Jak na razie wszystko idzie dobrze. Cały wczorajszy dzień przegadałyśmy. Dzisiaj czas na zwiedzanie.
Wstałyśmy około godziny 8, po czym ubrałyśmy się i wyszłyśmy przed hotel, gdzie już czekała na nas ciocia Belly.
- Dzień Dobry Ślicznotki! Jak się macie? - przywitała nas gorąco.
- Dobrze ciociu - Bella wpadła jej w ramiona.
Następne w planach było zwiedzanie. Ale na moje nieszczęście Bella z wycieczki uczyniła zakupy...
Chodziłyśmy po wszystkich sklepach. Tu butik, tam odzieżowy, tu sportowy...
Dłuższą chwilę spędziłyśmy w jakimś większym, tańszym sklepie.
- Candi, co się dzieje? - nagle zapytała z nienacka.
- Nic. A coś ma się dziać? - odpowiedziałam.
- No niby nic, ale przeszłyśmy już z ćwierć sklepów na tej ulicy - w jednym momencie zrobiło mi się słabo... - a ty jeszcze sobie niczego nie wybrałaś.
- Po prostu jestem trochę zmęczona. No jak wiesz, całą noc przegadałyśmy, późno poszłyśmy spać...
- I ja mam ci uwierzyć?
- Jasne że nie. - westchnęłam cicho. - Idę na dwór po wodę czy coś. Jak skończysz po prostu mnie zawołaj i PÓJDZIEMY COŚ ZJEŚĆ.
Po tych słowach wyszłam się przewietrzyć. Kupiłam wodę i usiadłam na ławce.
Niedługo potem moją uwagę przykuł sklep z następnej ulicy. Postanowiłam, że jak zajrzę nic się nie stanie. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Stanęłam przed sklepem, i zauważyłam tę oto sukienkę:
Wydawała mi się taka piękna, taka skromna. Bez namysłu weszłam do środka. Wielką trudnością był dla mnie język. Bella miała korki z tego języka, ale mi wystarczał tylko angielski...
-Excuse me! How much is this dress? - jednak opłacał się ten angielski...
-This dress from the front?It costs 5 euros. - cenę podała w euro, no trudno...- Thanks you.
Postanowiłam zaczekać na Belle. Wyszłąm drzwiami, i co zobaczyłam? Pustą alejkę. Nie wiedziałam co się dzieje. Przed chwilą były tu przecież sklepy. Przeniosłam się w czasie?
Szłam tą alejką szukając jakiegokolwiek wyjaśnienia. Po pewnej chwili zaczął padać deszcz, co mi nieco utrudniło przemyślenia. W końcu się zorientowałam ; Musiałam wyjść tylnymi drzwiami. Gdy próbował wrócić do sklepu, NAJZWYCZAJNIEJ W ŚWIECIE SIĘ ZGUBIŁAM. Zaczełam panikować. Po chwili jednak zadzwonił do mnie Bela ;
(Rozmowa telefoniczna)
- Candi gdzie jesteś? Zaczeło padać może wrócimy do hotelu?
- Ty se ze mnie jaja robisz? Nie wiem gdzie jestem!
- Jak to nie wiesz? Zostawiłam cię na 5 minut...
- Tak zostawiłaś. A ja się zgubiłam.
-Czekaj zaraz coś wymyślimy... hm, widzisz ten wielki wieżowiec?
- Z kilometra go widać.
- Tam się spotkamy przed głównym wyjściem.
- Bella czekaj, ja nie wiem jak się ztąd wydostać...
W tym momencie padła mi bateria w telefonie.
- Nie,nie,nie, nie nie... - mruczałam pod nosem.
Dobrze że chociaż wiemy gdzie się spotkać. Zaczęłam biec w stronę budynku. Skręciłam w lewo - ściana. W prawo - pusty zakątek. Szłam prosto - zeszłam z trasy i wróciłam do miejsca startu.
- Poddaje się - westchnełam dalej biegnąc.
Szłam dalej aż w końcu straciłam równowagę - poślizgłam się na błocie i prawie upadłam, lecz zatrzymałam się w powietrzu...
Otwierając oczy ujrzałam go - Wysokiego blondyna o piwnych oczach.
Leżałam DOSŁOWNIE w jego ramionach, on tylko trzymał mnie bym nie upadła.
- Chodzisz tak zupełnie sama? Nie lepiej może iść z kimś dorosłym? - zapytał nieśmiało.
- Dzięki za pomoc - zaśmiałam się lekko po czym postawił mnie na nogi - Nie jestem wcale taka młoda. Po zatym muszę już iść... - po moich słowach tylko złapał mnie za rękę i dodał:
- Nie dam ci tak samej iść. Jeszcze ktoś inny mógł by cię uratować, czego bym nie zniósł.
- Daruj sobie.
- Niby czemu? Taka śliczna blondynka zasługuję na kogoś właściwego...
- Zapomnij lepiej.
- O tobie to nie możliwe.
Zamilkłam....
- Jeśli serio chcesz mi pomóc, wiesz jak mogę dostać się do tego wieżowca?
- Mogę pójść z tobą.
- No to w drogę.
Odziwo w końcu przestał padać deszcz. Całą drogę szliśmy i rozmawialiśmy. Opowiedziałam mu swoją historie, a on cały czas nawijał o tym jakiego mam farta że go spotkałam.
Dotarliśmy na miejsce. Szybko spostrzegłam Belle rozglądającą się na wszystkie strony.
- Bella!!! - Szybko pobiegłam w jej stronę!
- Czekaj! Nie wiem jak masz na imię! - słyszałam za sobą jego głos.
Gdy przyjaciółka mnie spostrzegła, szybko rzuciłyśmy się w ramiona.
- Candi! Jeszcze raz zrobisz mi taki numer to nie ręczę za siebie - próbowała zachować powagę.
- Tak jasne kochana - tylko lekko odpowiedziałam.
Spojrzałam w stronę chłopaka. Już go tam nie było. Mówi się trudno. Nawet nie wiem jak ma na imię...
Po południu wróciłyśmy do hotelu. Jak na jeden dzień miałyśmy dość wrażeń, więc postanowiłyśmy poleniuchować i się poopalać. Opowiedziałam jej o swojej przygodzie z blondynem, po czym tylko dodała że mam się już więcej nie gubić, bo ktoś jeszcze skradnie mi serce...
--------------------------------------------------------------------------------
I jest kolejny rozdział pisane przeze mnie ;) (jako Candi) Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu :3
~TiNAma~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz