*Candi*
Gdy wyszliśmy już z lotniska, każdy udał się w swoją stronę; no znaczy ja z Rossem do "siebie", a Bella z Neymarem. Niby fajnie że się pogodzili, że razem wyjeżdzają... ja też jestem zadowolona. W końcu spotkałam swojego idola, który jest moim chłopakiem. A no właśnie zapomniałam... PRZECIEŻ TO MÓJ IDOL!!!
- Stój! - krzyknęłam, przed naciśnięciem klamki do mojego domu
- Co? Coś się stało?! - spytał Rossa, jak zawsze z wielką troską
- Tak... opowiadałam ci już, że od zawsze jesteś moim idolem, marzyłam o spotkaniu z tobą i wogóle? - spytałam
- Tak?
- No więc nie przeraź się wchodząc do mojego pokoju, no wiesz, jest tam dużo twoich twarzy - ostrzegłam
- Spokojnie, teraz będziesz podziwiać tą buźkę na okrągło. - powiedział i mnie pocałował, trzymając za policzek.
- No okey...
Uspokoiłam się i już miałam rękę na klamce, kiedy znowu ją puściłam.
- Super, i co ja powiem cioci? - krzyknęłam, opierając się o drzwi
- Nie wiem... może że wróciłaś, spotkałaś chłopaka swoich marzeń...
- I lecę z nim w podróż dookoła świata. Tak... to rozsądne. Weźnię mnie za ostatnią idiotkę!
W tym momencie otwarły się drzwi, o które byłam oparta. Oczywiście wylądowałabym na podłodze, ale mój książe z bajki znowu uratował mi życie.
- Niespodzianka! - usłyszałam nagle krzyki z głównego pokoju
- Co? - spytałam stawając na nogi.
W salonie ujrzałam swoją mamę, no i ciocię oczywiście.
Podeszła do mnie i przytuliła z całej siły, jak tylko mogła Odwzajemniłam gest.
- Co ty tu robisz? Przecież... cię tu nie ma... nigdy nie było...- nie umiałam nic z siebie wydusić
- Ale teraz jestem, by ci do wszystko wynagrodzić - odpowiedziała mama, głaszcząc mój policzek - Piękna... tak samo jak kiedyś
- Wtedy miałam 5 lat. Zmieniłam się trochę...
- Jak widać na lepsze - dokończyła
Ciocia i mama usiadły na kanapie, a ja nadal stałam zamurowana. Na szczęście Ross się nie wychylał.
- A skoro już tu jesteście... - zaczęłam i spojrzałam w stronę Rossa. On dodał mi otuchy - Chciałabym wam kogoś przedstawić. Kogoś, kogo poznałam w Rio, kogoś, kto wywrócił mój świat do góry nogami... - nieprzedłużając postanowiłam walnąć prosto z mostu - Ross, możesz już wyjść!
Chwilę później w drzwiach pojawił się blondyn. Był zaczerwieniony, w końcu tak samo jak ja nie wiedział, że spotka tu moją mamę.
- Dzień dobry - przywiał się, lekko zdenerwowany
- Candelario... - zaczęła moja ciotka
- Wiem wiem, co wy o tym myślicie - przerwałam jej - tak wiem, co mówiliście. Nie umawiaj się z blondynami, z chłopakami, którzy dbają o swój wygląd, którym zależy tylko na jednym...
- Nie oto chodzi - przerwała mama
- A o co? - dopytywałam się
- Wiem, że prawdę może boleć...- mówiła mama, a mnie ściskało w żołądku - ale ten chłopak jest bardzo podobny do tego z twoich plakatów, Candi. Czy nie dlatego, z nim jesteś?
Odetchnęłam z ulgą.
- Ale on tak jakby... jest tym na plakatach.
I nagle tak jakby na zawołanie wszyscy zamilkli.
- CO ty sobie wyobrażasz, Candelario...
- Nic sobie nie wyobrażam. Ja po prostu...
- Myślisz, że jakiś popblondiś zapewni ci szczęście - dokończyła za mnie mama.
-To ja może wyjdę... - powiedziała ciocia
- Nie, zosatań - zasugerowałam - ja wracam do siebie.
Po tych słowach pobiegłam szybko na górę.
Wchodząc do pokoju zobaczyłam plakat Rossa - przypomniało mi się, że o nim zapomniałam.
Szybko zbiegłam z powrotem na dół, gdzie go znalazłam.
- Zapomniałam o Rossie - powiedziałam i pociągnęłam go do pokoju
Wchodząc trochę zamilkł, nie spodziewał się chyba aż tylu plakatów... no trudno.
- Wiedziałaś... że twoi rodzice tu będą? - spytał, rozpakowując walizki.
- Gdybym wiedziała, nie byłoby nas tutaj. - odpowiedziałam, szykując się do kąpieli
Podeszłam do swojej komody i wyciągnęłam moją ulubioną piżamę.
- Mogę cię... zostawić tu samego? - spytałam
- W jakim sensie?
- No chciałabym iść wziąść prysznic.
- Jasne. Przecież nie będę tu sam... - zająkał się - w końcu będę tu ja jako Ross Lynch, jako Austin Moon, nawet jako Brady, jako Young Florist, będę nawet bez koszulki i z całą rodzinką... - zaczął pokolei wskazywać moje plakaty porozwieszane po całym pokoju.
- Bardzo śmieszne. Wrócę jak najszybciej.
Powiedziałam i wyszłam wziąść prysznic, tak jak było to zamierzone.
Wracając dostrzegłam, że drzwi mojego pokoju są uchylone, a przecież zamykałam je przed niechcianym gościem.
Wchodząc zastałam moją matkę, rozmawiającą z Rossem. Zarombiście
- Mamo? - spytałam - co ty tu robisz?
- Ja? Nic wielkiego. Rozmawiałam sobie z twoim chłoptasiem...
- O rzeczach, które nie powinny mieć miejsca i o tym, jak bardzo twoja matka chce nas rozdzielić - odpowiedział blondyn z bladniejącym uśmiechem
- To prawda? - zwróciłam się do matki
- Jasne że nie. Będziesz wierzyła temu chłopakowi, czy własnej matce?
Ucichłam. Odpowiedz była chyba oczywista.
- Co się z tobą działo przez te 12 lat...
- Dojrzałam i wiele rzeczy zrozumiałam. Łącznie z tym, dlaczego tata nas zostawił.
Straciłam nad sobą kontrolę.
- Coś ty dziecko powiedziała? - dopytywała się mama
- A to, co właśnie usłyszałaś. - podeszłam bliżej do matki - całe życie w kłamstwie, ładnie to tak?
- Jak ty się do mnie odzywasz?!
- Tak jak na to zasługujesz. Może miałam 3 latka, ale i tak dużo zrozumiałam, i nadal to wszystko pamiętam. Później pojawił się z nienacka twój kochanek i oboje wmawialiście mi, że to mój biologiczny ojciec.
Mamę zamurowało. Rossa w sumie też.
- Skąd to wiesz?
- Wszystko pamiętam. Nie byłam taka naiwna, jak ci się wydawało.
Po tych słowach mama opuściła mój pokój, a ja zatszasłam za nią drzwi.
Usiadłam padnięta na łóżko i schowałam głowę w rękach. Te parenaście lat oduczyło mnie chyba szacunku do rodziców...
- Chcesz o tym pogadać? - zaproponował Ross
- Nie. Nikt o tym nie wie. Nawet Bella. I nikt więcej ma nie wiedzieć. - powiedziałam
- Jasne. Twoja mama serio mnie nie lubi - odpowiedział wstając z łóżka
- Co ci powiedziała?
- Że mam się od ciebie odwalić, nie zatruwać ci życia, zostawić cię w spokoju...
- Użyła aż takich słów?
- Gorszych.
Wszystko zrozumiałam.
Może faktycznie przesadziłam z moim "ojcem" ale ta kobieta nie będzie mi mówiła, jak mam żyć i co robić dalej.
Ross wyjął swoje rzeczy z walizki i zaczął się przebierać.
Krótko później poszliśmy spać.
- Candelarko, śpisz jeszcze? - obudził mnie głos mojej cioci
- Tak... a co? - spytałam, przecierając oczy
- Po pierwsze; spałaś z nim w jednym łóżku???
- Tak. Coś w tym złego? - oburzyłam się
- Tak. Po drugie masz gości.
- O nie... kogo? - dopytywałam się
- Tą przyjaciółkę z którą jechałaś i jakiegoś chłopaka.
- Wpuść ich.
Ciocia wyszła z pokoju, a wprowadziła Neymara i Bellę.
- Cześć Candi - powiedzieli wchodząc do pokoju
- Cześć - odpowiedziałam, siedząc już na łóżku
- Czy ja dobrze widziałam? Ta kobieta w pokoju na dole, to twoja mama? - spytała Bella
- Tsa... zrobiła mi niespodziankę.
- Co w tym dziwnego? - oburzył się piłkarz
- Candi nie mieszka z rodzicami. - wytłumaczyła Bella
- Ach tak? Myślałem że sierota - dodał po chwili
- Masz farta, że Ross śpi... - zaczęłam
- Coś ty powiedział? - usłyszałam głos Rossa
- Ooo obudził się nasz królewicz
- Mój królewicz
- Jej królewicz - powiedziałyśmy z Bellą w tym samym momencie
- Tak. A to moja księżniczka. I nawet gdyby była sierotą kochałbym ją tak samo - mówił Ross, leżąc wciąż na łóżku i obejmując mnie w tali z tyłu.
- W każdym razie - przerwała mi Bella - Neymar chciałby zwiedzić miasto
- Co tu zwiedzać?
- Nie mam pojęcia, ale chce zwiedzić.
- Ja też bym się przeszedł - dodał Ross
- Polska nie jest za ładna... w porównaniu z Brazylią to nic.
Nagle do pokoju weszła mama. Zobaczywszy nas wszystkich, a zwłaszcza mnie i Rossa stanęła wryta jak słup. Ross chciał mnie puścić, by uniknąć problemów, ale ja go przytrzymałam.
- Co wy tu wszyscy robicie? - spytała po chwili
- Cześć mamo. Tak świetnie nam się spało. - powiedziałam wrednie
- Co wy wszyscy tutaj robicie?
- Oni przyszli, a ja tu spałam - wytłumaczyłam wstając z łóżka
- Masz gości. Znowu. Ale tym razem ci z polski - przekazała i wyszła za drzwi
- O nie!!! - Krzyknęłyśmy głośno z Bellą
- Idziemy po was dałny! - usłyszałyśmy głos Kuby z dołu
- Ross, Neymar, szybko do szafy! - krzyknęłam
- Znowu? - zmartwił się Ross - Z nim?
- Słuchajcie, jak oni was tu zobaczą to dosłownie nie mamy życia - oświeciła ich Bella
Posłusznie weszli do szafy, chociaż mieli z tym trudności. Na szczęście szafa była prawie pusta - wszystkie rzeczy znajdowały się jeszcze w walizce.
Nagle do pokoju wbiła cała ekipa - Matylda, Katy, Mary, Mateusz, Kuba, i mój były - Leon.
- Przeszkadzamy? Tak wiemy - przywitała nas serdecznie Katy
- Co? Nie. Wcale. Po prostu zaskoczyliście mnie - powiedziałam.
- Wiemy. Chyba nie bez powodu jesteś w piżamie - zgasiła mnie Mary
- A no właśnie. Co wy robicie tu tak wcześnie? - uratowała mnie Bella
- Mamy zaszczyt zaprosić najśliczniejsze dziewczyny w mieście na imprezę w klubie nocnym - wytłumaczył nam Mateusz
- Co? Od kiedy jesteś taki śmiały? - spytałam nie dowierzając.
- Odkąd wyjechałyście nudno tu było. - wyjaśnił Leon
- Wcale nie. Mi odpowiadało - oburzyła się Matylda
- W każdym razie, poszłabyś ze mną, Candi? - spytał mnie nie spodziewanie Leon
- A ty Bella ze mną? - dodał Mateusz
W pokoju rozległo się głośne buczenie, ale ja dosłyszałam kaszel z szafy. Chłopcom musi się to nie podobać. Ciekawe co dla nich gorsze - to, że zapraszają nas inni czy to że są w jednej szafie.
- Dzięki Leon za propozycję... - zaczęłam
- Ale my nie idziemy dzisiaj - dokończyła Bella
- Co? Nie mówcie, że nie macie w co się ubrać - warknęła Katy
- Chodzi o chłopaków? Spokojnie, możemy iść same laski - ratowała sytuację Mary
- Ej! - oburzyli się Mateusz i Leon.
- Jak chcecie możecie iść ze mną... - przerwał Kuba
- Fuj. - krzyknęłyśmy razem z Bellą
- Posłuchajcie. Po prostu jesteśmy zmęczone podróżą - kontynuowałam
- To was nie usprawiedliwia - Matylda nie dała mi dokończyć
- Po za tym, mamy dziś piżama-party u Candi - wymyśliła na szybko Bella
- Dobrze. Będziecie przynajmniej razem wracać.
- Zgódzcie sie, no hej - powiedział Leon, obejmując mnie ramieniem
- Zgoda. Ale idziemy same - zaznaczyłam jasno, po czym chłopak mnie puścił
- Spoko - powiedziała Matylda - a co to za podkoszulek pod ścianą? - spytała dziewczyna, podnosząc podkoszulek Rossa
- To mojego brata. Spotkałam go w Brazylii... - wytłumaczyłam na szybko
- Przecież jesteś z Włoch - zdziwił się Mateusz
- Ale w Brazylii spotkałam Fede...
- Kogo? - spytali wszyscy jednym chórem
- Nie ważne. Możecie już iść. Musimy się ogarnąć - powiedziałam, po czym opuścili pokój.
- W coś my się wpakowały - spytała załamana Bella
- Jakbyśmy się teraz nie zgodziły, to wbili by nam na chatę, o czym obie dobrze wiemy - powiedziałam
- Poszli?! - usłyszałam głos chłopców z szafy
- Tak - odpowiedziałyśmy z Bellą
Otworzyłyśmy drzwi z szafy, i próbowałyśmy pomóc im się wydostać, kiedy drzwi znowu się otwarły, a w nich stanął Leon
- Candi, musimy porozmawiać - powiedział stawając w drzwiach
Szybko zatrzasnełyśmy drzwi z szafy.
- Co to było? - powiedział
- Chciałyśmy wybrać ubrania na imprezę - odpowiedziałam
- Aha ok. Możemy porozmawiać we dwójkę? Bella, Mateusz czeka na korytarzu - dodał po chwili
- O kurczę - jęknęła Bella po czym zostawiła mnie samą z Leonem. W sumie nie samą - w szafie nadal był Neymar i Ross.
- No więc... - zaczął chłopak
- Więc - powiedziałam
- Nie chcesz iść na imprezę, prawda?
- Nie. Ale już pójdę. W końcu i tak nie mam wyboru.
- Chyba jednak masz.
- Co? Ale jak to?
- Jeśli nie chcesz iść... to możemy pójść razem?
- Co? Gdzie?
- No do kawiarni... albo do centrum.
- Co? Dlaczego?
- Bo dawno się nie widzieliśmy, a chciałbym spędzić z tobą trochę czasu... - powiedział podchodząc do mnie bliżej i łapiąc za ręce
- Co? Dlaczego ze mną?
- Jak wyjechałaś zrozumiałem, że...
- Co? Że co?
- Że nadal cię kocham, Candelario...
- Nie mów do mnie Candelario - powiedziałam i puściłam się z rąk Leona
- Wiem, że tak lubisz. Kochałaś to, gdy kiedyś tak do ciebie mówiłem.
- Tak... ale to było kiedyś.
- Wcale nie tak dawno.
- Chyba jednak...
- Dasz mi jeszcze jedną szansę? - walnął prosto z mostu
- Co? - usłyszałam głos Rossa, a zaraz potem cichy śmiech Neymara
- Co to było? - spytał się Leon
- Nic. Nic nie słyszałam...
- W każdym razie
- W każdym razie nie - nie dałam mu dokończyć
- Co? Dlaczego?
- Po prostu... okey, byliśmy razem, było nam dobrze...
- I znowu tak będzie. Candelario kocham cię!
- A ja kocham... - zająkałam się
- Co? - dopytywał się Leon
- Nie ciebie... - w końcu dokończyłam
- Poznałaś kogoś
- Nie to nie tak
- A jak?
- Zerwałam z tobą, bo zrozumiałam, że już cię nie kocham. - wytłumaczyłam
- Oboje wiemy, że jest inaczej
- Nie. Kocham... kocham...
- Tego Lyncha? Tak wiem ty kochasz blondyna a Bella piłkarza - wykrzyczał to z siebie
- Co? Ross jest moim idolem... po za tym to głupie. W końcu nigdy go nie spotkam...
- Ach tak?
- Ach tak. Jest moim idolem... kocham go...
- To szaleństwo. Bujasz się w kolesiu który nie wie, że istniejesz
Zabolało mnie to. Chciałabym mu wygarnąć prawdę, ale wolę nie.
- Okey... posłuchaj.
- To ty posłuchaj. Chcesz zrobić ze mnie idiotę?
- Co? O czym ty mówisz?
-A gala muzyczna to co?
Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, że któryś z moich znajomych coś takiego ogląda.
Zamilkłam, a w tym czasie Leon opuścił mój pokój. Łał. Nie wiedziałam, że ktoś będzie to wiedział. Ale skoro wiedział... to po co pytał? Wszystko wydało się dziwne.
W końcu do pokoju weszła Bella.
- I co? - spytała Bella
- Koleś wyznawał Candi miłość - usłyszałyśmy głos Neymara
- Przymknij się - zgasił go Ross
- Nie jestem sama... - dodała Bella
- Co? - oburzył się piłkarz
- Łyso ci teraz? - odpowiedział Ross
- Musimy ich wypuszczać? - spytałam po chwili
- Nie. Mogą tu zostać, ale sory, sama do Barcelony nie polecę - powiedziała Bella
- Spoko. I tak zostajesz na nocowanie - powiedziałam, po co obie wybuchłyśmy śmiechem.
W końcu otwarłyśmy szafę i jakoś udało nam się ich stamtąd wydostać.
- No wreszcie. Więcej z tym palantem bym nie wytrzymał - wydusił z siebie Ross
- Co zrobił? - spytałam podchodząc do blondyna
- Cały czas się śmiał. Myślałem, że zaraz wybuchnie.
- To tak jak ja zawsze mam przy Candi - zaśmiała się Bella
- Ach tak? On za to miał wyrwać te drzwi, i porozmawiać sobie z tym Leonem - wyrównał Neymar
- Oo, to takie słodkie - pocałowałam Rossa w policzek - Ale zaraz...
- Zgodziłaś się? - spytałyśmy z Bellą w tym samym czasie - Ja? Jasne że nie - dokończyłyśmy też razem.
Następnie wszyscy razem postanowiliśmy się przejść, "pozwiedzać". Poszliśmy do kina na film pt."całuj i mów", co swoją drogą było obrzydliwe. Dziewczyna zwiedziła cały świat w poszukiwaniu miłości swojego życia, a okazało się, że jej wymarzone mieszkał tuż obok... bo był sąsiadem. Pod koniec bohaterka zmarła. Bella pod koniec zaczęła płakać, Neymar musiał ją uspokajać.
Ross i Neymar mieli farta, bo film był z napisami, wszyscy mówili po angielsku...
My zaś z Rossem cały czas się śmialiśmy. Ciągle mówił jakiś żartobliwy tekst, i ja też płakałam, tyle że ze śmiechu.
Potem poszliśmy do kawiarni, a następnie do pizzeri. Opowiedziałyśmy im o naszej ekipie, o naszych wpadkach, o znajomych... świetnie się bawiliśmy.
- Czyli że co? - zaczął Neymar - Candi w podstawówce była przewodniczącą?!
- A ja zastępcą - dodała Bella
- Hach. do dziś pamiętam jak usnęłaś w autokarze pod koniec szóstej klasy - przypomniała mi Bella
- Ach tak? Ja pamiętam sławnego węgorza, przez którego nie mogłyśmy jeść - odegrałam się.
Chłopcy spojrzeli na nas z niedowierzaniem
- Nie wnikajcie - dodałam
- Och tyle razem przeszłyśmy - zaczęła Bella
- Wiem. Ale kontakt będziemy nadal utrzymywać - odpowiedziałam
Nagle Rossowi zadzwonił telefon.
- Przepraszam - przerwał nam i poszedł odebrać.
- Wracając. Nie wiem jak ja sobie poradzę bez ciebie - kontynuowała Bella
- Wiem. Nie dasz sobie rady. Ale zawsze możesz zostać.
- Bardzo śmieszne Candi
- Spójrz na to z tej strony. Będziesz miała dziecko, zamieszkasz z narzeczonym... - spojrzałam na Neymara - opiekuj się nią, bo w każdej chwili mogę przylecieć - pogroziłam Brazylijczykowi
- Rozumiem.
W końcu pojawił się Ross.
- Candi, jest sprawa - powiedział zajmując swoje miejsce
- Tak? Coś się stało?
- Chodzi o trasę.
- Co? - spytała Bella - zamierzasz ją teraz zostawić samą, beze mnie? Powaliło cię?
- Nie, jadę z nim - uspokoiłam Belle
- Kiedy miałaś mi zamiar o tym powiedzieć?
- Wiesz najpierw może lepiej żebym powiedziała opiekunom, co?
- Niech ci będzie...
- Wracając - przerwał nam Ross - jest zgoda, byś z nami jechała.
- Z nami? - spytałam
- No z R5.
- Oni też jadą? O jak słodko
- Nie... ale ostatni koncert mamy w Barcelonie, więc będziecie mogły się spotkać.
- Super! A wejść za kulisy? - dopytywała się Bella
- Dopiero po koncercie.
- I wszędzie będziemy latać samolotem? - spytałam podekscytowana
- Tylko na kontynenty. Normalnie jedziemy busem.
Mniej więcej tak nam zleciało po południe. Około 17 rozeszliśmy się do domu.
- Więc... idziesz na tą imprezę? - spytał Ross
- No chyba tak. Spokojnie, będę ostrożna - odpowiedziałam, przypinając kolczyki
- Nie chodzi mi o to, tylko o to, że nie będziesz tam ze mną - wyznał
- Hej - usiadłam obok niego na łóżku - jeszcze jestem niepełnoletnia, umie się zachować.
Zrobił koślawą minę, a ja wstałam i zaczęłam zakładać sukienkę:
- Pomóc ci? - zapytał
- Popraw mnie z tyłu, co? - odpowiedziałam
Zeszedł z łóżka i dopiął mi sukienkę z tyłu, podnosząc spódniczkę przy okazji.
- Ale będziesz do mnie dzwonić? - spytał obejmując mnie w tali
- Jak będę się za często wyrywać, domyślą się.
- Ale nie chcę się z tobą rozstawać - szepnął mi do ucha
- To tylko parę godzin. Wrócę nad ranem.
Odwróciłam się do niego, położyłam ręce na jego torsie i namiętnie pocałowałam.
- Barbie jesteśmy! - usłyszałam głos Matyldy, wchodzącej po schodach.
- Mam się schować?
- Nie. Chociaż... wskakuj pod łóżko!
Zaśmiał się pod nosem i wykonał polecenie. W sumie jak zawsze
Matylda wbiła do pokoju.
- Ty jeszcze nie gotowa? - spytała swoim piskliwym głosem
- Już idę, spokojnie - odpowiedziałam wrednie.
Na dole czekali już wszyscy.
Razem wybraliśmy się po Belle, a później na imprezę.
Szłyśmy z tyłu, razem raźniej.
- Gdzie został... - zaczęłam
- U mnie w domu, ale powiedział, że pójdzie obejrzeć mecz w barze - odpowiedziała
- Gra mecze i jeszcze musi je oglądać? Łał...
- A twój?
- Został w domu. Pod łóżkiem dokładnie.
Oby dwie wybuchłyśmy śmiechem, wzbudzając zainteresowanie wszystkich dookoła.
- Z czego się lejecie?
- Dużo was ominęło.
Weszliśmy na imprezę. Wszyscy tańczyli, niektórzy byli już opici. Leon prosił mnie do tańca, ale odmówiłam. Bella miała podobnie z Mateuszem, ale w końcu się zgodziła, przez co cały wieczór byłam sama.
Spojrzałam na telefon.
"Już tęsknie. Pamiętaj tam o mnie".
Oczywiście że Ross. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na wyświetlacz, odpisując rzecz jasna.
"Pamiętam. Cały czas o tobie myślę. Kocham cię". Odpisałam.
- Dajesz Candi, jeszcze jeden! - usłyszałam głos Katy, która podawała mi kolejnego drinka.
- Nie, na serio nie daje już rady. Musze usiąść - odpowiedziałam i poszłam usiąść.
Widziałam krzesło, owszem. Ale na nim siedział Leon i rozmawiał z Bellą.
Szłam w jego kierunku, kiedy ktoś z tyłu mnie popchnął i wylądowałam na kolanach Leona. Odwróciłam się - to był Kuba.
- Hej - powiedział Leon
- Hej - odpowiedziałam
- Wygląda na to, że lecisz na mnie - zrobił swoje brewki.
- Tak, ale w dosłownym znaczeniu.
Obok cały czas siedziała Bella.
- Ej! - oburzyła się - nie wolno ci na nim tak siedzieć
- Ach tak? To ustąpisz mi miejsca? - spytałam
- Co? Nie? Siadaj na mnie! - krzyknęła na cały głos. Najwidoczniej też była już upita.
- Jestem za ciężka. A zresztą...
Usiadłam na dziewczynie, a Leon zaczął się z nas śmiać.
W końcu obok przysiadł się Mateusz i zaczął z Bellą rozmawiać o FCB.
Leon po jakimś czasie wstał z miejsca.
- Czekaj! Stój! - zawołałam donośnym głosem, i wyciągnęłam ku niemu ręce.
- Coś się stało?! - spytał i pochylił się ku mnie
- Weź mnie stąd, proszę.
Po chwili chłopak wziął mnie znowu na swoje kolana, a Belli pokazałam język.
- Idziemy się zabawić? - nagle odzyskałam trzeźwość
- Co? Nie dzięki. Posiedzę sobie tutaj... na tobie. - odpowiedziałam, rumieniąc się
Nagle zaczął wibrować mi telefon.
- Muszę odebrać. Sorry.
- Jasne.
Pobiegłam na korytarz, gdzie było w MIARĘ cicho.
Dzwonił Ross.
(Rozmowa telefoniczna)
R: Cześć maleńka.
C: Rossmann? Cześć kochany. Jak się bawisz?
R: A świetnie. Zaraz... kochany? Rossmann? Jesteś pijana?
C: Co? Nie...
R: Wszystko w porządku? Dzwoniłaś do mnie wcześniej?
C: Nie wiem. Czy tak wyświetliło ci się w połączeniach nieodebranych? Bo jeśli się tak stało,to istnieje szansa, że to ja.
R: Piłaś.
C:Być może
R: Gdzie jesteś?
C: Oj uspokój się
R:Candi... Ile wypiłaś
C: Nie wiem... może 15, może 15....
R: Czego?
C: Nie wiem. Chyba kieliszków wody smakowej o smaku węgorza.
R: O rany, ale się narąbałaś. Gdzie jesteś?
C: Gdzieś, gdzie cię nie ma.
R: Najwyraźniej. Zaraz będziemy
C: Co? Jacy wy?
R: Niespodzianka, baby.
Powiedział i się rozłączył. No właśnie, ROZŁĄCZYŁ SIĘ!!!
Ja nie wierze. Nie wierze w niego. Zaraz pewnie wparuje tu z moją ciocią, albo co gorsza z mamą. Wpakowałam się...
- Candi! - usłyszałam naprawdę głośny krzyk Belli - powiesz mi dlaczego Neymar mi piszę, że zaraz będzie obok mnie?!
Z jednej strony się uspokoiłam, a z drugiej coś podeszło mi do gardła.
- Neymar? Serio?
Wytłumaczyłam jej, o co chodziło w naszej rozmowie.
Nagle w sali głównej usłyszałyśmy głośne wołanie i klaskanie.
- Neymar chyba się pojawił.
- Ross też.
Wbiegłyśmy szybko na parkiet. Okazało się, że oklaski były dla Matyldy, która oblizywała się z jakimś gościem. Mniejsza o to. Chwilę później w drzwiach pojawili się nieproszeni goście...
- Ney! - krzyknęła Bella i poleciała w jego kierunku
- Ross?! - spytałam nie dowierzając.
- Candi co ty sobie myślałaś! - powiedział i podbiegł do mnie, mocno mnie tuląc.
- Nic... dzwoniłeś to odebrałam - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem
- Jasne. Wracamy do domu - złapał mnie za rękę
- Nie. Ja tu zostaje.
- Właśnie ona tu zostaje - wtrącił się Ney tulący Bellę
- Wiesz co, nie mogę się doczekać kiedy wylecisz do tej swojej Barcelony - krzyknął Ross, po czym w sali nagle nastała gwałtowna cisza.
Wszyscy się na nas patrzeli. Lecz najbardziej widoczni byli Matylda, Katy, Mary, Kuba, Mateusz i Leon. Zarombiście.
Patrzeli na nas jak na duchy.
- Neymar Jr? - spytał Mateusz podchodząc do piłkarza
- Tak, mój chłopak - odpowiedziała Bella
- Ross Lynch? - spytała Mary
- Tak, mój chłopak - odpowiedziałam
Nagle wszyscy zaczęli do nich podchodzić i prosić o autografy. Ja z Bellą stanełyśmy w miejscu. To impreza, a nie pokaz dla fanów, hello!!!
Gdy wszyscy już odeszli, chłopcy zaczęli się dalej kłócić.
- Po prostu mi zazdrościsz - krzyknął po chwili Neymar
- Ja? Niby czego?
- No w końcu jestem we wszystkim lepszy - przechwalał się Neymar
- Niby w czym?
- Gram w piłkę nożną i zwiedzam świat
- Ach tak? Ja gram na każdym instrumencie, śpiewam i podróżuje z własną dziewczyną - odpowiedział Ross
- Powinniśmy im przerwać, co nie? - spytałam szepcząc do Belli
- Niech się pokłócą jeszcze trochę. Troszeczkę...
- Skoro mowa o dziewczynach... - zaczął Neymar - moja dziewczyna jest już pełnoletnia, a twoja nie.
- No właśnie. Moja jest młoda, a twoja stara - odegrał Ross - obydwoje jesteście już starzy.
- Jestem przed 30, młody! - pogroził mu palcem Neymar
- A ja przed 20, stary! - dodał Ross
- Jesteście małolaty, a my nie. Po zatym poznaliśmy się na imprezie - ciągnął piłkarz
- Ach tak?
- Ach tak.
- Za to my - Ross przyciągnął mnie do siebie i objął w tali - za to my pewnego pięknego letniego dnia. Najwspanialszego dnia w moim życiu - dodał
- A podniesiesz swoją dziewczynę tak jak ja? - powiedział Brazylijczyk i wziął Bellę na ręce.
- Tak, uniosę, ale nie będę cię papugował - odpowiedział i wziął mnie na barana.
- Umiesz grać w piłkę?
- Tak. A umiesz śpiewać?
- Raczej. Kto nie umię?
- Bella! - krzyknełam schodząc z chłopaka
- Wiem! - odpowiedziała pokazując mi język.
- A masz tatuaże?
- Nie, zostawiam swoją skórę w spokoju. Ile razy farbujesz swoje włosy? przyznaj się.
- Na pewno mniej ni ty.
- Ja je rozjaśniam. Nie farbuję
- Swoją drogą świetny efekt - pochwalił go Neymar. Ja już nie wiem; oni się kłócą czy rozmawiają?
- Dzięki Ney. Mam po prostu świetnych fryzjerów, którzy znają się na rzeczy.
- Widzę. Ale mi moje włosy odpowiadają
- W blond było ci ładniej.
- Mówisz?
- Mówię.
- Ma rację - dodała Bella
- Zastanawiam się nad zmianą koloru... ej stop! Nie o tym teraz mowa - pierwszy się ogarnął Neymar
- Jak wolisz. - odetchnął Ross
- Wracając. Ile chcecie mieć dzieci?
- No jedno, drugie, trzecie czwarte.... - zaczął wymieniać Ross
- Ross! - krzyknęłam
- Tak wiem, powiesz że mam się hamować
- Co? Nie...
- No widzicie? My już jedno mamy, łyso?
- Nie. Candi potrafi świetnie całować - powiedział Ross i pocałował mnie najbardziej namiętnie, jak tylko potrafił.
- Bella też jest w tym dobra - piłkarz zrobił to samo
- Moja dziewczyna jest z Włoch. I co? - ciągnął Ross
- A moja z Polski i mieszka we właściwym kraju
- No właśnie! Candi miała ciężkie dzieciństwo, a mimo wszystko jakoś się trzyma.
- BO nie miała wyboru! po za tym Bella lubi zwierzęta!
- A Candi marzy o pokoju na świecie!
Z Bellą zaczełyśmy się śmiać jak nigdy. Płakałyśmy ze śmiechu.
- A skąd wiesz o czym marzy Candi?
- To moja dziewczyna. Wiem o niej wszystko.
- Ach tak? - czepiał się piłkarz
- Ach tak.
- Drugie imię?
- Martyna. A drugie imię Belli?
- Julia.
- Ciekaw jestem, czy będziesz dobrym ojcem.
- Wiesz, jedno już mam...
- I to nie jest dziecko Belli. Świetny początek.
- Bynajmniej się mnie nie wstydzi.
- Candi się mnie też nie wstydzi! Wręcz przeciwnie, wszędzie ze mną chodzi.
- No do łóżka chyba nie.
I na sali rozległo się głośne bucznie.
- A skąd ty to niby możesz wiedzieć?
- A się mylę?
- Tak, mylisz się.
- On prawdę mówi? - szepnęła do mnie Bella
- Tak. I wszystko wyszło na jaw.
- Dziewczyno ty jesteś niepełnoletnia!
- I co z tego?
- Moja dziewczyna jedzie ze mną na koniec świata - ciągnął dalej Neymar
- A ja ze swoją zwiedzę cały świat.
Nagle zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam szybko do ubikacji na spotkanie z kiblem. I tak jak myślałam; trochę za dużo wypiłam, i to wcale nie wody smakowej.
Zaczęłam po prostu wymiotować. Nic dziwnego; nigdy przedtem się tak jeszcze nie opiłam.
Nagle usłyszałam kroki, ale nie miałam siły spojrzeć kto to.
Ktoś spiął moje włosy w kok i przytrzymał je, dopóki nie skończyłam. Już wiedziałam, że to Ross.
- Dziękuje - szepnęłam już po wszystkim
- Jasne maleńka. Przyniosę ci wodę, czekaj na mnie.
Kiwnęłam głową i wyszłam.
Gdy już spokojnie usiadłam, podbiegł do mnie Leon.
- Wszystko dobrze? - spytał, jak zawsze z wielką troską
- Tak, trochę za dużo wypiłam.
- Wiesz, jesteśmy w hotelu. Mogę cię zanieść do jakiegoś pokoju czy coś.
- Nie dzięki, naprawdę. I tak zaraz idę.
Nagle zrobił coś niespodziewanego. Przysunął się do mnie i pocałował. Nie miałam siły go odepchnąć, więc trochę to trwało.
Skończył gdy wrócił Ross i przywalił kolesiowi w ryj. Szkoda go było. Twarz miał ładną, nie powiem.
- Idziemy? - spytał po chwili Ross
- Idziemy. Ale serio, nie musiałeś im tego wszystkiego mówić.
- Można powiedzieć, że teraz jesteśmy kwita.
- Co?
- Nic, nic. Wracamy do domu.
Po tym wszystkich wziął mnie na ręce i wyprowadził z klubu, ratując tym samym moją skórę od ciekawskich "przyjaciół", no i leona.
_________________________________________
I kolejny rozdział :* Łał, najdłuższy chyba w historii xdd kolejny pisze Bella. Jeśli to czytasz, wiem, że odegrasz się w następnym rozdziale :*
~TiNAma~