Łączna liczba wyświetleń

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 36 - kłótnia

*Candi*

Gdy pożegnaliśmy się już z Bellą z jakieś 5 godzin próbowaliśmy zmyć ten różowy kolor z włosów Rossa. Dobrze wiedziałam, że Bella coś mu zrobi, ale włosy mogła zostawić. I tak dobrze, że w końcu się zmyły...
Po dłuższej pielęgnacji włosów weszliśmy do mojego pokoju.
- Wreszcie - powiedział Ross wchodząc do pokoju.
- No w końcu. Mogę cię o coś zapytać? - spytałam
- Jasne.
- To prawda, że twoje włosy robią się zielone od wody morskiej?
- Tak, rozjaśnianie ma swoje wady. A co?
- Nic... Jak tyś mógł grać w Teen Beach?
- Nie wiem... jakoś wtedy mi się nie farbowały.
Obydwoje zaśmialiśmy się pod nosem, gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Candelarko, mogę wejść? - usłyszałam głos mojej cioci.
- Jasne. Wchodź ciociu - odpowiedziałam
Weszła do pokoju. Zobaczywszy Rossa tylko z ręcznikiem okrytym dookoła bioder, zaniemówiła. Ale na szczęście nic na ten temat nie mówiła. Kochana ciocia. Umie trzymać język za zębami. Nie to co mama...
- Możemy porozmawiać? - spytała, siadając na krześle obok biurka.
- Oczywiście. Zostawisz nas same? - zwróciłam się do Rossa.
- Nie, nie. On niech zostanie. W sumie przyda mi się jego wsparcie - powiedziała ciocia, lekko mnie niepokojąc
- Okey... Więc o czym chcesz rozmawiać? - zapytałam
- O twojej mamie - odpowiedziała
- Już możesz opuścić pokój - walnęłam prosto z mostu
- Ona cię kocha. Naprawdę trudno jej to pokazać, ale naprawdę jej na tobie zależy.
- Nie ciociu. Przez 12 lat się nie odzywała ani słowem, a teraz nagle sobie wraca i mówi mi jak mam żyć. Coś się tutaj naprawdę nie zgadza.
- Wiem, że czujesz do niej małą nienawiść... ale naprawdę, spróbuj z nią porozmawiać.
- Nie chcę, naprawdę. Znowu będzie mi wytykała błędy i to, że żyje
- Oni cię kochają. Zarówno twoja matka jak i ojciec.
- Ojca już z nami nie ma ciociu. Kochanek mamy nie potrafi zastąpić nam prawdziwego ojca...
- A skąd ty o tym wszystkim wiesz?
- Zawsze to wiedziałam. Czekałam tylko, kiedy mi o tym powiecie.
- Oj Candi...
- Wiem ciociu - przerwałam jej - namawiasz mnie, żebym odnowiła relacje z matką, bym się z nią dogadała... ale ja nie potrafię. Nie potrafię stanąć przed nią i wyznać jej miłość, trudno mi jest nawet mówić do niej mamo. Naprawdę, zrozum mnie ciociu.
Kobieta najpierw głośno westchnęła. Spojrzała na mnie, a potem na Rossa, który siedział na moim łóżku. Po chwili dodała:
- Powiedz jej, co cię gnębi.
- Ona tego nie zrozumie.
Po moich słowach wreszcie opuściła pokój.
Ross nic nie mówił. Wiedział, że to dla mnie delikatny temat. Resztę dnia oglądaliśmy film. Nie wiem nawet, kiedy usneliśmy.



Jeszcze wieczorem słyszałam krzyki mojej mamy i cioci. Bardzo się pokłóciły, głównie o mnie. Można powiedzieć, że się znienawidziły... Matka wzięła nawet swoje bagaże i wyszła chyba do hotelu. Naprawdę było ostro. Ciocia mówiła, że jeśli naprawdę kocham Rossa to nie ma na to wpływu, że mam z nim jechać w tą trasę itp... mama zaś była przeciwna wszystkiemu.
Obudziłam się dość wcześnie. Spojrzałam na Rossa, który spał jeszcze bardzo głęboko. Wspaniale było go tak oglądać, zwłaszcza, że jego włosy nie były już różowe... Wracając.
Wzięłam do reki odtwarzać mp3, który Ross podarował mi, gdy znowu byliśmy już razem, po całej tej aferze "z Mią". Wgrał tam wszystkie moje piosenki - oczywiście wszystkie swoje i R5, ale oprócz tego wszystkie te, których słucham. Właśnie kiedy miałam załączyć piosenkę "Pass Me by" usłyszałam znajomy głos kobiecy:
- Przepraszam!!!
Moja matka. Po co ona tu wróciła? Nie dość już zrujnowała mi życie?
- Nie masz prawa tam wchodzić! - usłyszałam krzyki mojej cioci
Ciocia. Moja matka. Ross w łóżku. To mieszkanie. O mój Boże. To nie może skończyć się dobrze.
Drzwi z sypialni otworzyły się z hukiem, a w nich stanęła moja rodzicielka.
- Jak możesz tu siedzieć! Po tym wszystkim!? - zaczęła krzyczeć, a mnie przeszły ciarki.
- Mamo... - zaczęłam, a ona odwróciła się do cioci stojącej już w drzwiach.
- Kim ty jesteś, żeby ją tak tu trzymać bezlitośnie?! Gdyby mogła już dawno była by w Włoszech, gdzie jej miejsce! - powiedziała moja mama, zwracając się do ciotki.
- Jestem jej ciotką i opiekunką, dla twojej wieści.
Ross obudził się z pomrukiem i otworzył oczy.
- O Fuck... co jest do jasnej cholery? - to były jego pierwsze słowa po tym, jak zobaczył diabła w czerwonej sukience.
- Chodźmy, Candelario.
- Nigdzie się nie wybieram. Na pewno nie z tobą. Dlaczego tu wogóle jesteś? - odpowiedziałam wrednie, wstając z łóżka.
-Bo jak już co mówiłam, chcę ci to wszystko wynagrodzić. Przyjeżdżam z Włoch specjalnie dla ciebie, odnajduję cię a ty mówisz mi, że znalazłaś miłość swoich marzeń i masz zamiar wyjechać z  nim w świat. Znacie się dopiero jakiś miesiąc... a ja nie będę stałą bezczynnie patrząc, jak ten dupek rujnuję ci życie.
- Nie waż się tak o nim mówić! - krzyknęłam
- Ten "dupek" to jej chłopak, paniusiu - powiedziała ciocia.
- Ach tak? Doprawdy? Cóż, ten chłopak ma zamiar zabawić się z naszą Candelarką, poopowiadać jej czułe słówka a potem rzucić jakby nigdy nic! Z takimi gwiazdeczkami zawsze tak jest!!! - kontynuowała moja matka. Po chwili dodała - Candelario, bierz swoje rzeczy. Idziemy.
- Nie zrozumiałaś, kiedy powiedziałam, że nigdzie się z tobą nie wybieram? - zaczęłam krzyczeć - Miałaś szansę odnowić ze mną relację, by było jak kiedyś, a ty co? Zawsze jesteś zapatrzona tylko w siebie!
- Zapatrzona w siebie? Myślisz, że jak znalazłaś sobie chłopaka, nauczyłaś się nakładać makijaż, nagle wiesz o życiu więcej niż ja? - choć krzyczała głośniej ode mnie, brzmiała tak, jakby się ze mnie śmiała - Cóż, mylisz się. Tylko dlatego, że oddałaś się temu... popblondasowi nie znaczy, że jesteś kobietą! Jesteś tylko małą dziewczynką. Naiwną, łatwowierną dziewczynką. A teraz bierz swoje rzeczy, albo zrobię to za ciebie!
- Nawet nie dotkniesz jej rzeczy - wypluł z siebie Ross - Nigdzie z tobą nie pójdzie. Zostanie tu, ze mną, gdzie jest jej miejsce.
Moja matka podbiegła do niego, a uśmiech zniknął jej z twarzy.
- "Gdzie jej miejsce"??? Nie jesteś dla niej właściwy... i nie zostanie z tobą.
- Posłuchaj mnie uważnie - wtrąciła się ciocia - Oni są już dorośli. Mają prawo decydować o swoim życiu. Jeśli chcą być razem, proszę bardzo. Jeśli chcą tu zostać...
- Nie mogą tu zostać! Po za tym, Candelaria nie jest jeszcze pełnoletnia! Zostały jej jeszcze dwa miesiące!!!
Dwa miesiące? Jakie dwa miesiące, ja się pytam? Ona... nie wie, kiedy mam urodziny? Pewnie dlatego prezenty zawsze przychodziły opóźnione...
- Dwa miesiące? Jakie dwa miesiące?! Został jej już tylko tydzień! - wydarła się moja ciotka
- Co ja słyszę? Coś ci się pomyliło.  Wrzesień, jest dopiero za dwa miesiące.
Ross spojrzał na mnie współczującym wzrokiem. Spojrzałam na niego, a moje oczy napłyneły łzami, gdy tylko sobie pomyślałam, że moja własna matka nie wie, kiedy mam urodziny.
- Ona ma urodziny za tydzień - poprawił ją Ross
- Co? Nie... ona ma dopiero za... - zaczęła moja mama
- Za tydzień - dokończyła ciotka
Matka spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem, ale i wzrokiem pełnym pogardy. Jakby się nigdy nic nie stało.
- Candi, chyba powinnaś iść z mamą - powiedziała nagle moja ciocia
- Co? - powiedział za mnie Ross dokładnie tak, jak gdyby czytał mi w moich myślach
- To. Twoja mam naprawdę... musicie dużo nadrobić, a ten chłopak w tym wszystkim nie pomaga - wytłumaczyła. Więc ona już też przeciwko mnie?
- Chyba słyszałaś już dość. Idziemy - powtórzyła moja matka
Złapała mnie za ramię i próbowała wyciągnąć z pokoju. Gdy zaczęła mnie ciągnąć, uwolniłam swoją rękę z jej uścisku, i zaskakując wszystkich w pokoju, stanęłam za Rossem. Jego usta otworzyły się szeroko jakby nie wiedział, co teraz zrobię. Ciocia i mama miały równie podobne miny.
- Candelario, nie bądź głupia! Chodź tu! - rozkazała mi moja matka.
Ja za to w odpowiedzi zacisnęłam palce na przedramieniu Rossa i pozostałam ukryta za nim. Chciałam tylko tego, żeby moja matka sobie poszła.
- Candi - moja matka zrobiła krok w przód, a Ross sięgnął za mnie, żeby mnie objąć. By mnie przed nią ochronić.
- Trzymaj się od niej z daleka - ostrzegł mamę
- To jej córka. Nie masz prawa stawać między nimi - wytłumaczyła mu ciocia. Ja nadal stałam w bezruchu.
- Nie mam prawa? To ona nie ma prawa wchodzić tu do pokoju i mówić jej, co ma zrobić ze swoim życiem! - wydusza z siebie chłopak
- Po prostu jest głupia i nie wie, co dla niej dobre...
- Przestańcie mówić o mnie, jakby mnie tu nie było! Jestem tutaj i jestem już dorosła, mamo.  - oznajmiłam
- Posłuchajcie mnie dobrze wszyscy! - zaczęła krzyczeć moja matka - Candelrio, ty idziesz ze mną, czy tego chcesz czy nie. A wy wszyscy pozostali, nie macie prawa się mieszać!!!
- Nie idę z tobą - powiedziałam w końcu
Ross i ciocia patrzeli na mnie współczującym wzrokiem, a matka znowu wyciągneła ku mnie rękę.
- Nie jesteś tu mile widziana! Nigdy więcej się tu nie pokazuj! - w końcu udało mi się odezwać - Za kogo ty się masz? Wchodzisz tutaj i myślisz, że masz prawo mówić mi, jak mam żyć?! Nie wiesz nawet kiedy mam urodziny! - przepchnęłam się obok Rossa i stanęłam z nią twarzą w twarz - Nie chce mieć z tobą nic wspólnego! Nikt ani nic nie chcę! Właśnie dlatego jesteś nadal sama po tych wszystkich latach. Nikt cię nie chcę! Jesteś okropna i zarozumiała! Nigdy nie będziesz szczęśliwa!
- Jestem sama bo tak postanowiła. Nie jestem taka jak ty. Nie potrzebuje nikogo do szczęścia. Ja nawet nie chcę być taka jak ty. Gdybym wcześniej wiedziała, co się z tobą stanie, nie pozwoliłabym ci zamieszkać w Polsce!
- Jak ja?! Nie muszę być z nikim! Po za tym, ty nic o mnie nie wiesz. Nie pamiętasz nawet mojej cholernej daty urodzin! I co? Myślisz, że jeśli się pojawiłaś po 12 latach, to teraz wszystko będzie dobrze? Otusz mylisz się! Nie masz racji! Mam tego ku... dość!
- To jasne, że nie potrafisz żyć w samotności. Czy to przez swojego ojca?
W tym momencie nie wytrzymałam. Z początku mówiłam wolno, ale potem straciłam nad sobą kontrolę:
- Nienawidzę cię. Naprawdę cię nienawidzę. To przez ciebie odszedł. Bo nie mógł z tobą wytrzymać! I nie winię go. Tak naprawdę żałuje, że nie wziął...
W tym momencie poczułam rękę Rossa zaciskającą się na moich ustach, a jego silne ramiona przyciągnęły mnie do jego klatki piersiowej.
Już nic więcej nie powiedziałam. Nie miałam siły. Czułam, jak moje łzy spływają po ręce Rossa.
- Powinnaś już iść - zwrócił się Ross do mojej matki, a ja próbowałam się wyrwać z jego uścisku.
W końcu opuściła pokój, razem z moją ciocią. Zaczęłam płakać mocno wtulona w Rossa, który trzymał swoją dłoń na moich włosach, przyciągając mnie do siebie.
Nagle usłyszałam otwierające się drzwi.
- Już ci coś mówiłam... wynoś się z mojego życia... Nienawidzę cię! - wyrwałam się z uścisku i wzięłam poduszkę, po czym rzuciłam nią w kierunki drzwi.
W drzwiach nie stała moja matka, ani ciocia. Jeszcze gorzej. W drzwiach stał Leon, a za nim Katy, Mary, Kuba, Matylda... no i Mateusz.
Stanęli jak wryci. To ja powinnam tak stać.
- Przepraszam... - tylko tyle zdołałam wydusić z siebie - wchodźcie. Już się uspokajam.
Weszli wszyscy do pokoju, po czym usiedli na moim łóżku. Ross siedział przy biurku, a ja wycierałam swoje łzy w chusteczkę.
- Więc... dużo słyszeliście? - spytałam, stając obok Rossa.
- Tak... wszystko - pocieszyła mnie Matylda - Dziewczyno, jak pojechałaś.
Katy szturchnęła ją w ramię, po czym dziewczyna się zamknęła.
- Co tu robicie? - dodałam po chwili
- Mamy trochę pytań, ale skoro jesteś zajęta nie będziemy ci przeszkadzać - odpowiedział Mateusz
- Nie, spokojnie. Trochę się zdenerwowałam... już mi przeszło. No prawie.
- Okey... może gdzieś gdzieś dzisiaj wyskoczymy? - spytał po chwili Leon
- Nie. Dzięki.  Jestem już dziś zajęta. Serio dopiero wstałam, a wy znowu tu jesteście - powiedziałam, próbując rozluźnić atmosferę
- Nie no serio. Myśleliśmy ja, ty, Mateusz i Bella... - zaczął Leon - No i Ross w sumie też może iść.
- Ej! A ja? - oburzyła się Matylda - Znaczy no ja, Kuba, Katy, Mary...
- Bez was. Dajcie nam odpocząć jeden dzień - wydusił z siebie Mateusz.
Wszyscy zaczeliśmy się śmiać, no oprócz Matyldy.
Gdy Ross zobaczył że spuściłam głowę i pierwsza przestałam się śmiać, wziął mnie za rękę i posadził na swoich kolanach, obejmując mnie przy okazji i całując w czoło.
Wszystkich zamurowało. Nikt nie wiedział, co powiedzieć.
- Jak chcesz, możemy iść z twoimi przyjaciółmi - powiedział pierwszy Ross
- Mówiłeś, że chcesz jeszcze pozwiedzać - broniłam się. Naprawdę nie miałam zamiaru z nimi nigdzie wychodzić.
- No tak... ale pochodzić możemy wszyscy razem - zasugerował
- No to jesteśmy umówieni. Wskoczymy jeszcze poinformować Bellę... - zaczął Mateusz, a mi się nagle rozjaśniło w głowie.
- A no właśnie... Belli tak jakby już z nami nie ma. - wydusiłam z siebie
- Co? Bella nie żyje? - krzyknęli wszyscy jednym chórem.
- Hach, Chciałbym... - szępnął do mnie Ross
- Nie...Żyję. Znaczy chyba...
Wytłumaczyłam im wszystko. No to, że jest w Barcelonie, że jest w ciąży itp. Wszyscy słuchali ze zdumieniem, Matylda najwidoczniej była zazdrosna, a Mateusz trochę przybity tym wszystkim.
- A szkoda. Bella w sumie mogła zostać jako jedyna - powiedziała w końcu Katy
- Dziękuje - wydusiłam z siebie
- Dobra, my już pójdziemy. Co powiecie na piżamaparty u mnie? - spytała Matylda
- Nie mogę. Nie zostawię tak Rossa - wytłumaczyłam
- Ale ja nie mówiłam do ciebie.
- Spoko... jasne. Rozumiem.
W końcu pozostali opuścili pokój. Zostaliśmy tylko ja, Ross, Leon i Mateusz.
- No więc... dobrze się Belli wiedzie? - spytał po dłuższej chwili Mateusz.
- Nie mam niebieskiego pojęcia. Wczoraj wyjechała...
- A ty już za ni tęsknisz - dokończył za mnie Leon
- Tak. Katy, Mary tego nie zastąpią... Matylda to już wogóle - powiedziałam.
- Potrzebujesz kogoś przytulić - dodał nagle Ross. Zupełnie tak jakby czytał mi w myślach.
W sumie zawsze w takich sytuacjach leciałam do Belli... to ona mnie zawsze wspierała, pocieszała... przytulała, a na koniec obie się ze wszystkiego śmiałyśmy.
- Czytasz mi w myślach - powiedziałam i przytuliłam się do chłopaka.
- Co powiecie na... mały melanż? - spytał po chwili Leon
- Ja odpadam... mam dzisiaj trening - odpowiedział Mateusz
- Acha. Jakby te treningi ci pomagały - zgasił go Leon
- Nie. Dzięki, ale ja wolę zostać dziś w domu - oznajmiłam
- Jak wolisz - powiedzieli chórem i opuścili mój pokój.

_______________________________
Cześć wszystkim znowu ;3 z racji że są wakacje, od jutra aż do 17 sierpnia mnie nie będzie, więc rozdziału oczami Candi nie będzie ;( Za to Bella doda z pare rozdziałów, więc nie macie się o co martwić ;)

~~TiNAma~~











1 komentarz: