Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 38 - ”No co? Taka prawda”

*Bella*

Obudziłam się w nowym pokoju. Był naprawdę duży, a najlepsza była gardyroba, która była już zapchana naszymi ubraniami.
Łóżko również było ogromne. Spokojnie mieściliśmy się w nim we dwójkę. Obróciłam się na drugi bok, byłam pewna, że zobacze tam słodko śpiącego piłkarza ale nikogo tam nie było.
Wyszłam z łóżka i kiedy już miałam wyjść z pokoju drzwi się otwarły a w nich stanął Neymar.
- O Bella już wstałaś? - zapytał.
- Rozmowę zaczyna się od hej lub dzień dobry.
- No więc Hej, już wstałaś?
- Hej, tak już wstałam.
- no to dobrze pomożesz mi w czymś.
- W czym?
- Zaraz zobaczysz tylko weź ze sobą telefon.
Wzięłam komórkę do ręki i poszłam za nim.
- Po co ci to? - zapytałam kiedy zobaczyłam Neymara ciągnącego za sobą wielki głośnik.
- Chłopcy jeszcze śpią więc ich obudzimy. Podłącz telefon do tego i nastaw na jakąś głośną muzykę.
Wykonałam polecenie.
- Ok, już.
- no to idziemy.
Poszliśmy do ich pokoju. Ney postawił głośnik i razem wyszliśmy. Brazylijczyk jednocześnie włączył muzykę i zapalił światło. My za to uciekliśmy do góry.
Siedzieliśmy na schodach i zwijaliśmy się ze śmiechu, aż coś mi się przypomniało.
- Ej tam został mój telefon! - krzyknęłam.
Szybko weszliśmy do ich pokoju. Nikt już nie spał. Wszyscy siedzieli na jednym łóżku i przeglądali mój telefon.
- Oddawaj mi telefon! - Krzyknęłam.
- Czekaj, czytamy wasze smsy.
- Że co? Oddawaj!
- No, no ładne wiadomości.
W końcu udało mi się zabrać mój telefon.
- Mam tylko jedno pytanie. Czemu Neymar napisał w jednej wiadomości jak się czujecie?
- Aaaa... Właśnie mi się przypomniało przecież mieliśmy im powiedzieć. - oznajmił piłkarz.
- Ale my już wiemy, że bierzecie ślub.
- To nie wszystko. Bo wiecie, zostaniecie wójkami.
- To znaczy, że wy, że ten no tego?
- Tak.
- To gratulacje! Nie macie pojęcia jak się cieszymy, ale o tym jak nas obudziliście to nie zapomnimy.
- To było genialne kochanie. - powiedziałam do Neymara. - Czekaj, to znaczy, że jesteś niegrzeczny.... Gdzieś ty był przez te wszystkie lata?
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Z jednym takim Neymarem dało się wytrzymać, ale z wami dwojga będzie cieżko.
- No uważajcie bo wiecie, że ta dziewczyna zafarbowała włosy na różowo chłopakowi koleżanki, bo się za bardzo nie lubili. - powiedział Ney. Wszyscy złapali się za głowę.
- no więc chłopcy uważajcie. Bo ja mam jeszcze dużo pomysłów. Chodź kochanie idziemy dalej wymyślać niecne plany. - powiedziałam.
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do kuchni.
Byłi tam rodzice Neymara.
- Dzień dobry. Jak wam się spało? - zapytała mama podając nam naleśniki.
- Bardzo dobrze. Dzisiaj już nikt nie zajmował mi całego łóżka. - powiedziałam patrząc na piłkarza.
Siedzieliśmy, jedliśmy i gadaliśmy.
- A tak w sumie to o co się wtedy połóciliście? - zapytałam.
- Ale my nie byliśmy pokłóceni. - powiedział Jo.
- Przecież wyrzuciliście Neymara z pokoju.
- My go nie wyrzucaliśmy, on sam wpadł na taki pomysł żeby iść do ciebie.
Powoli popatrzyłam na piłkarza, który próbował pomału opuścić miejsce, ale się to nie udało.
- NEYMAR !!! - krzyknęłam na całe gardło i pobiegłam za uciekającym Neymarem.
Trzeba przyznać, że bardzo szybko biega.
- Teraz mi nie uciekniesz ! - rzuciłam się na piłkarza, który wpadł na łóżko. Zaczęłam go łaskotać.
- Bella, przestań prosze! Przepraszam! Przepraszam! Tylko przestań. - krzyczał jednocześnie się śmiejąc.
Jeszcze trochę go pomęczyłam i wróciliśmy do wszystkich do kuchni.
- Ale popatrz z tej strony, jakbym wtedy nie skłamał to byś mi nie pozwoliła zostać i prawdopodobnie nie była byś w ciąży. - powiedział szczerząc swoje białe zęby.
- Neymar! - tym razem powiedziała to jego mama.
- No co? Taka prawda.

Po jakiś dwóch godzinach ktoś zadzwonił do drzwi.
- Robert? Cześć stary! - powiedział Neymar.
- Siema Ney.
Wszystcy podbiegli do drzwi się przywitać z jakimś Robertem.
W końcu podszedł do mnie.
- Cześć piękna, jesteś zajęta może?
- Po pierwsze tak, a po drugie odwal się.
- Z charakterkiem, lubię takie. - uśmiechnął się.
Dobrze, że szybko podszedł Ney, bo inaczej chyba bym nie wytrzymała.
- To jest moja dziewczyna, już nie długo żona. - powiedział. Kolega się trochę chyba zmieszał.
- A to przebraszam, ja nie widziedziałem. - zaczął się tłumaczyć.
- Jestem Robert. - podał mi rękę.
- Bella. Ej ja cię już gdzieś widziałam.
- Hardwell inaczej.
- Ty jesteś tym djem?
- Tak, ale nie lubię się chwalić.
- A co ty tu robisz? - zapytał Neymar.
- Przyjechałem na Barcelona Beach festival.
- A no tak, całkiem o tym zapomniałem. Przecież miałeś zostać u nas na kilka dni.
Wchodź, pokój ten co zawsze.
- Ok.
Usiedliśmy wszyscy na kanapie.
- Idziecie jutro na festival?
- Nie wiem. Całkiem o tym zapomniałem. W sumie możemy iść. Co ty na to? - zapytał Neymar.
- Musimy, to jest jedno z moich marzeń. - zaśmiałam się.

Resztę dnia spędziliśmy wszyscy razem na graniu w gry na Xboxie.
Wieczorem postanowiliśmy coś zjeść.
- To może pizza ?
- Ok już dzwonie. - oznajmił piłkarz.
- Hallo? Dzień dobry chciałbym zamówić pizzę. - zaczął.
- Ej ale ja nie chce pizzy, ja biore frytki.
- Ja pizzę ale bez pieczarek.
- A ja hawajską.
- Fuuj...hawajska? Ja chcę zapiekankę.
Zaczęli wszyscy wymieniać co chcą.

- Ej ludzie zdecydujcie się w reszcie! Nie, to nie do pani. Przepraszam nie mogę się skupić. Poproszę 3 największe pizze.
- No ejjj - wszyscy powiedzieli chórem.
Neymar dalej kontynułował swoją rozmowę.
- Neymar. Neymar Jr. Nie, ja wcale nie żartuje. Dowidzenia.

Ludzie no poprostu nie mogę z wami. Nie mogliście złożyć zamówienia wcześniej?
- Tak jakoś wyszło.

Po godzinie już jedliśmy pizzę.  Resztę nocy oglądaliśmy filmy, aż w końcu zasnęłam.

środa, 4 listopada 2015

37. - Ciąg dalszy, Candi.

* 2 miesiące później*

*Candi*





I znowu kolejny koncert. Kolejne miasta, państwa. Nowi ludzie, nowe tradycje, zwyczaje...
Pamiętam, jakby to było wczoraj. Siedzę sobie na łóżku, słuchając piosenki R5, a tu nagle do pokoju wpada Ross Lynch i krzyczy "Jedziemy w trasę koncertową, baby!!!".  Zostały jeszcze 2 miesiące.
Jak dla mnie, mogłabym tak spędzić resztę życia. Bo czego mi jeszcze brakuje???
Pomyślmy...
Podróżuję po całym świecie z przyjaciółmi i chłopakiem, nikt mi niczego nie zabrania, znajduję się praktycznie na każdym koncercie mojego ulubionego zespołu, poznaje nowych ludzi, czasami nawet sławnych, wpuszczają mnie na wszystkie imprezy...  czego chcieć więcej, co?
A teraz minusy... chyba tylko to, że jestem z dala od rodziny, ale to jest jeszcze znośne.
Jedyne co mnie denerwuje w tej trasie to to, kiedy jakieś fanki podchodzą do Rossa i przytulają na oczach wszystkich. Okey, nie rozgłaszamy całemu światu, że jesteśmy nadal razem, ale czasami to wkurzające.

Jak to wszystko wygląda? On jest gwiazdą, ja pomagam czasami pisać piosenki.
Był czas, kiedy musiał wyjechać na parę tygodni.  Ale też nie byłam sama - jego rodzinka zawsze dotrzymywała mi towarzystwa, a zwłaszcza Rydel i Rocky.
Dzisiaj jestem z nimi w trasie. Trudno było mi się tu dostać, ale udało nam się to wywalczyć.
I dobrze. Trasa to najlepsze co mnie mogło spotkać. Niby cały czas jestem za kulisami, rzadko kiedy na widowni, ale to mi w zupełności wystarcza.
- Dziękujemy Waszyngtonie!!! - słyszę głośny krzyk Rossa na scenie, za co fani odpowiadają oklaskami i krzykami.
- Jesteście wielcy! - dodaje Riker
Odkładają sprzęt muzyczny na scenę i kierują się ku wyjściu z sceny, na schody, kiedy zauważam biegnącą w ich kierunku dziewczynę. Wybiega z drugiej strony sceny i leci prosto na Rossa.
Kiedy chłopak mnie zauważa, uśmiecha się do mnie szerokim uśmiechem, a ja wykrzykuje jego imię, próbując ostrzec go przed wściekłą fanką. Niestety za późno - fanka wskakuje mu na plecy z taką siłą, że chłopak traci równowagę i spada ze schodów, lądując plecami na podłodze.
Zaczyna jęczeć z bólu, zakrywa twarz dłońmi, a dziewczyna siedzi na nim okrakiem.
Mnie i resztę R5 zamurowało - nie wiemy co zrobić. W końcu Riker z Rydel wbiegają znowu na scenę. NA sali rozbrzmiewają znowu głośne krzyki, ale oni biegną w kierunku ochroniarza, poinformować go chyba o całym zajściu. W tym samym czasie Rocky z Elem biegną w przeciwnym kierunku, poszukując apteczki podejrzewam.
Ja nadal stoję, ale po chwili zaczynam się głośno śmiać. Próbując to ukryć zasłaniam usta ręką.
- O rany Boskie! Ross Lynch? - pyta fanka podskakując na jego ciele
- Ychym.... - odpowiada blondyn
- O jejuśku.... a buzi dasz? - mówi, na co chłopak automatycznie próbuje wstać, ale dziewczyna jeszcze bardziej naskakuje na niego. Tym razem w okolice krocza.
- Dobra dobra, dość - nakazuje dziewczynie, ale ona za to szuka czegoś w kieszeni. - zostaw go. I tak już cierpi - odpowiadam, na co mierzy mnie gniewnym spojrzeniem.
Spoglądam na Rossa - jego oczy mówią wszystko. Dosłownie krzyczą: "Ratunku!!!".
W końcu fanka z niego schodzi i próbuje naskoczyć na mnie, za to, że jej przerwałam, ale w ostatniej chwili pojawiają się ochroniarze i odciągają ją, gdzieś jak najdalej od Rossa.
Chłopak nadal leży kulawy na ziemi, nie mówiąc żadnego słowa.
- Dzię.... kuję? - mówi po chwili, usiłując wstać
- Czekaj. Pomogę ci - mówię i podchodzę do niego, pomagając mu usiąść na ławce.  - Mocno boli? - pytam, gdy już spokojnie siedzimy na ławce
- Tak. Bardzo. Trafiła w czułe miejsce - odpowiada, łapiąc się za brzuch
- Powinna wiedzieć, że chłopaków tam boli - mówię po czym obydwoje zaczynamy się śmiać.
Chwilę później pajawiają sią Rydel z Rikerem i Rocky z Ellem z apteczkom.
Podczas gdy kierownik koncertu przeprasza Rossa i prosi by nie podawał go do sądu, ja wychodzę na zewnątrz, gdzie czekają pozostałe fanki. Zarombiście.
Zaczynają krzyczeć, kiedy mnie widzą, ale szybko milkną. Pewnie spodziewały się R5, a nie dziewczyny o której istnieniu nie wie prawie nikt.
Przeciskam się przez tłum i wchodzę do naszego busa, którym podróżujemy i śpimy, gdy nie mamy zarezerwowanych hoteli. Nie śpimy na fotelach, tylko w łóżkach piętrowych rzecz jasna.
Wchodząc do busa zauważam Rylanda, która odbiera pieniądze od jakiś dziewczyn.
Pewnie kolejne VIPY. Super.
- Cześć Candi. - mówi, gdy w końcu mnie zauważa.
- Cześć. Znowu czas na zdjęcia, całusy itp.? - pytam
- Jasne że tak. Bynajmniej ja coś z tego mam - odpowiada. Gdy zdaję sobie sprawę z tego co powiedział, dodaje - jak chcesz możesz ze mną prowadzić ten interes. Też coś zyskasz.
- Nie dziękuję. Wystarczy mi gdy mamy spokój.
Z 30 minut później jest już godzina 23, a ja jestem już po prysznicu, przebrana i gotowa do spania.
Gdy wychodzę z kabiny w busie nadal znajdują się te dziewczyny, przeglądające moje rzeczy.
- Ja nie mogę!!! To bielizna Rydel! - krzyczy jedna, trzymając w ręce mój biustonosz - jak na sławną, nosi zwykłą bieliznę.
- Bo to nie jest bielizna Rydel - słyszę głos Rossa z tyłu. Odwracam się, i widzę tam całą ekipę R5, którzy najwidoczniej też są już wyczerpani.
Fanki zaczynają nam mdleć, piszczeć, skakać, krzyczeć i tym podobne, kiedy ja spinam się na swoje łóżko górne i załączam telefon, by móc zadzwonić do Belli.
Różnica czasu nam pozwala - u nas jest północ, u nich południe. Gdy kończę z nią gadać, ostatnie dziewczyny robią sobie selfi z Rossem całując go w policzek. Patrzę na zegar - 2:37. Tak, to idealna godzina na całowanie Rossa.
- Dzięki że wpadłyście - żegna się z nimi Rocky
- Nigdy więcej - szepcze do mnie Ross, zaglądając na górne łóżko.
W końcu fanki opuszczają naszą przestrzeń. Gdy drzwi się zamykają, Ross zaczyna narzekać:
- Rydel, przynieś mi zimny okład, pliiis - mówi, na co ja wybucham śmiechem
- Mocno oberwałeś? - dopytuje się Ell
- Tak. Zwłaszcza w męskie narządy - wyśmiewa się Riker
- Ha,ha, ha - odpowiada wrednie Ross
- Nie wiem jakim cudem wytrzymaliśmy nie śmiejąc się z tego - kontynuje Rocky
- Możemy się z tego wszyscy pośmiać teraz - dodaje Rydel po czym wszyscy wybuchają śmiechem, oprócz mnie i Rossa.
Wszyscy śmieją się i dodawają jakieś komentarze jeszcze przez 5 minut, podczas gdy ja siedzę na tablecie, a Ross próbuję zachować powagę. Zawsze taki jest - najwięcej się śmieje z nas wszystkich, ale zawsze próbuję zachować powagę.
Nie no żartuję. On nigdy nie zachowuję powagi, a rzuca jeszcze gorszymi ripostami.
Gdy atmosfera zostaje opanowana, rodzeństwo Lynchów zaczyna się szykować do spania.
Ross dalej się we mnie wpatruję.
- Co się tak patrzysz? - pytam po chwili, gdy zaczynam się nieco stresować
- Patrze na moją księżniczkę. Nigdy mnie nie wyśmiejesz, prawda? - pyta z wielkim bananem
- Nie no... czasami warto się pośmiać.
- Tak wiem. - mówi po czym od razu chwyta się za biodro. Musiało go coś zaboleć. - Wszystko dobrze???
- Jak widać nie. Wszystko mnie boli. Tamta dziewczyna nie była za lekka - mówi, sięgając po piżame
- Pomóc ci... no wiesz - proponuję, a on robi swoje brewki - ubrać piżamę???
- Jasne. Jakbyś mogła. INNYCH TO NAJWYRAŹNIEJ ZA BARDZO NIE OBCHODZI - ostatnie zdanie mówi głośniej, by wszyscy usłyszeli.

Gdy wszyscy jesteśmy już gotowi, słyszę wibracje mojego telefonu.
Spoglądam na wyświetlacz - Bella.
Dziwne. Przecie godzinę temu z nią rozmawiałam.
B: Halo! Candi?!
C: Tak, To ja. Czego chcesz? Wiesz która jest godzina?
B: No baa, jest przecież 13:50.
C: No raczej 3:20, ale okey.
B: A tam walić to.
C: Nie walić Bella!! Jestem zmęczona!
B: No i co?! Nie mam co robić!
C: To pobaw się z Neymarem.
B: Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.
C:Bella!
B: Co!
C: Jak ci się tak nudzi... to nie wiem. Kurde idź pobiegaj czy coś.
B: Ale mi się nie chcę!
C: To idź spać.
B: Łóżko jest za daleko.
C: To poproś piłkarza.
B: Candi!
W tym momencie Riker wyrywa mi telefon, i przełańcza na głośno mówiący.
O nie. To nie skończy się dobrze. Albo Bella mnie znienawidzi, albo w końcu się wyśpie...
R: Cześć, z tej strony Riker, najstarszy z Lynchów i ulubiony Candelari - puszcza do mnie oczko
- No chyba coś ci się pomyliło! - krzyczą równocześnie Ross i Rydel, na co wybucham śmiechem.
R: No a jednak nie - Riker kontynuuje rozmowę - Candi nie jest obecnie dostępna, ale za to jest śpiąca, a ja także chciałbym się wyspać.
B: A co mnie to? I to ja jestem ulubienicą Candi, niczego sobie nie wmawiaj!
R: Okey, więc zaraz się rozłączę, ale mam jedno pytanie.
R: Masz może jakieś zdjęcie Rossa w różowych włosach?!
Ross z całej siły bierze poduszkę i zaczyna nią walić Rikera, na co on zaczyna się śmiać.
Prawie upuścił mój telefon, ale Ellington w ostatniej chwili go złapał.
- Dzięki - mówię do niego
- Nie ma za co. - puszcza mi oczko.
- Rocky uspokój ich, pliiiis - zwracam się do bruneta
C: Okey, serio Bella, ale muszę kończyć.
B: Okey. Masz pozdrowienia od Neymara
C: Co?
B: Nie no żartuje. Dobranoc.
C: Dobranoc.

W końcu się rozłańczam.
Zanim się orientuje, wszyscy są już w łóżkach.
Oczywiście Ross nie jest na swoim miejscu, tylko na moim łóżku.
Nic już nie mówiąc zgaszam światło, i kieruję się do swojego posłania.
- Przesuń się chociaż - zwracam się do niego
On tylko lekko się uśmiecha, i przybliża się w stronę ściany.
Po dłuższej chwili obejmuje mnie ramieniem.
- Ale wiesz, że ja potrafię kopać? - ostrzegam go
- Wiem - odpowiada szeptem i całuję mnie w czoło.


____________________________________________
Hm.... co by tu napisać...
No przecież nic trudnego! 3 miesiące nie było rozdziału, co to tam...
A w tym właśnie czasie osiągnełyśmy już prawie 2000 wyświetleń!!!
Naprawdę jesteśmy wdzięczne, no chociaż ja jestem...
Na pewno zauważyliście, że kolejny rozdział miał być pisany przez Bellę.
Ale ilekroć mówiłam jej "Napisz ten cholerny rozdział!" odpowiadała; " Napiszę!!!", a potem po cichu dodawała : " Ale nie dzisiaj".
Co za leń. Pewnie nawet nie zorientuje się że napisałam za nią rozdział XDD
No ale najmocniej was przepraszam, bo wiem, że jest tu was naprawdę sporo.
Gdyby pojawił się jakiś komentarz wogóle byłoby mega *_*
Postaram się zaciągnąć Belle " do roboty ". Po tak długiej przerwie, trzeba to chyba nadrobić ;)

~TiNAma~ (wow, jeszcze pamiętam swój podpis!).

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 36 - kłótnia

*Candi*

Gdy pożegnaliśmy się już z Bellą z jakieś 5 godzin próbowaliśmy zmyć ten różowy kolor z włosów Rossa. Dobrze wiedziałam, że Bella coś mu zrobi, ale włosy mogła zostawić. I tak dobrze, że w końcu się zmyły...
Po dłuższej pielęgnacji włosów weszliśmy do mojego pokoju.
- Wreszcie - powiedział Ross wchodząc do pokoju.
- No w końcu. Mogę cię o coś zapytać? - spytałam
- Jasne.
- To prawda, że twoje włosy robią się zielone od wody morskiej?
- Tak, rozjaśnianie ma swoje wady. A co?
- Nic... Jak tyś mógł grać w Teen Beach?
- Nie wiem... jakoś wtedy mi się nie farbowały.
Obydwoje zaśmialiśmy się pod nosem, gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Candelarko, mogę wejść? - usłyszałam głos mojej cioci.
- Jasne. Wchodź ciociu - odpowiedziałam
Weszła do pokoju. Zobaczywszy Rossa tylko z ręcznikiem okrytym dookoła bioder, zaniemówiła. Ale na szczęście nic na ten temat nie mówiła. Kochana ciocia. Umie trzymać język za zębami. Nie to co mama...
- Możemy porozmawiać? - spytała, siadając na krześle obok biurka.
- Oczywiście. Zostawisz nas same? - zwróciłam się do Rossa.
- Nie, nie. On niech zostanie. W sumie przyda mi się jego wsparcie - powiedziała ciocia, lekko mnie niepokojąc
- Okey... Więc o czym chcesz rozmawiać? - zapytałam
- O twojej mamie - odpowiedziała
- Już możesz opuścić pokój - walnęłam prosto z mostu
- Ona cię kocha. Naprawdę trudno jej to pokazać, ale naprawdę jej na tobie zależy.
- Nie ciociu. Przez 12 lat się nie odzywała ani słowem, a teraz nagle sobie wraca i mówi mi jak mam żyć. Coś się tutaj naprawdę nie zgadza.
- Wiem, że czujesz do niej małą nienawiść... ale naprawdę, spróbuj z nią porozmawiać.
- Nie chcę, naprawdę. Znowu będzie mi wytykała błędy i to, że żyje
- Oni cię kochają. Zarówno twoja matka jak i ojciec.
- Ojca już z nami nie ma ciociu. Kochanek mamy nie potrafi zastąpić nam prawdziwego ojca...
- A skąd ty o tym wszystkim wiesz?
- Zawsze to wiedziałam. Czekałam tylko, kiedy mi o tym powiecie.
- Oj Candi...
- Wiem ciociu - przerwałam jej - namawiasz mnie, żebym odnowiła relacje z matką, bym się z nią dogadała... ale ja nie potrafię. Nie potrafię stanąć przed nią i wyznać jej miłość, trudno mi jest nawet mówić do niej mamo. Naprawdę, zrozum mnie ciociu.
Kobieta najpierw głośno westchnęła. Spojrzała na mnie, a potem na Rossa, który siedział na moim łóżku. Po chwili dodała:
- Powiedz jej, co cię gnębi.
- Ona tego nie zrozumie.
Po moich słowach wreszcie opuściła pokój.
Ross nic nie mówił. Wiedział, że to dla mnie delikatny temat. Resztę dnia oglądaliśmy film. Nie wiem nawet, kiedy usneliśmy.



Jeszcze wieczorem słyszałam krzyki mojej mamy i cioci. Bardzo się pokłóciły, głównie o mnie. Można powiedzieć, że się znienawidziły... Matka wzięła nawet swoje bagaże i wyszła chyba do hotelu. Naprawdę było ostro. Ciocia mówiła, że jeśli naprawdę kocham Rossa to nie ma na to wpływu, że mam z nim jechać w tą trasę itp... mama zaś była przeciwna wszystkiemu.
Obudziłam się dość wcześnie. Spojrzałam na Rossa, który spał jeszcze bardzo głęboko. Wspaniale było go tak oglądać, zwłaszcza, że jego włosy nie były już różowe... Wracając.
Wzięłam do reki odtwarzać mp3, który Ross podarował mi, gdy znowu byliśmy już razem, po całej tej aferze "z Mią". Wgrał tam wszystkie moje piosenki - oczywiście wszystkie swoje i R5, ale oprócz tego wszystkie te, których słucham. Właśnie kiedy miałam załączyć piosenkę "Pass Me by" usłyszałam znajomy głos kobiecy:
- Przepraszam!!!
Moja matka. Po co ona tu wróciła? Nie dość już zrujnowała mi życie?
- Nie masz prawa tam wchodzić! - usłyszałam krzyki mojej cioci
Ciocia. Moja matka. Ross w łóżku. To mieszkanie. O mój Boże. To nie może skończyć się dobrze.
Drzwi z sypialni otworzyły się z hukiem, a w nich stanęła moja rodzicielka.
- Jak możesz tu siedzieć! Po tym wszystkim!? - zaczęła krzyczeć, a mnie przeszły ciarki.
- Mamo... - zaczęłam, a ona odwróciła się do cioci stojącej już w drzwiach.
- Kim ty jesteś, żeby ją tak tu trzymać bezlitośnie?! Gdyby mogła już dawno była by w Włoszech, gdzie jej miejsce! - powiedziała moja mama, zwracając się do ciotki.
- Jestem jej ciotką i opiekunką, dla twojej wieści.
Ross obudził się z pomrukiem i otworzył oczy.
- O Fuck... co jest do jasnej cholery? - to były jego pierwsze słowa po tym, jak zobaczył diabła w czerwonej sukience.
- Chodźmy, Candelario.
- Nigdzie się nie wybieram. Na pewno nie z tobą. Dlaczego tu wogóle jesteś? - odpowiedziałam wrednie, wstając z łóżka.
-Bo jak już co mówiłam, chcę ci to wszystko wynagrodzić. Przyjeżdżam z Włoch specjalnie dla ciebie, odnajduję cię a ty mówisz mi, że znalazłaś miłość swoich marzeń i masz zamiar wyjechać z  nim w świat. Znacie się dopiero jakiś miesiąc... a ja nie będę stałą bezczynnie patrząc, jak ten dupek rujnuję ci życie.
- Nie waż się tak o nim mówić! - krzyknęłam
- Ten "dupek" to jej chłopak, paniusiu - powiedziała ciocia.
- Ach tak? Doprawdy? Cóż, ten chłopak ma zamiar zabawić się z naszą Candelarką, poopowiadać jej czułe słówka a potem rzucić jakby nigdy nic! Z takimi gwiazdeczkami zawsze tak jest!!! - kontynuowała moja matka. Po chwili dodała - Candelario, bierz swoje rzeczy. Idziemy.
- Nie zrozumiałaś, kiedy powiedziałam, że nigdzie się z tobą nie wybieram? - zaczęłam krzyczeć - Miałaś szansę odnowić ze mną relację, by było jak kiedyś, a ty co? Zawsze jesteś zapatrzona tylko w siebie!
- Zapatrzona w siebie? Myślisz, że jak znalazłaś sobie chłopaka, nauczyłaś się nakładać makijaż, nagle wiesz o życiu więcej niż ja? - choć krzyczała głośniej ode mnie, brzmiała tak, jakby się ze mnie śmiała - Cóż, mylisz się. Tylko dlatego, że oddałaś się temu... popblondasowi nie znaczy, że jesteś kobietą! Jesteś tylko małą dziewczynką. Naiwną, łatwowierną dziewczynką. A teraz bierz swoje rzeczy, albo zrobię to za ciebie!
- Nawet nie dotkniesz jej rzeczy - wypluł z siebie Ross - Nigdzie z tobą nie pójdzie. Zostanie tu, ze mną, gdzie jest jej miejsce.
Moja matka podbiegła do niego, a uśmiech zniknął jej z twarzy.
- "Gdzie jej miejsce"??? Nie jesteś dla niej właściwy... i nie zostanie z tobą.
- Posłuchaj mnie uważnie - wtrąciła się ciocia - Oni są już dorośli. Mają prawo decydować o swoim życiu. Jeśli chcą być razem, proszę bardzo. Jeśli chcą tu zostać...
- Nie mogą tu zostać! Po za tym, Candelaria nie jest jeszcze pełnoletnia! Zostały jej jeszcze dwa miesiące!!!
Dwa miesiące? Jakie dwa miesiące, ja się pytam? Ona... nie wie, kiedy mam urodziny? Pewnie dlatego prezenty zawsze przychodziły opóźnione...
- Dwa miesiące? Jakie dwa miesiące?! Został jej już tylko tydzień! - wydarła się moja ciotka
- Co ja słyszę? Coś ci się pomyliło.  Wrzesień, jest dopiero za dwa miesiące.
Ross spojrzał na mnie współczującym wzrokiem. Spojrzałam na niego, a moje oczy napłyneły łzami, gdy tylko sobie pomyślałam, że moja własna matka nie wie, kiedy mam urodziny.
- Ona ma urodziny za tydzień - poprawił ją Ross
- Co? Nie... ona ma dopiero za... - zaczęła moja mama
- Za tydzień - dokończyła ciotka
Matka spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem, ale i wzrokiem pełnym pogardy. Jakby się nigdy nic nie stało.
- Candi, chyba powinnaś iść z mamą - powiedziała nagle moja ciocia
- Co? - powiedział za mnie Ross dokładnie tak, jak gdyby czytał mi w moich myślach
- To. Twoja mam naprawdę... musicie dużo nadrobić, a ten chłopak w tym wszystkim nie pomaga - wytłumaczyła. Więc ona już też przeciwko mnie?
- Chyba słyszałaś już dość. Idziemy - powtórzyła moja matka
Złapała mnie za ramię i próbowała wyciągnąć z pokoju. Gdy zaczęła mnie ciągnąć, uwolniłam swoją rękę z jej uścisku, i zaskakując wszystkich w pokoju, stanęłam za Rossem. Jego usta otworzyły się szeroko jakby nie wiedział, co teraz zrobię. Ciocia i mama miały równie podobne miny.
- Candelario, nie bądź głupia! Chodź tu! - rozkazała mi moja matka.
Ja za to w odpowiedzi zacisnęłam palce na przedramieniu Rossa i pozostałam ukryta za nim. Chciałam tylko tego, żeby moja matka sobie poszła.
- Candi - moja matka zrobiła krok w przód, a Ross sięgnął za mnie, żeby mnie objąć. By mnie przed nią ochronić.
- Trzymaj się od niej z daleka - ostrzegł mamę
- To jej córka. Nie masz prawa stawać między nimi - wytłumaczyła mu ciocia. Ja nadal stałam w bezruchu.
- Nie mam prawa? To ona nie ma prawa wchodzić tu do pokoju i mówić jej, co ma zrobić ze swoim życiem! - wydusza z siebie chłopak
- Po prostu jest głupia i nie wie, co dla niej dobre...
- Przestańcie mówić o mnie, jakby mnie tu nie było! Jestem tutaj i jestem już dorosła, mamo.  - oznajmiłam
- Posłuchajcie mnie dobrze wszyscy! - zaczęła krzyczeć moja matka - Candelrio, ty idziesz ze mną, czy tego chcesz czy nie. A wy wszyscy pozostali, nie macie prawa się mieszać!!!
- Nie idę z tobą - powiedziałam w końcu
Ross i ciocia patrzeli na mnie współczującym wzrokiem, a matka znowu wyciągneła ku mnie rękę.
- Nie jesteś tu mile widziana! Nigdy więcej się tu nie pokazuj! - w końcu udało mi się odezwać - Za kogo ty się masz? Wchodzisz tutaj i myślisz, że masz prawo mówić mi, jak mam żyć?! Nie wiesz nawet kiedy mam urodziny! - przepchnęłam się obok Rossa i stanęłam z nią twarzą w twarz - Nie chce mieć z tobą nic wspólnego! Nikt ani nic nie chcę! Właśnie dlatego jesteś nadal sama po tych wszystkich latach. Nikt cię nie chcę! Jesteś okropna i zarozumiała! Nigdy nie będziesz szczęśliwa!
- Jestem sama bo tak postanowiła. Nie jestem taka jak ty. Nie potrzebuje nikogo do szczęścia. Ja nawet nie chcę być taka jak ty. Gdybym wcześniej wiedziała, co się z tobą stanie, nie pozwoliłabym ci zamieszkać w Polsce!
- Jak ja?! Nie muszę być z nikim! Po za tym, ty nic o mnie nie wiesz. Nie pamiętasz nawet mojej cholernej daty urodzin! I co? Myślisz, że jeśli się pojawiłaś po 12 latach, to teraz wszystko będzie dobrze? Otusz mylisz się! Nie masz racji! Mam tego ku... dość!
- To jasne, że nie potrafisz żyć w samotności. Czy to przez swojego ojca?
W tym momencie nie wytrzymałam. Z początku mówiłam wolno, ale potem straciłam nad sobą kontrolę:
- Nienawidzę cię. Naprawdę cię nienawidzę. To przez ciebie odszedł. Bo nie mógł z tobą wytrzymać! I nie winię go. Tak naprawdę żałuje, że nie wziął...
W tym momencie poczułam rękę Rossa zaciskającą się na moich ustach, a jego silne ramiona przyciągnęły mnie do jego klatki piersiowej.
Już nic więcej nie powiedziałam. Nie miałam siły. Czułam, jak moje łzy spływają po ręce Rossa.
- Powinnaś już iść - zwrócił się Ross do mojej matki, a ja próbowałam się wyrwać z jego uścisku.
W końcu opuściła pokój, razem z moją ciocią. Zaczęłam płakać mocno wtulona w Rossa, który trzymał swoją dłoń na moich włosach, przyciągając mnie do siebie.
Nagle usłyszałam otwierające się drzwi.
- Już ci coś mówiłam... wynoś się z mojego życia... Nienawidzę cię! - wyrwałam się z uścisku i wzięłam poduszkę, po czym rzuciłam nią w kierunki drzwi.
W drzwiach nie stała moja matka, ani ciocia. Jeszcze gorzej. W drzwiach stał Leon, a za nim Katy, Mary, Kuba, Matylda... no i Mateusz.
Stanęli jak wryci. To ja powinnam tak stać.
- Przepraszam... - tylko tyle zdołałam wydusić z siebie - wchodźcie. Już się uspokajam.
Weszli wszyscy do pokoju, po czym usiedli na moim łóżku. Ross siedział przy biurku, a ja wycierałam swoje łzy w chusteczkę.
- Więc... dużo słyszeliście? - spytałam, stając obok Rossa.
- Tak... wszystko - pocieszyła mnie Matylda - Dziewczyno, jak pojechałaś.
Katy szturchnęła ją w ramię, po czym dziewczyna się zamknęła.
- Co tu robicie? - dodałam po chwili
- Mamy trochę pytań, ale skoro jesteś zajęta nie będziemy ci przeszkadzać - odpowiedział Mateusz
- Nie, spokojnie. Trochę się zdenerwowałam... już mi przeszło. No prawie.
- Okey... może gdzieś gdzieś dzisiaj wyskoczymy? - spytał po chwili Leon
- Nie. Dzięki.  Jestem już dziś zajęta. Serio dopiero wstałam, a wy znowu tu jesteście - powiedziałam, próbując rozluźnić atmosferę
- Nie no serio. Myśleliśmy ja, ty, Mateusz i Bella... - zaczął Leon - No i Ross w sumie też może iść.
- Ej! A ja? - oburzyła się Matylda - Znaczy no ja, Kuba, Katy, Mary...
- Bez was. Dajcie nam odpocząć jeden dzień - wydusił z siebie Mateusz.
Wszyscy zaczeliśmy się śmiać, no oprócz Matyldy.
Gdy Ross zobaczył że spuściłam głowę i pierwsza przestałam się śmiać, wziął mnie za rękę i posadził na swoich kolanach, obejmując mnie przy okazji i całując w czoło.
Wszystkich zamurowało. Nikt nie wiedział, co powiedzieć.
- Jak chcesz, możemy iść z twoimi przyjaciółmi - powiedział pierwszy Ross
- Mówiłeś, że chcesz jeszcze pozwiedzać - broniłam się. Naprawdę nie miałam zamiaru z nimi nigdzie wychodzić.
- No tak... ale pochodzić możemy wszyscy razem - zasugerował
- No to jesteśmy umówieni. Wskoczymy jeszcze poinformować Bellę... - zaczął Mateusz, a mi się nagle rozjaśniło w głowie.
- A no właśnie... Belli tak jakby już z nami nie ma. - wydusiłam z siebie
- Co? Bella nie żyje? - krzyknęli wszyscy jednym chórem.
- Hach, Chciałbym... - szępnął do mnie Ross
- Nie...Żyję. Znaczy chyba...
Wytłumaczyłam im wszystko. No to, że jest w Barcelonie, że jest w ciąży itp. Wszyscy słuchali ze zdumieniem, Matylda najwidoczniej była zazdrosna, a Mateusz trochę przybity tym wszystkim.
- A szkoda. Bella w sumie mogła zostać jako jedyna - powiedziała w końcu Katy
- Dziękuje - wydusiłam z siebie
- Dobra, my już pójdziemy. Co powiecie na piżamaparty u mnie? - spytała Matylda
- Nie mogę. Nie zostawię tak Rossa - wytłumaczyłam
- Ale ja nie mówiłam do ciebie.
- Spoko... jasne. Rozumiem.
W końcu pozostali opuścili pokój. Zostaliśmy tylko ja, Ross, Leon i Mateusz.
- No więc... dobrze się Belli wiedzie? - spytał po dłuższej chwili Mateusz.
- Nie mam niebieskiego pojęcia. Wczoraj wyjechała...
- A ty już za ni tęsknisz - dokończył za mnie Leon
- Tak. Katy, Mary tego nie zastąpią... Matylda to już wogóle - powiedziałam.
- Potrzebujesz kogoś przytulić - dodał nagle Ross. Zupełnie tak jakby czytał mi w myślach.
W sumie zawsze w takich sytuacjach leciałam do Belli... to ona mnie zawsze wspierała, pocieszała... przytulała, a na koniec obie się ze wszystkiego śmiałyśmy.
- Czytasz mi w myślach - powiedziałam i przytuliłam się do chłopaka.
- Co powiecie na... mały melanż? - spytał po chwili Leon
- Ja odpadam... mam dzisiaj trening - odpowiedział Mateusz
- Acha. Jakby te treningi ci pomagały - zgasił go Leon
- Nie. Dzięki, ale ja wolę zostać dziś w domu - oznajmiłam
- Jak wolisz - powiedzieli chórem i opuścili mój pokój.

_______________________________
Cześć wszystkim znowu ;3 z racji że są wakacje, od jutra aż do 17 sierpnia mnie nie będzie, więc rozdziału oczami Candi nie będzie ;( Za to Bella doda z pare rozdziałów, więc nie macie się o co martwić ;)

~~TiNAma~~











sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 35 - ,,Witamy w rodzinie Bella,,

*Bella*

Obudziłam się w moim pokoju. Tęskniłam za nim. Nie mogę uwierzyć, że śpię w nim prawdopodobnie ostatni raz. Odwróciłam się w drugą stronę gdzie zobaczyłam śpiącego Neymara. Był taki słodki. Kiedy jednak przybliżyłam się do niego poczułam zapach alkocholu. No tak. Przypomniałam sobie wczorajszą imprezę. Trzeba przyznać, że nie źle się poupijali. Nawet Candi, która nigdy nie była w takim stanie. Zawsze to ja z naszej dwójki byłam pijana a nie Candi.
Wstałam z łóżka i zaczęłam pakować pozostałe rzeczy do walizek i pudeł.
- Kochanie, gdzie ja jestem? - usłyszałam głos brazylijczyka.
- W moim pokoju.
- Ale jak ja się tu dostałem?
- Przyleciałeś razem ze mną samolotem.
- Chodzi mi po imprezie.
- Aaaaa chłopcy pomogli mi tu ciebie przynieść.
- Aha. A co ty robisz?
- Pakuje rzeczy. Przecież dzisiaj jedziemy do Barcelony.
- A no tak.
Wzięłam ubrania na dziś i poszłam do łazienki. Ubrałam to...

Następnie zeszliśmy na dół na śniadanie.
W kuchni czekali już moi rodzice.
- Dzień dobry wszystkim. - powiedziałam.
- O dzień dobry kochanie. - odpowiedzieli.- Jak się wam spało?
- Nawet dobrze gdyby nie jeden osobnik co mi całe łóżko zajmował. - powiedziałam i popatrzyłam na Neymara.
- Któreś z was mogło spać na kanapie.
- Nie, muszę się do tego przyzwyczajać. - powiedziałam z uśmiechem.
- Masz trzy sekundy żeby uciec. - powiedział Neymar z chytrym uśmiechem. Powoli wstałam i oddalałam się od stołu.
- Trzy! - zawołał i zaczął mnie gonić.
- A gdzie jeden i dwa?
- Zacytuję ,,musi się przyzwyczajać,,.
- Hahaha bardzo śmieszne.
Lataliśmy po całym domu. Kiedy byliśmy już w pokoju on przeskoczył przez kanapę i wziął mnie na ręcę.
- Puść mnie, rozumiesz? Czekaj, nie zbliżaj się do basenu. Nie!
Plusk!
Okazało się, że nie tylko ja wpadłam do wody. Kiedy mnie puścił ja pociągnęłam go za koszulkę.
- Jak dzieci. - powiedziała mama kiedy zobaczyła nas w basenie w ubraniach.
- To on mnie wrzócił. - pokazałam palcem na Neymara.
- To ona zaczęła. - pokazał palcem na mnie.
- Dobrze dzieci chodzcie na śniadanie.
Wyszliśmy z basenu i poszliśmy się przebrać. Ponownie zeszliśmy na śniadanie.
- siadajcie już do stołu.
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
- O której lecicie?
- Nie wiemy jeszcze.
- Jak to nie wiecie?
- Lecimy prywatnym samolotem Neya. Przecież nie zabrałabym tych wszystkich rzeczy. Jeszcze pójdziemy do Candi. Chciałabym się z nią porzegnać.
Po śniadaniu poszliśmy do Candi. Wpuściła nas jej ciocia.
- Hej - powiedziałam.
- Cześć. - odpowiedziała Candi.
- Przyszliśmy się pożegnać. A gdzie Ross?
- Poszedł umyć włosy.
- Laluś. - chrząknął Neymar.
- Beeelllaaaaa!!! - usłyszeliśmy krzyk z łazienki.
- Chyba właśnie skończył. - powiedziałam ze śmiechem.
- Co zorbiłaś? Co? - zapytał Neymar.
- Zaraz zobaczysz.
W tej chwili wszedł Ross w różowych włosach.
- Tyyy... - powiedział i pokazał na mnie palcem.
- No widzisz teraz już masz zafarbowane włosy. - powiedziałam ze śmiechem.
Neymar również zaczął się śmiać.Nawet Candi.Ross podszedł do lustra i zaraz odskoczył w tył.

- To ode mnie żebyś mnie zapamiętał. - powiedziałam.
- Na pewno zapamiętam cię na długo.
- No to do zobaczenia. - powiedziałam i przytuliłam Candi.
- Będę tęsknić.
- Ja też.
Pożegnałyśmy się z Candi.
- No Ross nigdy cię nie lubiłam ale i tak będę tęsknić za tymi różowymi włosami. - powiedziałam.
- No Bella ja tak samo cię nie lubiłem ale też będę tęsknić za twoją głupotą. - powiedział Ross.
- No to do zobaczeczenia Neymar. Dbaj o Bellę i pilnuj ją żeby za bardzo się nie zabawiała tam w Barcelonie beze mnie. - powiedziała Candi.
- Tak będę pilnować. Do zobaczenia Candi. - odpowiedział Neymar. - To co my będziemy się zbierać.
- Czekaj, czekaj jeszcze dwie osoby muszą się pożegnać.
- Musimy?
- Musicie. - odpowiedziałyśmy jednocześnie z Candi.
- No dobra. To pa stary. - powiedział Ross.
- To pa młody. - odpowiedział Neymar. - To co idziemy?
- Tak.
Jeszcze raz się pożegnaliśmy i wyszliśmy z domu Candi.
- To teraz jeszcze do domu po rzeczy i lecimy.
Poszliśmy do mojego pokoju wzięliśmy wszystkie rzeczy i zanieśliśmy do samolotu. Teraz tylko zostało pożegnać się z rodzicami.
- No to do zobaczenia. - powiedziałam.
- Do zobaczenia kochanie. Będziecie nas odwiedzać, prawda?
- Oczywiście, że tak. Ale już w trójkę. I tak przyjedziecie do nas do Barcelony.
- Przyjedziemy kiedy tylko będziemy mogli.
- Dobrze. Pa. - powiedziałam i wszyscy się przytuliliśmy.
- Zajmuj się Bellą i dzieckiem.
- Oczywiście.
Jeszcze raz się pożegnaliśmy i wylecieliśmy.
- Leżałam oparta o piłkarza.
- Ej Bella, jak podmieniłaś Rossowi szampon?
- Kiedy wczoraj do nich przyszliśmy. Wiedziałam, że będzie mył włosy wieczorem albo rano.
-   Moja niegrzeczna dziewczynka. - powiedział ze śmiechem.
- Dlatego uważaj chyba, że też chcesz tak skończyć. - oznajmiłam grożąc palcem.
- Boję się ciebie.
- No bo masz czego.
Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu.
Dom był wielki. Weszliśmy do środka.
- Bella, cześć. - przywitali się koledzy Neymara, którzy byli na imprezie w Brazylii.
- Hej. - przywitałam się z każdym po kolei.
- Chodź. - powiedział Ney i zaprowadził mnie do salonu gdzie byli jego rodzice.
- Neymar już jesteś. - powiedziała jego mama i podeszła do nas. Zaczęli się witać z brazylijczykiem. Trochę to trwało.
- A kto to jest? - zapytał jego ojciec.
- A to jest Bella, moja... Nażeczona.
- Aaa... Czekaj co?
- Dobrze słyszeliście. Usiądźcie musimy z wami pogadać. - powiedział Neymar. - Więc tak jak jak już mówiłem jesteśmy z Bellą zaręczeni i będzie mieszkać z nami. Macie coś przeciwko?
- Nie, w końcu twoi koledzy też praktycznie z nami mieszkają.
- Aaa i jest jeszcze jedna sprawa... Bella jest w ciąży.
- Czyli kolejny wnuk?
- Tak.
Jego rodzice złapali się za głowę.
Trochę się na słuchaliśmy jak to znamy dopiero miesiąc i wogóle.
- No to co nic już nam nie zostało oprócz jednego. Witamy w rodzinie Bella. 

