Łączna liczba wyświetleń

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 35 - ,,Witamy w rodzinie Bella,,

*Bella*

Obudziłam się w moim pokoju. Tęskniłam za nim. Nie mogę uwierzyć, że śpię w nim prawdopodobnie ostatni raz. Odwróciłam się w drugą stronę gdzie zobaczyłam śpiącego Neymara. Był taki słodki. Kiedy jednak przybliżyłam się do niego poczułam zapach alkocholu. No tak. Przypomniałam sobie wczorajszą imprezę. Trzeba przyznać, że nie źle się poupijali. Nawet Candi, która nigdy nie była w takim stanie. Zawsze to ja z naszej dwójki byłam pijana a nie Candi.
Wstałam z łóżka i zaczęłam pakować pozostałe rzeczy do walizek i pudeł.
- Kochanie, gdzie ja jestem? - usłyszałam głos brazylijczyka.
- W moim pokoju.
- Ale jak ja się tu dostałem?
- Przyleciałeś razem ze mną samolotem.
- Chodzi mi po imprezie.
- Aaaaa chłopcy pomogli mi tu ciebie przynieść.
- Aha. A co ty robisz?
- Pakuje rzeczy. Przecież dzisiaj jedziemy do Barcelony.
- A no tak.
Wzięłam ubrania na dziś i poszłam do łazienki. Ubrałam to...

Następnie zeszliśmy na dół na śniadanie.
W kuchni czekali już moi rodzice.
- Dzień dobry wszystkim. - powiedziałam.
- O dzień dobry kochanie. - odpowiedzieli.- Jak się wam spało?
- Nawet dobrze gdyby nie jeden osobnik co mi całe łóżko zajmował. - powiedziałam i popatrzyłam na Neymara.
- Któreś z was mogło spać na kanapie.
- Nie, muszę się do tego przyzwyczajać. - powiedziałam z uśmiechem.
- Masz trzy sekundy żeby uciec. - powiedział Neymar z chytrym uśmiechem. Powoli wstałam i oddalałam się od stołu.
- Trzy! - zawołał i zaczął mnie gonić.
- A gdzie jeden i dwa?
- Zacytuję ,,musi się przyzwyczajać,,.
- Hahaha bardzo śmieszne.
Lataliśmy po całym domu. Kiedy byliśmy już w pokoju on przeskoczył przez kanapę i wziął mnie na ręcę.
- Puść mnie, rozumiesz? Czekaj, nie zbliżaj się do basenu. Nie!
Plusk!
Okazało się, że nie tylko ja wpadłam do wody. Kiedy mnie puścił ja pociągnęłam go za koszulkę.
- Jak dzieci. - powiedziała mama kiedy zobaczyła nas w basenie w ubraniach.
- To on mnie wrzócił. - pokazałam palcem na Neymara.
- To ona zaczęła. - pokazał palcem na mnie.
- Dobrze dzieci chodzcie na śniadanie.
Wyszliśmy z basenu i poszliśmy się przebrać. Ponownie zeszliśmy na śniadanie.
- siadajcie już do stołu.
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
- O której lecicie?
- Nie wiemy jeszcze.
- Jak to nie wiecie?
- Lecimy prywatnym samolotem Neya. Przecież nie zabrałabym tych wszystkich rzeczy. Jeszcze pójdziemy do Candi. Chciałabym się z nią porzegnać.
Po śniadaniu poszliśmy do Candi. Wpuściła nas jej ciocia.
- Hej - powiedziałam.
- Cześć. - odpowiedziała Candi.
- Przyszliśmy się pożegnać. A gdzie Ross?
- Poszedł umyć włosy.
- Laluś. - chrząknął Neymar.
- Beeelllaaaaa!!! - usłyszeliśmy krzyk z łazienki.
- Chyba właśnie skończył. - powiedziałam ze śmiechem.
- Co zorbiłaś? Co? - zapytał Neymar.
- Zaraz zobaczysz.
W tej chwili wszedł Ross w różowych włosach.
- Tyyy... - powiedział i pokazał na mnie palcem.
- No widzisz teraz już masz zafarbowane włosy. - powiedziałam ze śmiechem.
Neymar również zaczął się śmiać.Nawet Candi.Ross podszedł do lustra i zaraz odskoczył w tył.

- To ode mnie żebyś mnie zapamiętał. - powiedziałam.
- Na pewno zapamiętam cię na długo.
- No to do zobaczenia. - powiedziałam i przytuliłam Candi.
- Będę tęsknić.
- Ja też.
Pożegnałyśmy się z Candi.
- No Ross nigdy cię nie lubiłam ale i tak będę tęsknić za tymi różowymi włosami. - powiedziałam.
- No Bella ja tak samo cię nie lubiłem ale też będę tęsknić za twoją głupotą. - powiedział Ross.
- No to do zobaczeczenia Neymar. Dbaj o Bellę i pilnuj ją żeby za bardzo się nie zabawiała tam w Barcelonie beze mnie. - powiedziała Candi.
- Tak będę pilnować. Do zobaczenia Candi. - odpowiedział Neymar. - To co my będziemy się zbierać.
- Czekaj, czekaj jeszcze dwie osoby muszą się pożegnać.
- Musimy?
- Musicie. - odpowiedziałyśmy jednocześnie z Candi.
- No dobra. To pa stary. - powiedział Ross.
- To pa młody. - odpowiedział Neymar. - To co idziemy?
- Tak.
Jeszcze raz się pożegnaliśmy i wyszliśmy z domu Candi.
- To teraz jeszcze do domu po rzeczy i lecimy.
Poszliśmy do mojego pokoju wzięliśmy wszystkie rzeczy i zanieśliśmy do samolotu. Teraz tylko zostało pożegnać się z rodzicami.
- No to do zobaczenia. - powiedziałam.
- Do zobaczenia kochanie. Będziecie nas odwiedzać, prawda?
- Oczywiście, że tak. Ale już w trójkę. I tak przyjedziecie do nas do Barcelony.
- Przyjedziemy kiedy tylko będziemy mogli.
- Dobrze. Pa. - powiedziałam i wszyscy się przytuliliśmy.
- Zajmuj się Bellą i dzieckiem.
- Oczywiście.
Jeszcze raz się pożegnaliśmy i wylecieliśmy.
- Leżałam oparta o piłkarza.
- Ej Bella, jak podmieniłaś Rossowi szampon?
- Kiedy wczoraj do nich przyszliśmy. Wiedziałam, że będzie mył włosy wieczorem albo rano.
-   Moja niegrzeczna dziewczynka. - powiedział ze śmiechem.
- Dlatego uważaj chyba, że też chcesz tak skończyć. - oznajmiłam grożąc palcem.
- Boję się ciebie.
- No bo masz czego.
Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu.
Dom był wielki. Weszliśmy do środka.
- Bella, cześć. - przywitali się koledzy Neymara, którzy byli na imprezie w Brazylii.
- Hej. - przywitałam się z każdym po kolei.
- Chodź. - powiedział Ney i zaprowadził mnie do salonu gdzie byli jego rodzice.
- Neymar już jesteś. - powiedziała jego mama i podeszła do nas. Zaczęli się witać z brazylijczykiem. Trochę to trwało.
- A kto to jest? - zapytał jego ojciec.
- A to jest Bella, moja... Nażeczona.
- Aaa... Czekaj co?
- Dobrze słyszeliście. Usiądźcie musimy z wami pogadać. - powiedział Neymar. - Więc tak jak jak już mówiłem jesteśmy z Bellą zaręczeni i będzie mieszkać z nami. Macie coś przeciwko?
- Nie, w końcu twoi koledzy też praktycznie z nami mieszkają.
- Aaa i jest jeszcze jedna sprawa... Bella jest w ciąży.
- Czyli kolejny wnuk?
- Tak.
Jego rodzice złapali się za głowę.
Trochę się na słuchaliśmy jak to znamy dopiero miesiąc i wogóle.
- No to co nic już nam nie zostało oprócz jednego. Witamy w rodzinie Bella. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz