Łączna liczba wyświetleń

środa, 4 listopada 2015

37. - Ciąg dalszy, Candi.

* 2 miesiące później*

*Candi*





I znowu kolejny koncert. Kolejne miasta, państwa. Nowi ludzie, nowe tradycje, zwyczaje...
Pamiętam, jakby to było wczoraj. Siedzę sobie na łóżku, słuchając piosenki R5, a tu nagle do pokoju wpada Ross Lynch i krzyczy "Jedziemy w trasę koncertową, baby!!!".  Zostały jeszcze 2 miesiące.
Jak dla mnie, mogłabym tak spędzić resztę życia. Bo czego mi jeszcze brakuje???
Pomyślmy...
Podróżuję po całym świecie z przyjaciółmi i chłopakiem, nikt mi niczego nie zabrania, znajduję się praktycznie na każdym koncercie mojego ulubionego zespołu, poznaje nowych ludzi, czasami nawet sławnych, wpuszczają mnie na wszystkie imprezy...  czego chcieć więcej, co?
A teraz minusy... chyba tylko to, że jestem z dala od rodziny, ale to jest jeszcze znośne.
Jedyne co mnie denerwuje w tej trasie to to, kiedy jakieś fanki podchodzą do Rossa i przytulają na oczach wszystkich. Okey, nie rozgłaszamy całemu światu, że jesteśmy nadal razem, ale czasami to wkurzające.

Jak to wszystko wygląda? On jest gwiazdą, ja pomagam czasami pisać piosenki.
Był czas, kiedy musiał wyjechać na parę tygodni.  Ale też nie byłam sama - jego rodzinka zawsze dotrzymywała mi towarzystwa, a zwłaszcza Rydel i Rocky.
Dzisiaj jestem z nimi w trasie. Trudno było mi się tu dostać, ale udało nam się to wywalczyć.
I dobrze. Trasa to najlepsze co mnie mogło spotkać. Niby cały czas jestem za kulisami, rzadko kiedy na widowni, ale to mi w zupełności wystarcza.
- Dziękujemy Waszyngtonie!!! - słyszę głośny krzyk Rossa na scenie, za co fani odpowiadają oklaskami i krzykami.
- Jesteście wielcy! - dodaje Riker
Odkładają sprzęt muzyczny na scenę i kierują się ku wyjściu z sceny, na schody, kiedy zauważam biegnącą w ich kierunku dziewczynę. Wybiega z drugiej strony sceny i leci prosto na Rossa.
Kiedy chłopak mnie zauważa, uśmiecha się do mnie szerokim uśmiechem, a ja wykrzykuje jego imię, próbując ostrzec go przed wściekłą fanką. Niestety za późno - fanka wskakuje mu na plecy z taką siłą, że chłopak traci równowagę i spada ze schodów, lądując plecami na podłodze.
Zaczyna jęczeć z bólu, zakrywa twarz dłońmi, a dziewczyna siedzi na nim okrakiem.
Mnie i resztę R5 zamurowało - nie wiemy co zrobić. W końcu Riker z Rydel wbiegają znowu na scenę. NA sali rozbrzmiewają znowu głośne krzyki, ale oni biegną w kierunku ochroniarza, poinformować go chyba o całym zajściu. W tym samym czasie Rocky z Elem biegną w przeciwnym kierunku, poszukując apteczki podejrzewam.
Ja nadal stoję, ale po chwili zaczynam się głośno śmiać. Próbując to ukryć zasłaniam usta ręką.
- O rany Boskie! Ross Lynch? - pyta fanka podskakując na jego ciele
- Ychym.... - odpowiada blondyn
- O jejuśku.... a buzi dasz? - mówi, na co chłopak automatycznie próbuje wstać, ale dziewczyna jeszcze bardziej naskakuje na niego. Tym razem w okolice krocza.
- Dobra dobra, dość - nakazuje dziewczynie, ale ona za to szuka czegoś w kieszeni. - zostaw go. I tak już cierpi - odpowiadam, na co mierzy mnie gniewnym spojrzeniem.
Spoglądam na Rossa - jego oczy mówią wszystko. Dosłownie krzyczą: "Ratunku!!!".
W końcu fanka z niego schodzi i próbuje naskoczyć na mnie, za to, że jej przerwałam, ale w ostatniej chwili pojawiają się ochroniarze i odciągają ją, gdzieś jak najdalej od Rossa.
Chłopak nadal leży kulawy na ziemi, nie mówiąc żadnego słowa.
- Dzię.... kuję? - mówi po chwili, usiłując wstać
- Czekaj. Pomogę ci - mówię i podchodzę do niego, pomagając mu usiąść na ławce.  - Mocno boli? - pytam, gdy już spokojnie siedzimy na ławce
- Tak. Bardzo. Trafiła w czułe miejsce - odpowiada, łapiąc się za brzuch
- Powinna wiedzieć, że chłopaków tam boli - mówię po czym obydwoje zaczynamy się śmiać.
Chwilę później pajawiają sią Rydel z Rikerem i Rocky z Ellem z apteczkom.
Podczas gdy kierownik koncertu przeprasza Rossa i prosi by nie podawał go do sądu, ja wychodzę na zewnątrz, gdzie czekają pozostałe fanki. Zarombiście.
Zaczynają krzyczeć, kiedy mnie widzą, ale szybko milkną. Pewnie spodziewały się R5, a nie dziewczyny o której istnieniu nie wie prawie nikt.
Przeciskam się przez tłum i wchodzę do naszego busa, którym podróżujemy i śpimy, gdy nie mamy zarezerwowanych hoteli. Nie śpimy na fotelach, tylko w łóżkach piętrowych rzecz jasna.
Wchodząc do busa zauważam Rylanda, która odbiera pieniądze od jakiś dziewczyn.
Pewnie kolejne VIPY. Super.
- Cześć Candi. - mówi, gdy w końcu mnie zauważa.
- Cześć. Znowu czas na zdjęcia, całusy itp.? - pytam
- Jasne że tak. Bynajmniej ja coś z tego mam - odpowiada. Gdy zdaję sobie sprawę z tego co powiedział, dodaje - jak chcesz możesz ze mną prowadzić ten interes. Też coś zyskasz.
- Nie dziękuję. Wystarczy mi gdy mamy spokój.
Z 30 minut później jest już godzina 23, a ja jestem już po prysznicu, przebrana i gotowa do spania.
Gdy wychodzę z kabiny w busie nadal znajdują się te dziewczyny, przeglądające moje rzeczy.
- Ja nie mogę!!! To bielizna Rydel! - krzyczy jedna, trzymając w ręce mój biustonosz - jak na sławną, nosi zwykłą bieliznę.
- Bo to nie jest bielizna Rydel - słyszę głos Rossa z tyłu. Odwracam się, i widzę tam całą ekipę R5, którzy najwidoczniej też są już wyczerpani.
Fanki zaczynają nam mdleć, piszczeć, skakać, krzyczeć i tym podobne, kiedy ja spinam się na swoje łóżko górne i załączam telefon, by móc zadzwonić do Belli.
Różnica czasu nam pozwala - u nas jest północ, u nich południe. Gdy kończę z nią gadać, ostatnie dziewczyny robią sobie selfi z Rossem całując go w policzek. Patrzę na zegar - 2:37. Tak, to idealna godzina na całowanie Rossa.
- Dzięki że wpadłyście - żegna się z nimi Rocky
- Nigdy więcej - szepcze do mnie Ross, zaglądając na górne łóżko.
W końcu fanki opuszczają naszą przestrzeń. Gdy drzwi się zamykają, Ross zaczyna narzekać:
- Rydel, przynieś mi zimny okład, pliiis - mówi, na co ja wybucham śmiechem
- Mocno oberwałeś? - dopytuje się Ell
- Tak. Zwłaszcza w męskie narządy - wyśmiewa się Riker
- Ha,ha, ha - odpowiada wrednie Ross
- Nie wiem jakim cudem wytrzymaliśmy nie śmiejąc się z tego - kontynuje Rocky
- Możemy się z tego wszyscy pośmiać teraz - dodaje Rydel po czym wszyscy wybuchają śmiechem, oprócz mnie i Rossa.
Wszyscy śmieją się i dodawają jakieś komentarze jeszcze przez 5 minut, podczas gdy ja siedzę na tablecie, a Ross próbuję zachować powagę. Zawsze taki jest - najwięcej się śmieje z nas wszystkich, ale zawsze próbuję zachować powagę.
Nie no żartuję. On nigdy nie zachowuję powagi, a rzuca jeszcze gorszymi ripostami.
Gdy atmosfera zostaje opanowana, rodzeństwo Lynchów zaczyna się szykować do spania.
Ross dalej się we mnie wpatruję.
- Co się tak patrzysz? - pytam po chwili, gdy zaczynam się nieco stresować
- Patrze na moją księżniczkę. Nigdy mnie nie wyśmiejesz, prawda? - pyta z wielkim bananem
- Nie no... czasami warto się pośmiać.
- Tak wiem. - mówi po czym od razu chwyta się za biodro. Musiało go coś zaboleć. - Wszystko dobrze???
- Jak widać nie. Wszystko mnie boli. Tamta dziewczyna nie była za lekka - mówi, sięgając po piżame
- Pomóc ci... no wiesz - proponuję, a on robi swoje brewki - ubrać piżamę???
- Jasne. Jakbyś mogła. INNYCH TO NAJWYRAŹNIEJ ZA BARDZO NIE OBCHODZI - ostatnie zdanie mówi głośniej, by wszyscy usłyszeli.

Gdy wszyscy jesteśmy już gotowi, słyszę wibracje mojego telefonu.
Spoglądam na wyświetlacz - Bella.
Dziwne. Przecie godzinę temu z nią rozmawiałam.
B: Halo! Candi?!
C: Tak, To ja. Czego chcesz? Wiesz która jest godzina?
B: No baa, jest przecież 13:50.
C: No raczej 3:20, ale okey.
B: A tam walić to.
C: Nie walić Bella!! Jestem zmęczona!
B: No i co?! Nie mam co robić!
C: To pobaw się z Neymarem.
B: Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.
C:Bella!
B: Co!
C: Jak ci się tak nudzi... to nie wiem. Kurde idź pobiegaj czy coś.
B: Ale mi się nie chcę!
C: To idź spać.
B: Łóżko jest za daleko.
C: To poproś piłkarza.
B: Candi!
W tym momencie Riker wyrywa mi telefon, i przełańcza na głośno mówiący.
O nie. To nie skończy się dobrze. Albo Bella mnie znienawidzi, albo w końcu się wyśpie...
R: Cześć, z tej strony Riker, najstarszy z Lynchów i ulubiony Candelari - puszcza do mnie oczko
- No chyba coś ci się pomyliło! - krzyczą równocześnie Ross i Rydel, na co wybucham śmiechem.
R: No a jednak nie - Riker kontynuuje rozmowę - Candi nie jest obecnie dostępna, ale za to jest śpiąca, a ja także chciałbym się wyspać.
B: A co mnie to? I to ja jestem ulubienicą Candi, niczego sobie nie wmawiaj!
R: Okey, więc zaraz się rozłączę, ale mam jedno pytanie.
R: Masz może jakieś zdjęcie Rossa w różowych włosach?!
Ross z całej siły bierze poduszkę i zaczyna nią walić Rikera, na co on zaczyna się śmiać.
Prawie upuścił mój telefon, ale Ellington w ostatniej chwili go złapał.
- Dzięki - mówię do niego
- Nie ma za co. - puszcza mi oczko.
- Rocky uspokój ich, pliiiis - zwracam się do bruneta
C: Okey, serio Bella, ale muszę kończyć.
B: Okey. Masz pozdrowienia od Neymara
C: Co?
B: Nie no żartuje. Dobranoc.
C: Dobranoc.

W końcu się rozłańczam.
Zanim się orientuje, wszyscy są już w łóżkach.
Oczywiście Ross nie jest na swoim miejscu, tylko na moim łóżku.
Nic już nie mówiąc zgaszam światło, i kieruję się do swojego posłania.
- Przesuń się chociaż - zwracam się do niego
On tylko lekko się uśmiecha, i przybliża się w stronę ściany.
Po dłuższej chwili obejmuje mnie ramieniem.
- Ale wiesz, że ja potrafię kopać? - ostrzegam go
- Wiem - odpowiada szeptem i całuję mnie w czoło.


____________________________________________
Hm.... co by tu napisać...
No przecież nic trudnego! 3 miesiące nie było rozdziału, co to tam...
A w tym właśnie czasie osiągnełyśmy już prawie 2000 wyświetleń!!!
Naprawdę jesteśmy wdzięczne, no chociaż ja jestem...
Na pewno zauważyliście, że kolejny rozdział miał być pisany przez Bellę.
Ale ilekroć mówiłam jej "Napisz ten cholerny rozdział!" odpowiadała; " Napiszę!!!", a potem po cichu dodawała : " Ale nie dzisiaj".
Co za leń. Pewnie nawet nie zorientuje się że napisałam za nią rozdział XDD
No ale najmocniej was przepraszam, bo wiem, że jest tu was naprawdę sporo.
Gdyby pojawił się jakiś komentarz wogóle byłoby mega *_*
Postaram się zaciągnąć Belle " do roboty ". Po tak długiej przerwie, trzeba to chyba nadrobić ;)

~TiNAma~ (wow, jeszcze pamiętam swój podpis!).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz