*Bella*
Więc tak, dzisiaj wyjeżdżamy z Brazylii. Żałuję, że nie możemy zostac dłużej ale z drugiej strony chciałabym być już w domu.
Poszłam wziąć szybki przysznic ubrałam to...
I spakowałam ostatnie rzeczy do walizki, które zaniosłam już na dół. Następnie poszłam do kuchni gdzie była już Rafaella.
- Oo cześć! Już wstałaś? - zapytała.
- Tak.
- I jak się spało?
- Źle. Prawie całą noc nie spałam bo myślałam o tym wszystkim.
- Spokojnie, wszystko jeszcze się ułoży.
- Zobaczymy. Za godzinę przyjadą Candi, Ross i Fede. A tak wogóle, gdzie Davi?
- Jeszcze śpi. Właśnie, pójdziesz po niego? Zaraz będzie śniadanie.
- Już idę.
Kiedy weszłam do pokoju Davi już nie spał. Przecierał zaspane oczy.
- Cześć Davi. Chodź, pójdziemy na śniadanko. Ciocia już czeka. - powiedziałam i wzięłam małego na ręce poczym zeszliśmy do kuchni.
Usiedliśmy przy stole i zjedliśmy naleśniki. Później jeszcze długo gadałyśmy, aż do momentu kiedy zadzwonił mój telefon.
- Halo.
- Bella czekamy już na ciebie pod domem. - powiedziała Candi.
- Już? No dobra zaraz schodzę. - Rzeczywiście była już dość późna godzina.
Wzięłam swoje wszystkie rzeczy i zaczęłam się żegnać z Rafaellą.
- Dziękuję za wszystko. - powiedziałam.
- Nie ma za co.
Już miałam wychodzić kiedy podbiegł do mnie Davi.
- Ciocia zostań. - powiedział i przytulił mnie.
- Nie mogę. Muszę już jechać.
- Bella, ale jakby jednak wiesz nie zamieszkała w Barcelonie to odwiedź mnie czasami z dzieckiem, co? - powiedziała Rafaella.
- Oczywiście, że cię odwiedzę.
Jeszcze raz się pożegnałyśmy i wyszłam.
Weszłam do auta i pojechaliśmy na lotnisko.
- No ile można na ciebie czekać dziewczyno? - zapytała Candi. Nic nie odpowiedziałam. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach, kiedy przejeżdżaliśmy po Rio. Nigdy nie zapomnę tych wakacji.
- Bella, wszystko dobrze? - zapytała.
- Tak.
Aż do lotniska panowała cisza w aucie.
Na lotnisku wypakowaliśmy walizki.
Kiedy już wszystko było zrobione po odprawie zostało nam czekać na wylot.
Usiedliśmy na ławkach.
- Eeee Bella? -zaczął Fede. - czy ten co biegnie w naszą stronę to nie jest przypadkiem Neymar?
- O nie! Znowu on?!
- Bella kocham cię. Daj mi się wytłumaczyć, dwie minuty, proszę. - powiedział.
- Nie! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Zapomnij! Nie mamy o czym.
Odszedł w drugą stronę.
- No nareszcie!
Czekaliśmy długo kiedy nagle usłyszeliśmy:
- Uwaga, uwaga. Lot do Polski został przesunięty przez pewne opóźnienia o dwie godziny. Przeraszamy.
- Nie! - krzyknęliśmy niemal w tym samym czasie.
- No to jeszcze sobie poczekamy.
Siedziałam obok Candi, która słuchała muzyki. Kiedy nagle w radiowięźle usłyszałam znajomy głos... Neymar?!
- Candi szybko zdejmij słuchawki!
- Czego chcesz?
- Ten głos to nie przypadkiem Ney?
- Rzeczywiście. Poczekaj...
- Bella, nie mogłem porozmawiać z tobą inaczej, więc muszę w taki sposób. Wiem, że popełniłem błąd ale to wszystko przez Lindę, sama wiesz jaka ona jest. Bella, kocham cię. Każdemu należy się jeszcze jedna szansa. Proszę. - powiedział a naszą czwórkę zamurowało. A na lotnisku słychać było ,, awwww,,. Potem słyszeliśmy tylko głosy ochroniarzy, którzy ładnie mówiąc ,,wyprosili,, Neymara z tego miejsca.
- On chyba naprawdę cię kocha. - powiedział Fede.
- W sumie każdemu należy dać szansę. - powiedziałam.
Po chwili podbiegł Neymar.
- Bella, to dasz mi jeszcze szansę? - zapytał.
- Po tym wszystkim co zrobiłeś? - udawałam złą. - Oczywiście, że tak! - powiedziałam a Ney nagle uklęknął i wyjął małe pudełeczko z kieszeni, w którym był piękny srebrny pierścionek.
- A więc Bello, kocham cię i chciałbym spędzić resztę życia z tobą, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
- Tak, tak! - krzyknęłam. Łzy spływały mi po policzkach. Kiedy wstał rzuciłam mu się prosto na szyję. Candi i Ross również stali przytuleni. Candi płakała tak samo jak ja.
Do okoła było pełno ludzi, którzy bili nam brawo.
- To teraz jestem zmuszona zamieszkać z tobą w Barcelonie. - powiedziałam ze śmiechem.
Po dwóch godzinach wylecieliśmy z Brazylii.
Wtedy zaczęłam się zastanawiać jak mam to powiedzieć rodzinie. To jest Neymar mój nażyczony, z którym jestem w ciąży i wyprowadzam się do Barcelony? Nie brzmiało to jednak za dobrze. Myślałam tak przez cały lot, na tym co mam powiedzieć.
W końcu wylądowaliśmy.
Pod domem wzięłam głęboki oddech. I poszliśmy.
Weszliśmy do domu i....
- Bella kochanie jesteś. - podeszli rodzice, kiedy nagle zobaczyli Neymara.
- Eee kto to jest?
- To jest Neymar Jr.
- Ten piłkarz?
- Tak.
- No dobrze wejdzcie.
Weszliśmy do pokoju i usiedliśmy przy stole.
- No więc tak... - zaczęłam mówić - Neymar jest moim nażyczonym i ... spodziewamy się dziecka. - Po tym co powiesziałam nasłuchałam się bardzo dużo. Później jeszcze dodałam, że wyprowadzam się do Barcelony to już było gwoździem do trumny.
Po jakieś godzinie już się uspokoili.
- A więc kiedy wyjeżdżacie?
- po jutrze.
- Gdzie Ney będzie spać?
- W moim pokoju.
- Jak to przecież masz jedno łóżko?
- W hotelu też spaliśmy w jednym łóżku.
- No tak, przecież jesteś w ciąży. Wszyscy zaczęliśmy Się śmiać.
Resztę dnia spędziliśmy na rozmawianiu głównie o planowaniu ślubu i reszty.
Wieczorem poszliśmy do mojego pokoju i nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy.
---------------------------------------------
Oto kolejny rozdział.Mam nadzieję, że się podoba ;)
Bella
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz