Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 32 - dobra wiadomość

*Candi)*

Ostatni dzień w Brazylii. Kto by pomyślał, że miesiąc minie tak szybo. Jedno wiem na pewno; teraz dużo się zmieni. .teraz to już koniec...
Prosto z rana zadzwoniła do mnie Bella.
(Rozmowa telefoniczna)
C: Cześć Bella. Coś się stało?
B: Tak. Stało się coś wielkiego.
C: Nie strasz mnie tak dziewczyno. Nie masz w co się ubrać?
B: Candi, nie jest mi do śmiechu. Naprawdę, potrzebuje wsparcia, a nie...
C: Dobrze, dobrze. Właśnie wstałam. Mam do ciebie wpaść?
B: Nie, nie chce robić Rafaelli problemu. Przyjadę do ciebie.
C: Jasne. Mogę zadzwonić do Rossa, podwiezie cie.
B: Ani się waż. 
C: Bella!
B: No już dobrze. Będę mogła zostawić u ciebie bagaże?
C: Jasne. Widzimy się później.

Od razu zadzwoniłam po Rossa, by podjechał po Belle.
Cała ta sytuacja mnie zestresowała.
Bella miała dość poważny ton, wiedziałam, że to coś poważnego. Między czasie postanowiłam jednak się wyszykować. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam tez zestaw:

Po czym czekałam zdenerwowana w pokoju. Po jakimś czasie do pokoju wparowała Bella i Ross.
- Candi potrzebuje cię! - powiedziała dziewczyna, po czym rzuciła się na mnie z mocnym uściskiem,
Zaczęła płakać.
- Już spokojnie. - próbowałam ją uspokoić.
- Ross? Przyniósłbyś tu bagaże Belli? - zwróciłam się do chłopaka, który posłusznie opuścił pokój.
Usiadłyśmy oboje na moim łóżku.
- A teraz odpowiadaj. Co się stało? - usiadłam po turecku
- Neymar się stał.
- Co zrobił?!
- Jadłyśmy sobie spokojnie z Rafaellą śniadanie, gdy do pokoju wparował niezapowiedziany gość. Gdy mnie zobaczył, wyglądał na przerażonego. Nie wiedziałam co robić. Po chwili zaczął ze mną rozmawiać...
- O czym?
- O tym jak tęskni, że beze mnie nie rusza się do Barcelony,  że tęskni... zaczął przepraszać.  A ja głupia mu uwierzyłam.
- Wróciliście do siebie?
- Prawie.  Już byliśmy o krok, kiedy w przed pokoju pojawiła się Linda.
- Oooo...  - zaczełam głośno buczeć
- No właśnie. Ta dziewczyna mnie wpienia. Albo się odwali, albo zrujnuje nam życie.
Nagle do pokoju wparował Federico.
- Candi szybko, to poważna... hej? - powiedział stając jak słup na widok Belli i Rossa
- Poczekaj, Bella ma poważniejszą sprawę - odpowiedziałam
- Ale Linda jest w hotelu. - warknał
- A Neymar na piętrze - dodał Ross, wchodząc do pokoju z walizkami
- Zarombiście... - powiedziałyśmy równocześnie
Oczywiście wszyscy byli sparaliżowani, więc musiałam wziąść sprawę we własne ręce.
- No więc tak. Ross chowaj się do szafy, nie chcę, by do ciebie też się kleiła. Fede stań za drzwiami, jest szansa, że cię nie zauważą. Bella won pod łóżko.
Wszyscy wykonali polecenia. W pewnym momencie zaczęłam słyszeć kroki, dobrze wiedziałam czyje. Szybko wzięłam z komody słuchawki i telefon, po czym zaczęłam słuchać jednej z piosenek R5.
I wtedy wszystko się zaczeło. Piłkarz i Linda stanęli równocześnie w drzwiach.
Udawałam, że nie zauważyłam.
- Candi, gdzie jest Bella - wszedł do pokoju Neymar
- Co? Kim ty jesteś do jasnej cholery że bez pukania wchodzisz do mojego pokoju?!
- Już nie bądź taka niewinna - wtrąciła się Linda.
- Wcale nie jestem... czego tu chcecie? - powiedziałam odkładając słuchawki
- Ciebie - odpowiedzieli chórem.
- Co? Gorzej wam?
- Musisz porozmawiać z Bellą - wyjaśnił mi piłkarz
- No i odwalić się od mojego słoneczka - kończyła Linda
- To ja może powtórzę; co? Linda, słońce świeci nad nami, nie jest ani twoje, ani moje. Naymar, nie mam zamiaru rozmawiać o tym wszystkim z Bellą. Gdyby chciała mi opowiedzieć, pewnie by przyleciała i mi o tym powiedziała!!!
Kątem oka widziałam, jak drzwi zaczynają się zamykać. Na szczęście Fede szybko zareagował i chwycił je w ostatniej chwili. Nikt nic nie zauważył, no oprócz mnie.
- Musisz ją przekonać. Chcesz, by cierpiała dłużej przez ciebie? - odezwał się Brazylijczyk.
- Coś ty powiedział?! - zaczęłam zbliżać się w kierunku Neymara, który robił kroki w tył - Po pierwsze skąd możesz wiedzieć czy ona cierpi, czy nie?! Po drugie, ona nie cierpi przeze mnie, tylko przez ciebie, a po trzecie, gdyby naprawdę było jej aż tak źle...
- Dobra rozumiem - przerwał mi chłopak
- No najwidoczniej nie.
- Chce tylko prosić cię o pomoc.
- Nie.
- W takim razie pomóż pomóc sobie! - wtrąciła się Linda
- Co? - spytaliśmy jednym chórem
- No to. Serio nie zauważyłaś, jak Bella klei się do Rossa? Gdyby ciebie nie było, na pewno byliby razem. Po za tym, oboje by do siebie pasowali...
Zamurowało mnie. Takie bzdury gadać komuś prost w oczy?!
- Wy chyba serio nie rozumicie powagi sytuacji. Neymar, cza było nie spać z Lindą, nie było by kłopotu. Linda, odwal się od Rossa. Bella wcale się do niego nie klei, tylko ty i jakieś parę tysięcy innych fanek... - zawachałam się - po za tym, gdyby coś między nimi było powiedzieli by mi. A teraz obydwoje won z pokoju! - wskazałam palcem na drzwi.
Naymar już przekroczył próg, więc było lżej. Linda jednak się zatrzymała i odwróciła w moim kierunku.
- Słuchaj dziewczyno, ty nie wiesz, do czego jestem zdolna. Wiem o tobie wszystko. Jeszcze się przekonasz...
- Jak dużo leków nasennych możesz mi podać? Tak, to już wiem. Wylądowałam już przez to w szpitalu.
- Ach tak, serio? Twoja twarz jakoś ci się nie przypiekła w pożarze.
Po tych słowach wreszcie opuściła mój pokój.
Padłam padnięta na łóżko.
- Ross wyłaś z tej szafy. Bella, Neymar poszedł. Fede, zamykaj te drzwi. - powiedziałam
- Że ja się kleje niby do tego blond słońca? Powaliło ją?! - mówiła Bella, czołgając się z pod łóżka
- Nie mam pojęcia, co widziałem w tej dziewczynie - tłumaczył się Federico.
- No a jak. Załamuje mnie nerwowo - potwierdziłam
- Macie jakieś plany na dzisiaj? - zmieniła temat Bella
- Miałam gdzieś wyskoczyć z Rossem, ale możemy iść na ostatnie zakupy
- Nie. Ledwo spakowałam walizki. Po za tym, spędzę dzisiaj czas z ciocią. W końcu mało się z nią widziałam.
- Jasne. Ja lecę kupić bilety. Właśnie sister, nie wracam z tobą do Polski. Lecę na trochę do Włoch, później dolecę. - wyznał Federico.
- Spoko. To my widzimy się później - pocałowałam Fede w policzek, po czym opuścił pokój. - Jak się trzymasz? - zwróciłam się do Belli.
- Dobrze, znaczy może być. Ale żeby nie było - nic nie czuję do Rossa.
Zaśmiałam się pod nosem.
- Wiem wiem. Swoją drogą, wyszedł z tej szafy czy nie?
- Dla mnie może tam zostać. Przyjdę wieczorem. Dzięki Candelario - przytuliła mnie, po czym poszła w swoim kierunku.
- Dobra, wyłaś już Ross - powiedziałam, wpatrując się w ścianę.
Drzwi z szafy się otworzyły.
- A no właśnie... pomogłabyś? - usłyszałam cichy głos blondyna.
- Jasne. Jak tyś się tam dostał? - spytałam, ciągnąc chłopaka za ręce
- Wiesz, miałem kłopoty z wejściem, ale bałem się tobie odmawiać... - powiedział wychodząc na zewnątrz - Plany na dzisiaj?
- Tak, wyjście z tobą królewiczu. Tylko się przebierz, nie wyjdę w ostatni dzień z takim flejtuchem.
- Jasne. Idziesz ze mną? Do domu nie mam za blisko.
Wyszliśmy z hotelu.
Weszliśmy do jego pokoju, gdzie zaczął się rozbierać.
- Więc... gdzie mnie zabierasz? - spytałam, gdy chłopak był już bez koszulki.
- A może na randkę w centrum? Później możemy iść do kina, na spacer, poserfować... sama wybierzesz. W końcu, jest dopiero 14.
- W takim razie co powiesz na romantyczną obiado-kolację i pójście na spacer? - zaproponowałam, zbliżając się do chłopaka.
- Może być. - powiedział i pocałował mnie w czoło, trzymając za głowę.


Gdy w końcu się przebrał wychodziliśy przez kuchnie, gdzie gotowała jego mama.
- Dzień dobry! - przywitałam się
- Dzień dobry skarbie - przytuliła mnie pani Stormi - gdzie idziecie gołąbeczki?
- Do centrum handlowego, na randkę - odpowiedział Ross
- Razem? - spytała
- Nie. Osobno - odpowiedział wrednie
- Oj dobra, no dobra. Candi, jeśli go tam zostawisz, nie będę narzekać.
- Będę o tym pamiętać.

Szliśmy w dość miłej atmosferze, trzymając się za ręce.
- Gdzie byłeś ostatnie dni? - spytałam przypominając sobie, że ostatnio miał dla mnie mniej czasu.
- Spędzałem czas... z rodzinką - powiedział z zawachaniem
- Taa jasne. Nie musisz mnie okłamywać.
- Dobra. Pracowałem.
- Ychym. Już łatwiej uwierzyłabym w historie o rodzeństwie, niż w to.
- Naprawdę pracowałem. Nagrywałem akurat nową piosenkę.
- Ach tak? Jaką? - dopytywałam się
- A tą, którą śpiewałem ci na balonie.
- Wtedy kiedy prawie spadliśmy!?
- Tak wtedy - odpowiedział chwytając mnie w tali.
- A.... co wogóle z rodzinką? Macie jakieś tematy czy coś...
- Ostatnio dużo rozmawiamy. Znaczy więcej niż zwykle.
- O czym?
- O tobie oczywiście.
- Coś ze mną nie tak? - spytałam zatrzymując się
- Nie. I właśnie w tym kłopot
- Mam mieć jakieś wady?
- Nie. Po prostu jesteś dla mnie za dobra. Nie wystarczam ci.
- Dlaczego jesteś taki pewien? Spaliśmy przedwczoraj razem w jednym łóżku.
- Tak i sama wiesz dlaczego. Gdybym się wtedy nie opił,nie poszłabyś na to. Tylko dlatego się zgodziłaś.
- Nieważne, dlaczego tak się stało... - kontynuowałam - Czyli całe dni rozmawialiście o mnie?
- Nie
- Jesteś taki irytujący...
- Jasne.
- Widzisz? Powinniśmy iść do przodu, a nie cofać się. - powiedziałam i przyśpieszyłam kroku
- Iść do przodu?!
- Tak. To znaczy... może.
- Może?
- Jesteś psychiczny, Ross.
- Ładna Fryzura.
- Musisz się leczyć.
- Nie mogę się nie zgodzić.


Zdecydowaliśmy, że pójdziemy do kina.
Pod koniec seansu zaś, postanowiliśmy pójść do restauracji, na pizze.
Kilka minut później chwyciłam kawałek pizzy, a następnie wzięłam pierwszt kęs.
- Jak elegancko z twojej strony - Ross zaśmiał się ze mnie
-Bardzo śmieszne. Hahaha.
- Hej. Przecież to miłe... Prawda?
- Co? Pizza?
- To, że spędzamy ze sobą czas. Dawno tego nie robiliśmy.
- Nie minęły nawet dwa tygodnie. - przypomniałam mu
- To długo... jak na nas.
Po dłuższej chwili, znowu zaczął temat.
- Jak długo myślałaś o tym, że powinniśmy iść naprzód?
- Kilka dni... I tak mamy jeszcze trochę rzeczy do obgadanie. Możemy je omówić tu.
- Wiem, ale jest taka sprawa... - nagle jego brązowe oczy się rozszerzyły, gdy spojrzał za mnie.
Gdy się odwróciłam, zobaczyłam Linde z Filipem. Gorzej już być chyba nie mogło.
- Chcę stąd iść - poinformowałam go.
- Nie. My zostajemy. Nie będziemy zmieniać miejsca ze względu na...
- Kochasz mnie? - przerwałam mu
- Co? Jak możesz wogóle o to pytać? Jasne że tak.
- Więc idziesz ze mną - powiedziałam i pociągnęłam za rękę blondyna, który ledwo wstał z miejsca.
- Idziemy na spacer? - powiedziałam, przekraczając próg restauracji.
- Jasne. Na plaże?
- Na deskę?
- Jak ty mnie dobrze znasz - mówił obejmując mnie ramieniem i splatając nasze ręce.
- Ale musimy porozmawiać - ciągnęłam temat, idąc w kierunku plaży
- O czym dokładnie? - pytał Ross
- O wszystkim.
- Zacznij więc, milejdi.
- Może usiądziemy? - spytałam wskazując ławkę
- okey.
Gdy już usiedliśmy, przyszedł czas na najgorsze.
- Więc... - zaczełam
- Więc... - dokończył Ross.
- Co teraz? Jutro wyjeżdzamy, walizki spakowane...
- Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Tylko na chwilę przylecę do Polski...
- CO? Jak to? Nie możesz mnie zostawić - łzy zaczęły spływać mi do oczu
- Nie o to chodzi. R5... no nasz zespół, ma zaplanowaną trasę koncertową. Po całym świecie.
Zamurowało mnie
- Czyli... na ile wyjeżdzasz?
- Nie oto teraz chodzi
- Będziemy utrzymywać kontakt, prawda? Smsy, emaile, telefon... nie zapomnisz o mnie, prawda? - przerwałam mu
- Candi posłuchaj...
- Tylko nie Candi. Nie możesz mnie tak zostawić. Za bardzo się do ciebie przywiązałam. Cały pokój mam w plakatach, znam wszystkie twoje piosenki...
Przemowę przerwał mi namiętnym pocałunkiem. Trzymał dłoń na moim policzku.
- Nie zostawię cię, jak już to ty mnie. - powiedział po chwili
- Co?
- Candelario Martyno Matias. Czy uczynisz mi ten zaszczyt, i pojedziesz ze mną w trasę koncertową?
Zaniemówiłam.
- CO? - spytałam, mimo że wiedziałam, co do mnie powiedział
- Kocham cię, i nie chcę się z tobą rozstawać ani na chwilę. Właśnie o tym rozmawiałem z rodzinką. Ostatecznie się zgodzili. Nie wytrzymie bez ciebie, albo jedziemy razem, albo wcale.
- Ross, to szalone - tylko tyle mogłam z siebie wydusić
- Tak jak moja miłość do ciebie. To jak... zgadzasz się?
Chwila zawachania...
- Tak, zgadzam się.
Nagle chłopak powstał z ławki i zaczął wykrzykiwać na całe gardło, że się zgodziłam. WSzyscy nie wiedzieli o co chodzi. Ludzie zaczęli nam klaskać i wiatować, mówiąc też, że życzą nam szczęścia na nowej drodze życia i gratulując nam.
Wszystko zapieczętowaliśmy pocałunkiem na środku...

______________________________________________________-
I jest kolejny, ale zarazem chyba najbardziej opóźniony rozdział xdd Pisałam go ja, gdyż Bella nie miała weny itp. ale w nagrodę jest bardzo długi, co mam nadzieję poprawia jakość czytania ;3 Pewnie zauważyliście nowy wygląd bloga, a w następnym rozdziale szykuje się niespodzianka...

~TiNAma~











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz