Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 8 - spotkanie czy randka?

*Bella*
Całkowicie nie miałam w co się ubrać. Miałam tyle ubrań ale nic mi do niczego nie pasowało. Albo buty do sukienki, kurtka też w złych kolorach. Postanowiłam pożyczyć jakieś ubrania od Candi, wiedziałam, że na pewno mi pożyczy. No i miałam rację. Pożyczyła mi piękną sukienkę i buty. Byłam tak rozkojarzona, że musiała mi we wszystkim pomóc. Później przyszedł ten jej Ross bo okazało się, że jest trochę spóźniona. No i zostałam sama. Kiedy skończyłam się przygotowywać ktoś zapukał do drzwi. Już 17. Gdy otworzyłam w nich stanął piłkarz. Był bardzo gustownie ubrany. Miał ubrane czarną kurtę, spodnie, buty nike i oczywiście full capa.
- Cześć, pięknie wyglądasz. - powiedział.
- Cześć, dziękuje - odpowiedziałam.
- To co, idziemy? - zapytał.
- Jasne.
Wyszliśmy z hotelu.
- Wow! To twoje auto?
- Tak. A co?
- Wiesz, takie auta to ja tylko na filmach widziałam.
Weszliśmy do Ferrari i pojechaliśmy.
- A właściwie gdzie mnie zabierasz? - zapytałam.
- Muszę ci coś pokazać. - odpowiedział.
Po jakiś 20 minutach dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy wyżej od miasta.
- Ale tu pięknie! - powiedziałam.
- Lubiłem tu przyjeżdżać, kiedy mieszkałem w Brazylii.
Naprawdę było tam pięknie. Staliśmy oparci o maskę auta w swoich ramionach. Było tak romantycznie. W końcu popatrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nasze usta zbliżyły się do siebie i ...

Później pojechaliśmy na plaże. Spacerowaliśmy po brzegu, a fale uderzały w nasze nogi.
Po chwili zapytał:
- Umiesz pływać?
- Tak, czemu pytasz?
Wziął mnie na ręce i ...
PLUSK!
Wrzucił mnie do wody. Byłam cała mokra! Myślał, że ujdzie mu to na sucho (dosłownie). Kiedy podał mi rękę wciągnęłam go do wody. Leżeliśmy w wodzie kilka minut i śmialiśmy się.
- O nie, to sukienka mojej koleżanki mam nadzieję, że się nie obrazi. W końcu to tylko woda.
- Wyschnie i będzie jak nowa i przy okazji wyprana ;)
Zrobiło się późno. Poszliśmy do auta gdzie zostawił swoją kurtkę. Było mi zimno. Okrył mnie swoją kurtką, która była trochę za duża.
Pojechaliśmy do hotelu.
- Musimy to kiedyś powtórzyć - powiedział.
- tylko kolejnym razem nie wrzucaj mnie do wody.
- Postaram się. To dobranoc kochanie.
- Dobranoc  *.*
Jeszcze raz pocałowałam go na pożegnanie i weszłam do mojego pokoju. Nie chciałam już zawracać głowy Candi, więc postanowiłam,że jutro do niej pójdę. Położyłam się i od razu zasnęłam. 
---------------------------------------------
tutaj zdjęcie które powinno być po i... 
ale coś poszło nie tak. 
Bella

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 7 - spotkanie z Rossem i przykre zaskoczenie.

*Candi*
Cały czas nie myślę o niczym, jak tylko o spotkaniu z Rossem.
TO ROSS LYNCH!!! Jest moim idolem, a teraz może będzie z tego coś więcej. Candi stój! Nie wyobrażaj sobie rzeczy niemożliwych...
Po rozmowie z Bellą zaczęłam się przygotowywać. Wzięłam prysznic, ubrałam ten zestaw:

 

I nałożyłam lekki makijaż. Zaraz później usłyszałam krzyki Belly na cały hotel:
- Candi! Candi! - wbiła do mojego pokoju.
- Nie drzyj się tak dziołcha co się stało? - zapytałam.
- Wyglądasz prześlicznie. No właśnie. A ja nie. Pomożesz mi wybrać ubranie? Albo wiesz, nie. Może pożyczysz mi tą twoją pastelową sukienkę? O, i te buty z CCC.
- O i co jeszcze, może zrobić ci makijaż? - żartowałam, ale Bella wzięła to na poważnie.
Miałam jeszcze godzinę, a Bella 2. Mimo to postanowiłam jej pomóc.
- Bella posłuchaj mnie. Ta sukienka, to jedyny prezent od mamy. Jeśli coś jej się stanie, nie wybaczę sobie tego - wyjęłam sukienkę z szafy:




- Jest prześliczna. Dziękuje kochana - mocno mnie przytuliła.  - O nic się nie martw. Wszystko będzie dobrze.
Po jej słowach oddałam jej sukienkę, buty:


I nałożyłam makijaż:




W całym tym zamieszaniu straciłam poczucie czasu. A układając przyjaciółce włosy do pokoju wpadł Ross...
- Ross? - zapytałam z wielkim zdziwieniem. Co robisz tak wcześnie?
- Tak wcześnie? Jesteśmy o pół godziny do tyłu. Musiałam przyjść i dowiedzieć się, czy coś ci się nie stało...
Ja tylko chwyciłam się za głowę i spojrzałam zdenerwowana na Belle. Ona podeszła do mnie i Rossa, i powiedziała:
- Ross tak? Jestem Bella, przyjaciółka Candi. Nie miej nic do niej. To moja wina, nie umiałam się wyrobić, a Candi chciała tylko pomóc.
- To 100% prawdy. - potwierdziłam jej zeznania. - Masz mi za złe?
- Jeśli randka jest aktualna - chwycił mnie za rękę - to nic się nie stało.
- To ma być randka? - spytałyśmy z Bellą jednym chórem.
On tylko zrobił swoje boskie brewki i chwycił mnie w tali przyciągając do siebie.
- Yyyy... - zaczęłam - Bella, poradzisz sobie?
- Chyba, nie będę wam przeszkadzała. - odetchnęłam z ulgą
W końcu wyszliśmy z Rossem. Najpierw zabrał mnie na film do kina.
- To jaki film wybierasz? - zapytał
- Może jakiś horror? - odpowiedziałam
- Serio? Nie wolisz jakiś romansów czy coś? Nie boisz się?
- Wcale nie. Po za tym, jak będę się bała to mnie ochronisz, prawda?
- Tul się kiedy chcesz.
W końcu weszliśmy do kina. Na początku filmu objął mnie ramieniem, przez co wyglądaliśmy jak para. Gdzieś w środku filmu mocniej się do niego przytuliłam. Przyznaję, że się trochę bałam. Gdy pozwoliłam mu oddychać, szepnął mi do ucha i powiedział, że mogę tulić się cały film, nawet jak się nie boję, mu to nie przeszkadza. Tak więc zrobiłam.
Po wyjściu z kina zabrał mnie do restauracji. Tam się rozgadaliśmy się jak nigdy; opowiedziałam mu że jestem z Polski, że nie mieszkam z rodzicami (wszystko co jest w prologu xdd ~od.aut.), że przyjechałyśmy tutaj razem z Bellą. On też nie był cicho : opowiadał historie rodzinne, jak żyję na codzień itp.
Było fenomenalnie. Ross był tak dobry, że nawet odprowadził mnie do domu.
- To tu się rozstajemy - zaczęłam pożegnania
- No niestety. Ale na koniec...
W tym momencie tylko podszedł do mnie bliżej, chwycił za biodra i przyciągnął do siebie, po czym złożył na moich ustach pocałunek. Ja położyłam tylko ręce na jego torsie. Pocałunek trwał z 2 minuty. Po tym czasie pożegnałyśmy się. Weszłam do pokoju, a tam doznałam szoku.
Po całym pokoju były porozrzucane moje ubrania, łóżko całe potargane. Krzesło było przewrócone jak i stół, a na stole była tylko kartka z napisem po angielsku. Pisało coś takiego:
To za nieposłuszeństwo, Jeszcze raz się do niego zbliżysz, a nie wrócisz do Polski.
Doznałam szoku. Od razu domyśliłam się, że chodzi o Rossa. Ale kto to mógł by być? Ktoś nas śledził? Skąd ten ktoś wie, że mieszkam akurat w Polsce?
Byłam cała rozstrzęsiona. Nagle same zamknęły się drzwi, a na nich było napisane: " Następnym razem nie będę tak wyrozumiała"
Od razu pobiegłam do Belli. Nie było jej tam. Pewnie jeszcze jest na spotkaniu z tym piłkarzem. Wróciłam tylko do pokoju, zamykając się na klucz i sprzątając pokój zalałam się łzami.

___________________________________________________________
No i jest kolejny rozdział. Pod koniec trochę dramatyczny, tak wiem xdd Następny rozdział pisze Bella, więcej się wyjaśni :*

~~TinaMa~~







sobota, 28 marca 2015

Rozdział 6 - śniadanie w miłym towarzystwie

* Bella*
Obudziłyśmy się dopiero o 12, po takiej imprezie jaką był karnawał nie chciało się wstawać. Ubrałam się, pomalowałam i już mogłam wychodzić do restauracji, w której miałyśmy zjeść późne śniadanie. Candi miała dołączyć później. Załorzyłam moje białe słuchawki podgłośniłam muzykę prawie do końca i wyszłam zadowolona z pokoju. Kiedy nagle znowu...
Buuummmm!!! Nie, tylko nie to.
- To znowu ty? - zapytałam.
- Dzień dobry piękna. - odpowiedział.
- Chodzisz za mną czy co?
- Nie, będę mieszkać tutaj przez miesiąc. Przyjechałem z kolegami na karnawał.
- Ale przecież ty mieszasz w Brazylii, prawda? - znowu zadałam pytanie.
- Nie, mieszkam w Hiszpanii, kiedyś mieszkałem w Brazylii ale od kiedy jestem w FC Barcelonie muszę być tam cały czas.
Zapadła niezręczna cisza, którą wkońcu przerwał pytaniem:
- Gdzie idzesz?
- Do restauracji.
- Mogę iść z tobą, jestem sam bo wszyscy moi koledzy jeszcze śpią?
- Tak - odpowiedziałam odruchowo.
Nie był to zły pomysł, ponieważ ja też byłam jak narazie sama. Trzeba przyznać, że piłkarz był miły nie to co na karnawale.
Zeszliśmy na drugie piętro i usiedliśmy do stołu. Zamuwiliśmy coś do jedzenia i zaczęliśmy gadać praktycznie o wszystkim.
- Jesteś z Polski? - zapytał.
- Tak.
- Byłem kiedyś w Polsce, graliśmy tam mecz. Ja, tak jak już wcześniej wspominałem mieszkam w Barcelonie. Piękne miasto. Byłaś?
- Nie miałam okazji. - odpowiedziałam.
- Może kiedyś przyjedziesz do mnie? Miejsca tam nie brakuje.
- Chętnie.
Nie wiem kiedy ale bardzo polubiłam tego chłopaka. Gadaliśmy przez następne 2 godziny kiedy przypomniało mi się, że miałam się spodkać z Candi.
- Miałam się spodkać z koleżanką!
- Szkoda, bo tak miło się gadało. - odpowiedział z uśmiechniętą miną.
- Za wszystko zapłacę i pójdziemy.
- Nie musisz, naprawdę.
- Ale chcę.
Kiedy zapłacił wyszliśmy i poszliśmy do naszego pokoju gdzie czekała już zdenerwowana Candi. Neymar wszedł razem zemną.
- Candi słuchaj przepraszam, ale tak się zagadaliśmy z Neymarem - wytłumaczyłam kiedy on stał obok mnie i kiwał głową na potwierdzenie.
- Nic się nie stało - odpowiedziała, a mi ulżyło.
- Muszę już iść - oznamił piłkarz.
- Może poszłabyś gdzieś dzisiaj ze mną? - zapytał.
- Wiesz nie wiem czy mogę bo miałyśmy iść gdzieś z Candi. - powiedziałam kiedy Candi dodała:
- Nie Bella, idźcie gdześ jak chcecie bo ja już jestem umuwiona z Rossem.
Z Rossem? To napewno ten blondyn.
- No więc dobrze. - powiedziałam.
- Będę czekał o 17 - oznajmił i wyszedł.
Coraz bardziej zaczynał mi się podobać. Całkiem inaczej zachowywał się przy śniadaniu, był miły. Kiedy wpadł na mnie na karnawale był inny. W głębi cieszyłam się, że idę z nim. Byłam ciekawa gdzie mnie zabierze.
Gdy wyszedł opowiedziałam wszystko Candi. Później ona zaczęła mi tłumaczyć o co chodzi z tym Rossem.
Cały czas myślałam o nim, o Neymarze. Nie mogę już się doczekać wieczora.

-------------------------------------
A oto następny rozdział. Nie miałam weny ;( ale jakoś to będzie ;)

Bella

Rozdział 5 Karnawał w Rio cz. 2

*oczami Candi*
Karnawał był dość udany. Po pewnym czasie zorientowałam się, że Bella gdzieś zniknęła. Najpierw ja, teraz ona.. Co jeszcze nas spotka? Na szczęście w końcu dostrzegłam Belle z jakimś chłopakiem.  Wkładał jej coś do kieszeni. Zkądś kojarzę tego typa...
Pobiegłam szybko w jej stronę. Niestety jak to ja, wpadłam na kogoś i straciłam równowagę, lądując przy tym PRAWIE na podłodze...
No i historia  się powtórzyła. Znowu wylądowałam w ramionach tego samego blondyna.
-Witaj znowu księżniczko - odpowiedział po pewnej chwili.
- Znowu ty? Nie masz mnie przypadkiem już dość? - odpowiedziałam.
- Hej, nawet nie wiem jak się nazywasz - na te słowa tylko lekko się zaśmiałam, po czym stanęłam na nogi.
Obejrzałam się w stronę Belli - już jej tam nie było.
- Candi. - zwróciłam się do chłopaka.
- Jaka Candelaria?
- No tak mam na imię. W skrócie CANDI. Teraz przepraszam, ale muszę już iść.
Zwróciłam się drugą stronę, ale chłopak chwycił mnie tylko za ręce uniemożliwiając ucieczkę.
- Zostań proszę - odpowiedział wpatrując mi się w oczy.
To był cudny moment; patrzeliśmy się na siebie, czułam jego oddech, to jak na mnie patrzy...
- Nie odchodź. - po chwili dodał - Jestem Ross. Ross Lynch.
O matko! To Ross Lynch! Mam jego wszystkie płyty (jego i R5),jest moim idolem.
- Serio? Dopiero teraz się dowiaduję, że jeden z moich idoli stoi przede mną? - odpowiedziałam nadal nie dowierzając.
 - Aż tak trudno w to uwierzyć? - po jego słowach dostrzegłam Belle, rozglądającą się we wszystkie strony.
- Chodź za mną - zwróciłam się do chłopaka, który mnie posłuchał. - Bella!
Dziewczyna w końcu mnie dostzegła i mocno przytuliła. Przedstawiłam jej Rossa i opowiedziałam jak znowu na siebie wpadliśmy. Ona za to opowiedziała własną historię...
Wiedziałam że kojarze tamtego ludka.
Niestety, gdzieś około 22 blondyn musiał wracać do rodzinki, więc zostałyśmy same.
Tańcowałyśmy całą noc. Można byłoby powiedzieć, że rozkręciłyśmy się na maxa.
Do domu wróciłyśmy dopiero około godziny 1. Od razu poszłyśmy spać,  ale ja tylko dalej rozmyślałam co jeszcze może nas spotkać...
________________________________________________
I jest cz 2 :3 Następny rozdział będzie pisany przez Bellę, mamy nadzieję że was tutaj nie zanudzamy :*

~~TiNAma~~





piątek, 20 marca 2015

Rozdział 5 cz.1 - Karnawał w Rio

*Bella*
Po tych wczorajszych zakupach szybko zasnęłyśmy ale było warto przejść wszystkie sklepy, kupiłam sobie piękne ubrania.  

Do teraz zastanawiam się kto to był ten blondyn, który przyszedł z Candi. On i tak nie był w moim stylu. Ale najważniejsze jest to, że dzisiaj jest karnawał! Jestesmy już prawie gotowe jeszcze tylko perfumy i możemy wychodzić.
Spełniło się moje jedno z wielu marzeń, jestem na karnawale w Rio. Wszyscy tańczą, bawią się, są uśmiechnięci a my razem z nimi. Candi chyba też się podoba.
Wszystko było dobrze kiedy nagle...
BUMM...
- Patrz jak tańczysz! - krzyknęłam. Kiedy się odwróciłam zauważyłam chłopaka w żółtej koszulce z reprezentacji Brazylii. Cały czas wydawało mi się, że gdzieś go już widzałam. Całe szczęście, że w szkole mam portugalski i krzyknęłam to po portugalsku bo w tym jestem dobra.
- Przepraszam piękna - odpowiedział nieznany.
-Ohhhhh... - byłam wściekła.
- Może na przeprosiny dam ci autograf, chociaż wcale nie żaluje, że na ciebie wpadłem.
- A kim ty niby jesteś żeby mi dawać autograf?!
Kiedy on nagle się odwrócił zobaczyłam napis 10 i ...
-NEYMAR?! - wiedziałam, że gdzieś go już widziałam. Chociaż chyba trochę to za głośno powiedziałam bo on zaraz się odwrócił.
- Jednak mnie poznajesz? - zapytał.
- Bella! - Wtedy zawołała mnie Candi a mi ulżyło a zarazem byłam zła.
- A więc Bella - znowu odezwał się brazylijczyk.
- No więc Bello, jeśli zmienisz zdanie... - wtedy podszedł bliżej poczułam jego dłoń w mojej kieszeni.
- Dozobaczenia! - dorzócił z tym swoim uśmieszkiem i odszedł. Właśnie wtedy podeszła do mnie Candi.
- Szukałam cię! - krzyknęła.
- Ale ja się wcale nie zgubiłam - dodałam.
- Z kim rozmawiałaś? - zapytała.
Opowiedziałam jej całą historię.
Do końca dnia myślałam o nim. Jestem fanką FC Barcelony i Brazylii, więc wiedziałam, że widziałam już gdzieś ten jego uśmieszek. Przypomniało mi się, że przecież dawał mi coś do kieszeni. Wyciągnęłam jakąś kartkę na której pisało: Neymar Jr. Zadzwoń ;) i jego numer. Napewno napisał to kiedy ja czytałam tył jego koszulki. Niech nie myśli, że do niego zadzwonie. Przyznaje się, że kiedy widzałam go na boisku kiedy grał wydawał sie nawet, ale po dzisiejszym spodkaniu sama nie wiem co mam myśleć. Około godziny 1 w nocy poszłyśmy do hotelu, byłyśmy tak zmęczone, że zaraz zasnęłyśmy.

-------------------------------------

A to kolejny rozdział,  mam nadzieję, że się podoba ;)

Bella

czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 4 - Zgubienie się i miłe spotkanie.

*Cande*
Jak na razie wszystko idzie dobrze. Cały wczorajszy dzień przegadałyśmy. Dzisiaj czas na zwiedzanie.
Wstałyśmy około godziny 8, po czym ubrałyśmy się i wyszłyśmy przed hotel, gdzie już czekała na nas ciocia Belly.
- Dzień Dobry Ślicznotki! Jak się macie? - przywitała nas gorąco.
- Dobrze ciociu - Bella wpadła jej w ramiona.
Następne w planach było zwiedzanie. Ale na moje nieszczęście Bella z wycieczki uczyniła zakupy...
Chodziłyśmy po wszystkich sklepach. Tu butik, tam odzieżowy, tu sportowy...
Dłuższą chwilę spędziłyśmy w jakimś większym, tańszym sklepie.
- Candi, co się dzieje? - nagle zapytała z nienacka.
- Nic. A coś ma się dziać? - odpowiedziałam.
- No niby nic, ale przeszłyśmy już z ćwierć sklepów na tej ulicy - w jednym momencie zrobiło mi się słabo... - a ty jeszcze sobie niczego nie wybrałaś.
- Po prostu jestem trochę zmęczona. No jak wiesz, całą noc przegadałyśmy, późno poszłyśmy spać...
- I ja mam ci uwierzyć?
- Jasne że nie. - westchnęłam cicho. - Idę na dwór po wodę czy coś. Jak skończysz po prostu mnie zawołaj i PÓJDZIEMY COŚ ZJEŚĆ.
Po tych słowach wyszłam się przewietrzyć. Kupiłam wodę i usiadłam na ławce.
Niedługo potem moją uwagę przykuł sklep z następnej ulicy. Postanowiłam, że jak zajrzę nic się nie stanie. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Stanęłam przed sklepem, i zauważyłam tę oto sukienkę:



Wydawała mi się taka piękna, taka skromna. Bez namysłu weszłam do środka. Wielką trudnością był dla mnie język. Bella miała korki z tego języka, ale mi wystarczał tylko angielski...
-Excuse me! How much is this dress? - jednak opłacał się ten angielski...
-This dress from the front?It costs 5 euros. - cenę podała w euro, no trudno...
- Thanks you.
Postanowiłam zaczekać na Belle. Wyszłąm drzwiami, i co zobaczyłam? Pustą alejkę. Nie wiedziałam co się dzieje. Przed chwilą były tu przecież sklepy. Przeniosłam się w czasie?
Szłam tą alejką szukając jakiegokolwiek wyjaśnienia. Po pewnej chwili zaczął padać deszcz, co mi nieco utrudniło przemyślenia. W końcu się zorientowałam ; Musiałam wyjść tylnymi drzwiami. Gdy próbował wrócić do sklepu, NAJZWYCZAJNIEJ W ŚWIECIE SIĘ ZGUBIŁAM. Zaczełam  panikować. Po chwili jednak zadzwonił do mnie Bela ;
(Rozmowa telefoniczna)
- Candi gdzie jesteś? Zaczeło padać może wrócimy do hotelu?
- Ty se ze mnie jaja robisz? Nie wiem gdzie jestem! 
- Jak to nie wiesz? Zostawiłam cię na 5 minut...
- Tak zostawiłaś. A ja się zgubiłam. 
-Czekaj zaraz coś wymyślimy... hm, widzisz ten wielki wieżowiec?
- Z kilometra go widać.
- Tam się spotkamy przed głównym wyjściem. 
- Bella czekaj, ja nie wiem jak się ztąd wydostać...  
 W tym momencie padła mi bateria w telefonie.
- Nie,nie,nie, nie nie... - mruczałam pod nosem. 
Dobrze że chociaż wiemy gdzie się spotkać. Zaczęłam biec w stronę budynku. Skręciłam w lewo - ściana. W prawo - pusty zakątek. Szłam prosto - zeszłam z trasy i wróciłam do miejsca startu.
- Poddaje się - westchnełam dalej biegnąc.
Szłam dalej aż w końcu straciłam równowagę - poślizgłam się na błocie i prawie upadłam, lecz zatrzymałam się w powietrzu...
Otwierając oczy ujrzałam go - Wysokiego blondyna o piwnych oczach.
Leżałam DOSŁOWNIE w jego ramionach, on tylko trzymał mnie bym nie upadła.
- Chodzisz tak zupełnie sama? Nie lepiej może iść z kimś dorosłym? - zapytał nieśmiało.
- Dzięki za pomoc - zaśmiałam się lekko po czym postawił mnie na nogi - Nie jestem wcale taka młoda. Po zatym muszę już iść... - po moich słowach tylko złapał mnie za rękę i dodał: 
- Nie dam ci tak samej iść. Jeszcze ktoś inny mógł by cię uratować, czego bym nie zniósł.
- Daruj sobie.
- Niby czemu? Taka śliczna blondynka zasługuję na kogoś właściwego...
- Zapomnij lepiej.
- O tobie to nie możliwe. 
Zamilkłam....
- Jeśli serio chcesz mi pomóc, wiesz jak mogę dostać się do tego wieżowca? 
- Mogę pójść z tobą.
- No to w drogę.
Odziwo w końcu przestał padać deszcz. Całą drogę szliśmy i rozmawialiśmy. Opowiedziałam mu swoją historie, a on cały czas nawijał o tym jakiego mam farta że go spotkałam.
Dotarliśmy na miejsce. Szybko spostrzegłam Belle rozglądającą się na wszystkie strony.
- Bella!!! - Szybko pobiegłam w jej stronę!
- Czekaj! Nie wiem jak masz na imię! - słyszałam za sobą jego głos.
Gdy przyjaciółka mnie spostrzegła, szybko rzuciłyśmy się w ramiona.
- Candi! Jeszcze raz zrobisz mi taki numer to nie ręczę za siebie - próbowała zachować powagę. 
- Tak jasne kochana - tylko lekko odpowiedziałam.
Spojrzałam w stronę chłopaka. Już go tam nie było. Mówi się trudno. Nawet nie wiem jak ma na imię...
Po południu wróciłyśmy do hotelu. Jak na jeden dzień miałyśmy dość wrażeń, więc postanowiłyśmy poleniuchować i się poopalać. Opowiedziałam jej o swojej przygodzie z blondynem, po czym tylko dodała że mam się już więcej nie gubić, bo ktoś jeszcze skradnie mi serce...
  
--------------------------------------------------------------------------------
I jest kolejny rozdział pisane przeze mnie ;) (jako Candi) Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu :3

~TiNAma~ 







poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 3. Kierunek- Brazylia

*Bella*
Właśnie lecimy samolotem. Ohhh już nie mogę się doczekać kiedy wylądujemy. Ja słucham muzyki, a Candi czyta książkę, chyba znowu jakieś romanse. Nareszcie wylądowaliśmy. Szturchnęłam lekko Candi, która była tak zaczytana w swoją lekturę.
- Już jesteśmy! - krzyknełam.
- Już? - zapytała ze zdziwieniem.
- Tak.
Wyciągnęłyśmy podręczny bagaż i wyszłyśmy z samolotu. Na lotnisku czekała już na nas moja ciocia.
- Bella! -podeszła i przytuliła mnie.
- Cześć ciociu. To jest moja koleżanka Candi.
- Dzień dobry - powiedziała Candi.
- Dzień dobry - odpowiedziała moja ciocia.
- Mam nadzieję, że będziemy mogły się lepiej poznać - uśmiechnęła się do Candi, która odwzajemniła uśmiech.
Następnie pojechałyśmy do hotelu. W naszym pokoju były dwa wielkie łóżka, które szczególnie przykuły  moją uwagę. Oh... Ale piękne widoki. Już nie mogę się doczekać aż zwiedzimy  te gorące miasto.
Wieczorem, ciocia zaprosiła nas do restałracji. Jeszcze długo siedziałyśmy i gadałyśmy. Później poszłyśmy do hotelu i zmęczone całym dniem i podróżą zasnęłyśmy.
---------***************---------
Oto 3 rozdział. Trochę krótki. Narazie nic się nie dzieje ale za niedługo się napewno rozkręci ;)
•Bella•

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 2 - ostatnie przygotowania... no i zakupy!


*Candie*

Nadal nie mogę w to uwierzyć. Jak dotąd, nie wyobrażałam sobie, że lecę do Brazylii.Nie mogę się doczekać. Może lepiej już zacznę się pakować...
Zaglądając do szafy ledwo ustałam w miejscu. Ubrania, jeszcze zeszłoroczne, do tego stare bikini...
Rozwiązanie jest Proste ! Czas na zakupy!
Po tej myśli zaraz zajrzałam do mojej skarbonki, czy chociaż trochę mnie stać. Niestety, to co tam ujrzałam mnie przeraziło. Serio? 23 zł i 40gr? Przecież było tego więcej. Aaa no tak... przecież resztę wydałam na album mojego ulubionego zespołu... I tak warto było.
Po chwili przypomniało  mi się, że rodzice przed wyjazdem (jakieś 2 lata temu) zostawili mi kartę kredytową, tak " na drobne wydatki". W ogóle jej nie używałam, wolałam sobie sama zarobić na własne życie. Jak widać opłaciło się.
Zaraz zadzwoniłam do Belli.
(Rozmowa telefoniczna)
B: No cześć Cendi.
C: Cześć. Słuchaj, bo nie mam za bardzo jak lecieć do tej Brazylii, więc może poszłybyśmy dziś na zakupy?
B: Dzisiaj? Mamy jeszcze tydzień. A wiesz, że po treningach ledwo się poruszam...
C: A czy ja przypadkiem nie rozmawiam z Bellą, z tą, która zawsze ma czas na zakupy?
B: Haha bardzo śmieszne.
C: Tak wiem.
B: No to okey. Namówiłaś mnie.
C: To tak o której?
B: Wiesz co, zaraz zaczynam trening. Tak za godzinę?
C: Wyrobisz się w ogóle?
B: Postaram się.
C: To widzimy się za godzinę.
B: O ile przyjdę.
C: I tak wiem że przyjdzież.
B: Jesteś nieznośna.
C: Też cię kocham Bella.

Tak jak się umówiłyśmy, tak po godzinie byłyśmy już w centrum handlowym. Bella chodziła po wszystkich sklepach. I to ją miały boleć nogi.
Kupiłyśmy ze stertę ubrań. Te kolorowe, tamte pastelowe a jeszcze inne eleganckie.
Około godziny 20 wróciłyśmy do domu . Po  wejściu zjadłam kolację, wzięłam prysznic i poszłam spać. I pomyśleć, że za równy tydzień o tej porze już będę w samolocie...
________________________________________________________________
No i jest drugi rozdział :3 Jak wcześniej pisałyśmy, rozdziały są pisane różne. Jeden przez naszą Belle, a jeden przeze mnie. Następny pojawi się już niebawem!

~ TiNAma ~