.
- Bella, może gdzieś usiądziemy bo już nie daje rady. - powiedziała zmęczona Candi.
- No już dobrze.
Usiadłyśmy w jakimś barze i zamówiłyśmy coś do picia.
- Więc co zamierzasz zrobić? Przecież za 2 tygodnie wracamy.
- Wiesz, Neymar zaproponował żeby zamieszkać z nim w Barcelonie.
- Chyba nie zostawisz mnie?
- Nie wiem, jeszcze muszę to przemyśleć. Mam jeszcze 2 tygodnie.
- Czekaj, patrz. Czy to nie jest przypadkiem Fede i Avril?
- Tak to oni, ale za rękę.
- Avril! Fede! - zaczęłyśmy ich wołać.
- Cześć! - zawołał Fede.
- Może chcecie nam coś powiedzieć? - zapytałam niemal równo z Candi.
- Tak wlaśnie chcieliśmy wam coś powiedzieć. Znowu jesteśmy razem.
- Tak myślałam.
- Wczoraj na imprezie się pogodziliśmy.
Chwilę z nami siedzieli ale potem poszli dalej.
- Wiesz, że za miesiąc masz 18? - zapytałam.
- Tak, pamiętam.
- Masz już jakieś plany?
- Nie, jeszcze o tym nie myślałam. Pamiętasz twoją osiemnastkę?
- Tak pamiętam. To były moje najlepsze urodziny. Twoje na pewno też będą.
- Mam taką nadzieję.
- Idziemy jeszcze do tego skepu z butami i wracamy do hotelu, co?
- Dobra, to chodźmy.
Kupiłam jeszcze buty...
I wróciłyśmy do hotelu.
- Nie zgadniesz kogo spodkałyśmy. - powiedziałam do piłkarza.
- Kogo?
- Fede i Avri. Znowu są razem.
- Tego bym się nie spodziewał. Właśnie, zdecydowałaś co robimy dalej?
- Nie. Muszę to jeszcze przemyśleć ale jutro bo jestem zmęczona.
Położyłam się i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.