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 34 - ostatnia impreza

*Candi*

Gdy wyszliśmy już z lotniska, każdy udał się w swoją stronę; no znaczy ja z Rossem do "siebie", a Bella z Neymarem. Niby fajnie że się pogodzili, że razem wyjeżdzają... ja też jestem zadowolona. W końcu spotkałam swojego idola, który jest moim chłopakiem. A no właśnie zapomniałam... PRZECIEŻ TO MÓJ IDOL!!!
- Stój! - krzyknęłam, przed naciśnięciem klamki do mojego domu
- Co? Coś się stało?! - spytał Rossa, jak zawsze z wielką troską
- Tak... opowiadałam ci już, że od zawsze jesteś moim idolem, marzyłam o spotkaniu z tobą i wogóle? - spytałam
- Tak?
- No więc nie przeraź się wchodząc do mojego pokoju, no wiesz, jest tam dużo twoich twarzy - ostrzegłam
- Spokojnie, teraz będziesz podziwiać tą buźkę na okrągło. - powiedział i mnie pocałował, trzymając za policzek.
- No okey...
Uspokoiłam się i już miałam rękę na klamce, kiedy znowu ją puściłam.
- Super, i co ja powiem cioci? - krzyknęłam, opierając się o drzwi
- Nie wiem... może że wróciłaś, spotkałaś chłopaka swoich marzeń...
- I lecę z nim w podróż dookoła świata. Tak... to rozsądne. Weźnię mnie za ostatnią idiotkę!
W tym momencie otwarły się drzwi, o które byłam oparta. Oczywiście wylądowałabym na podłodze, ale mój książe z bajki znowu uratował mi życie.
- Niespodzianka! - usłyszałam nagle krzyki z głównego pokoju
- Co? - spytałam stawając na nogi.
W salonie ujrzałam swoją mamę, no i ciocię oczywiście.
Podeszła do mnie i przytuliła z całej siły, jak tylko mogła Odwzajemniłam gest.
- Co ty tu robisz? Przecież... cię tu nie ma... nigdy nie było...- nie umiałam nic z siebie wydusić
- Ale teraz jestem, by ci do wszystko wynagrodzić - odpowiedziała mama, głaszcząc mój policzek - Piękna... tak samo jak kiedyś
- Wtedy miałam 5 lat. Zmieniłam się trochę...
- Jak widać na lepsze - dokończyła
Ciocia i mama usiadły na kanapie, a ja nadal stałam zamurowana. Na szczęście Ross się nie wychylał.
- A skoro już tu jesteście... - zaczęłam i spojrzałam w stronę Rossa. On dodał mi otuchy - Chciałabym wam kogoś przedstawić. Kogoś, kogo poznałam w Rio, kogoś, kto wywrócił mój świat do góry nogami... - nieprzedłużając postanowiłam walnąć prosto z mostu - Ross, możesz już wyjść!
Chwilę później w drzwiach pojawił się blondyn. Był zaczerwieniony, w końcu tak samo jak ja nie wiedział, że spotka tu moją mamę.
- Dzień dobry - przywiał się, lekko zdenerwowany
- Candelario... - zaczęła moja ciotka
- Wiem wiem, co wy o tym myślicie - przerwałam jej - tak wiem, co mówiliście. Nie umawiaj się z blondynami, z chłopakami, którzy dbają o swój wygląd, którym zależy tylko na jednym...
- Nie oto chodzi - przerwała mama
- A o co? - dopytywałam się
- Wiem, że prawdę może boleć...- mówiła mama, a mnie ściskało w żołądku - ale ten chłopak jest bardzo podobny do tego z twoich plakatów, Candi. Czy nie dlatego, z nim jesteś?
Odetchnęłam z ulgą.
- Ale on tak jakby... jest tym na plakatach.
I nagle tak jakby na zawołanie wszyscy zamilkli.
- CO ty sobie wyobrażasz, Candelario...
- Nic sobie nie wyobrażam. Ja po prostu...
- Myślisz, że jakiś popblondiś zapewni ci szczęście - dokończyła za mnie mama.
-To ja może wyjdę... - powiedziała ciocia
- Nie, zosatań - zasugerowałam - ja wracam do siebie.
Po tych słowach pobiegłam szybko na górę.
Wchodząc do pokoju zobaczyłam plakat Rossa - przypomniało mi się, że o nim zapomniałam.
Szybko zbiegłam z powrotem na dół, gdzie go znalazłam.
- Zapomniałam o Rossie - powiedziałam i pociągnęłam go do pokoju
Wchodząc trochę zamilkł, nie spodziewał się chyba aż tylu plakatów... no trudno.
- Wiedziałaś... że twoi rodzice tu będą? - spytał, rozpakowując walizki.
- Gdybym wiedziała, nie byłoby nas tutaj. - odpowiedziałam, szykując się do kąpieli
Podeszłam do swojej komody i wyciągnęłam moją ulubioną piżamę.
- Mogę cię... zostawić tu samego? - spytałam
- W jakim sensie?
- No chciałabym iść wziąść prysznic.
- Jasne. Przecież nie będę tu sam... - zająkał się - w końcu będę tu ja jako Ross Lynch, jako Austin Moon, nawet jako Brady, jako Young Florist, będę nawet bez koszulki i z całą rodzinką... - zaczął pokolei wskazywać moje plakaty porozwieszane po całym pokoju.
- Bardzo śmieszne. Wrócę jak najszybciej.
Powiedziałam i wyszłam wziąść prysznic, tak jak było to zamierzone.
Wracając dostrzegłam, że drzwi mojego pokoju są uchylone, a przecież zamykałam je przed niechcianym gościem.
Wchodząc zastałam moją matkę, rozmawiającą z Rossem. Zarombiście
- Mamo? - spytałam - co ty tu robisz?
- Ja? Nic wielkiego. Rozmawiałam sobie z twoim chłoptasiem...
- O rzeczach, które nie powinny mieć miejsca i o tym, jak bardzo twoja matka chce nas rozdzielić - odpowiedział blondyn z bladniejącym uśmiechem
- To prawda? - zwróciłam się do matki
- Jasne że nie. Będziesz wierzyła temu chłopakowi, czy własnej matce?
Ucichłam. Odpowiedz była chyba oczywista.
- Co się z tobą działo przez te 12 lat...
- Dojrzałam i wiele rzeczy zrozumiałam. Łącznie z tym, dlaczego tata nas zostawił.
Straciłam nad sobą kontrolę.
- Coś ty dziecko powiedziała? - dopytywała się mama
- A to, co właśnie usłyszałaś. - podeszłam bliżej do matki - całe życie w kłamstwie, ładnie to tak?
- Jak ty się do mnie odzywasz?!
- Tak jak na to zasługujesz. Może miałam 3 latka, ale i tak dużo zrozumiałam, i nadal to wszystko pamiętam. Później pojawił się z nienacka twój kochanek i oboje wmawialiście mi, że to mój biologiczny ojciec.
Mamę zamurowało. Rossa w sumie też.
- Skąd to wiesz?
- Wszystko pamiętam. Nie byłam taka naiwna, jak ci się wydawało.
Po tych słowach mama opuściła mój pokój, a ja zatszasłam za nią drzwi.
Usiadłam padnięta na łóżko i schowałam głowę w rękach. Te parenaście lat oduczyło mnie chyba szacunku do rodziców...
- Chcesz o tym pogadać? - zaproponował Ross
- Nie. Nikt o tym nie wie. Nawet Bella. I nikt więcej ma nie wiedzieć. - powiedziałam
- Jasne. Twoja mama serio mnie nie lubi - odpowiedział wstając z łóżka
- Co ci powiedziała?
- Że mam się od ciebie odwalić, nie zatruwać ci życia, zostawić cię w spokoju...
- Użyła aż takich słów?
- Gorszych.
Wszystko zrozumiałam.
Może faktycznie przesadziłam z moim "ojcem" ale ta kobieta nie będzie mi mówiła, jak mam żyć i co robić dalej.
Ross wyjął swoje rzeczy z walizki i zaczął się przebierać.
Krótko później poszliśmy spać.



- Candelarko, śpisz jeszcze? - obudził mnie głos mojej cioci
- Tak... a co? - spytałam, przecierając oczy
- Po pierwsze; spałaś z nim w jednym łóżku???
- Tak. Coś w tym złego? - oburzyłam się
- Tak. Po drugie masz gości.
- O nie... kogo? - dopytywałam się
- Tą przyjaciółkę z którą jechałaś i jakiegoś chłopaka.
- Wpuść ich.
Ciocia wyszła z pokoju, a wprowadziła Neymara i Bellę.
- Cześć Candi - powiedzieli wchodząc do pokoju
- Cześć - odpowiedziałam, siedząc już na łóżku
- Czy ja dobrze widziałam? Ta kobieta w pokoju na dole, to twoja mama? - spytała Bella
- Tsa... zrobiła mi niespodziankę.
- Co w tym dziwnego? - oburzył się piłkarz
- Candi nie mieszka z rodzicami. - wytłumaczyła Bella
- Ach tak? Myślałem że sierota - dodał po chwili
- Masz farta, że Ross śpi... - zaczęłam
- Coś ty powiedział? - usłyszałam głos Rossa
- Ooo obudził się nasz królewicz
- Mój królewicz
- Jej królewicz - powiedziałyśmy z Bellą w tym samym momencie
- Tak. A to moja księżniczka. I nawet gdyby była sierotą kochałbym ją tak samo - mówił Ross, leżąc wciąż na łóżku i obejmując mnie w tali z tyłu.
- W każdym razie - przerwała mi Bella - Neymar chciałby zwiedzić miasto
- Co tu zwiedzać?
- Nie mam pojęcia, ale chce zwiedzić.
- Ja też bym się przeszedł - dodał Ross
- Polska nie jest za ładna... w porównaniu z Brazylią to nic.
Nagle do pokoju weszła mama. Zobaczywszy nas wszystkich, a zwłaszcza mnie i Rossa stanęła wryta jak słup. Ross chciał mnie puścić, by uniknąć problemów, ale ja go przytrzymałam.
- Co wy tu wszyscy robicie? - spytała po chwili
- Cześć mamo. Tak świetnie nam się spało. - powiedziałam wrednie
- Co wy wszyscy tutaj robicie?
- Oni przyszli, a ja tu spałam - wytłumaczyłam wstając z łóżka
- Masz gości. Znowu. Ale tym razem ci z polski - przekazała i wyszła za drzwi
- O nie!!! - Krzyknęłyśmy głośno z Bellą
- Idziemy po was dałny! - usłyszałyśmy głos Kuby z dołu
- Ross, Neymar, szybko do szafy! - krzyknęłam
- Znowu? - zmartwił się Ross - Z nim?
- Słuchajcie, jak oni was tu zobaczą to dosłownie nie mamy życia - oświeciła ich Bella
Posłusznie weszli do szafy, chociaż mieli z tym trudności. Na szczęście szafa była prawie pusta - wszystkie rzeczy znajdowały się jeszcze w walizce.
Nagle do pokoju wbiła cała ekipa - Matylda, Katy, Mary, Mateusz, Kuba, i mój były - Leon.
- Przeszkadzamy? Tak wiemy - przywitała nas serdecznie Katy
- Co? Nie. Wcale. Po prostu zaskoczyliście mnie - powiedziałam.
- Wiemy. Chyba nie bez powodu jesteś w piżamie - zgasiła mnie Mary
- A no właśnie. Co wy robicie tu tak wcześnie? - uratowała mnie Bella
- Mamy zaszczyt zaprosić najśliczniejsze dziewczyny w mieście na imprezę w klubie nocnym - wytłumaczył nam Mateusz
- Co? Od kiedy jesteś taki śmiały? - spytałam nie dowierzając.
- Odkąd wyjechałyście nudno tu było. - wyjaśnił Leon
- Wcale nie. Mi odpowiadało - oburzyła się Matylda
- W każdym razie, poszłabyś ze mną, Candi? - spytał mnie nie spodziewanie Leon
- A ty Bella ze mną? - dodał Mateusz
W pokoju rozległo się głośne buczenie, ale ja dosłyszałam kaszel z szafy. Chłopcom musi się to nie podobać. Ciekawe co dla nich gorsze - to, że zapraszają nas inni czy to że są w jednej szafie.
- Dzięki Leon za propozycję... - zaczęłam
- Ale my nie idziemy dzisiaj - dokończyła Bella
- Co? Nie mówcie, że nie macie w co się ubrać - warknęła Katy
- Chodzi o chłopaków? Spokojnie, możemy iść same laski - ratowała sytuację Mary
- Ej! - oburzyli się Mateusz i Leon.
- Jak chcecie możecie iść ze mną... - przerwał Kuba
- Fuj. - krzyknęłyśmy razem z Bellą
- Posłuchajcie. Po prostu jesteśmy zmęczone podróżą - kontynuowałam
- To was nie usprawiedliwia - Matylda nie dała mi dokończyć
- Po za tym, mamy dziś piżama-party u Candi - wymyśliła na szybko Bella
- Dobrze. Będziecie przynajmniej razem wracać.
- Zgódzcie sie, no hej - powiedział Leon, obejmując mnie ramieniem
- Zgoda. Ale idziemy same - zaznaczyłam jasno, po czym chłopak mnie puścił
- Spoko - powiedziała Matylda - a co to za podkoszulek pod ścianą? - spytała dziewczyna, podnosząc podkoszulek Rossa
- To mojego brata. Spotkałam go w Brazylii... - wytłumaczyłam na szybko
- Przecież jesteś z Włoch - zdziwił się Mateusz
- Ale w Brazylii spotkałam Fede...
- Kogo? - spytali wszyscy jednym chórem
- Nie ważne. Możecie już iść. Musimy się ogarnąć - powiedziałam, po czym opuścili pokój.
- W coś my się wpakowały - spytała załamana Bella
- Jakbyśmy się teraz nie zgodziły, to wbili by nam na chatę, o czym obie dobrze wiemy - powiedziałam
- Poszli?! - usłyszałam głos chłopców z szafy
- Tak - odpowiedziałyśmy z Bellą
Otworzyłyśmy drzwi z szafy, i próbowałyśmy pomóc im się wydostać, kiedy drzwi znowu się otwarły, a w nich stanął Leon
- Candi, musimy porozmawiać - powiedział stawając w drzwiach
Szybko zatrzasnełyśmy drzwi z szafy.
- Co to było? - powiedział
- Chciałyśmy wybrać ubrania na imprezę - odpowiedziałam
- Aha ok. Możemy porozmawiać we dwójkę? Bella, Mateusz czeka na korytarzu - dodał po chwili
- O kurczę - jęknęła Bella po czym zostawiła mnie samą z Leonem. W sumie nie samą - w szafie nadal był Neymar i Ross.
- No więc... - zaczął chłopak
- Więc - powiedziałam
- Nie chcesz iść na imprezę, prawda?
- Nie. Ale już pójdę. W końcu i tak nie mam wyboru.
- Chyba jednak masz.
- Co? Ale jak to?
- Jeśli nie chcesz iść... to możemy pójść razem?
- Co? Gdzie?
- No do kawiarni... albo do centrum.
- Co? Dlaczego?
- Bo dawno się nie widzieliśmy, a chciałbym spędzić z tobą trochę czasu... - powiedział podchodząc do mnie bliżej i łapiąc za ręce
- Co? Dlaczego ze mną?
- Jak wyjechałaś zrozumiałem, że...
- Co? Że co?
- Że nadal cię kocham, Candelario...
- Nie mów do mnie Candelario - powiedziałam i puściłam się z rąk Leona
- Wiem, że tak lubisz. Kochałaś to, gdy kiedyś tak do ciebie mówiłem.
- Tak... ale to było kiedyś.
- Wcale nie tak dawno.
- Chyba jednak...
- Dasz mi jeszcze jedną szansę? - walnął prosto z mostu
- Co? - usłyszałam głos Rossa, a zaraz potem cichy śmiech Neymara
- Co to było? - spytał się Leon
- Nic. Nic nie słyszałam...
- W każdym razie
- W każdym razie nie - nie dałam mu dokończyć
- Co? Dlaczego?
- Po prostu... okey, byliśmy razem, było nam dobrze...
- I znowu tak będzie. Candelario kocham cię!
- A ja kocham... - zająkałam się
- Co? - dopytywał się Leon
- Nie ciebie... - w końcu dokończyłam
- Poznałaś kogoś
- Nie to nie tak
- A jak?
- Zerwałam z tobą, bo zrozumiałam, że już cię nie kocham. - wytłumaczyłam
- Oboje wiemy, że jest inaczej
- Nie. Kocham... kocham...
- Tego Lyncha? Tak wiem ty kochasz blondyna a Bella piłkarza - wykrzyczał to z siebie
- Co? Ross jest moim idolem... po za tym to głupie. W końcu nigdy go nie spotkam...
- Ach tak?
- Ach tak. Jest moim idolem... kocham go...
- To szaleństwo. Bujasz się w kolesiu który nie wie, że istniejesz
 Zabolało mnie to. Chciałabym mu wygarnąć prawdę, ale wolę nie.
- Okey... posłuchaj.
- To ty posłuchaj. Chcesz zrobić ze mnie idiotę?
- Co? O czym ty mówisz?
-A gala muzyczna to co?
Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, że któryś z moich znajomych coś takiego ogląda.
Zamilkłam, a w tym czasie Leon opuścił mój pokój. Łał. Nie wiedziałam, że ktoś będzie to wiedział. Ale skoro wiedział... to po co pytał? Wszystko wydało się dziwne.
W końcu do pokoju weszła Bella.
- I co? - spytała Bella
- Koleś wyznawał Candi miłość - usłyszałyśmy głos Neymara
- Przymknij się - zgasił go Ross
- Nie jestem sama... - dodała Bella
- Co? - oburzył się piłkarz
- Łyso ci teraz? - odpowiedział Ross
- Musimy ich wypuszczać? - spytałam po chwili
- Nie. Mogą tu zostać, ale sory, sama do Barcelony nie polecę - powiedziała Bella
- Spoko. I tak zostajesz na nocowanie - powiedziałam, po co obie wybuchłyśmy śmiechem.
W końcu otwarłyśmy szafę i jakoś udało nam się ich stamtąd wydostać.
- No wreszcie. Więcej z tym palantem bym nie wytrzymał - wydusił z siebie Ross
- Co zrobił? - spytałam podchodząc do blondyna
- Cały czas się śmiał. Myślałem, że zaraz wybuchnie.
- To tak jak ja zawsze mam przy Candi - zaśmiała się Bella
- Ach tak? On za to miał wyrwać te drzwi, i porozmawiać sobie z tym Leonem - wyrównał Neymar
- Oo, to takie słodkie - pocałowałam Rossa w policzek - Ale zaraz...
- Zgodziłaś się? - spytałyśmy z Bellą w tym samym czasie - Ja? Jasne że nie - dokończyłyśmy też razem.
Następnie wszyscy razem postanowiliśmy się przejść, "pozwiedzać". Poszliśmy do kina na film pt."całuj i mów", co swoją drogą było obrzydliwe. Dziewczyna zwiedziła cały świat w poszukiwaniu miłości swojego życia, a okazało się, że jej wymarzone mieszkał tuż obok... bo był sąsiadem. Pod koniec bohaterka zmarła. Bella pod koniec zaczęła płakać, Neymar musiał ją uspokajać.
Ross i Neymar mieli farta, bo film był z napisami, wszyscy mówili po angielsku...
My zaś z Rossem cały czas się śmialiśmy. Ciągle mówił jakiś żartobliwy tekst, i ja też płakałam, tyle że ze śmiechu.
Potem poszliśmy do kawiarni, a następnie do pizzeri. Opowiedziałyśmy im o naszej ekipie, o naszych wpadkach, o znajomych... świetnie się bawiliśmy.
- Czyli że co? - zaczął Neymar - Candi w podstawówce była przewodniczącą?!
- A ja zastępcą - dodała Bella
- Hach. do dziś pamiętam jak usnęłaś w autokarze pod koniec szóstej klasy - przypomniała mi Bella
- Ach tak? Ja pamiętam sławnego węgorza, przez którego nie mogłyśmy jeść - odegrałam się.
Chłopcy spojrzeli na nas z niedowierzaniem
- Nie wnikajcie - dodałam
- Och tyle razem przeszłyśmy - zaczęła Bella
- Wiem.  Ale kontakt będziemy nadal utrzymywać - odpowiedziałam
Nagle Rossowi zadzwonił telefon.
- Przepraszam - przerwał nam i poszedł odebrać.
- Wracając. Nie wiem jak ja sobie poradzę bez ciebie - kontynuowała Bella
- Wiem. Nie dasz sobie rady. Ale zawsze możesz zostać.
- Bardzo śmieszne Candi
- Spójrz na to z tej strony. Będziesz miała dziecko, zamieszkasz z narzeczonym... - spojrzałam na Neymara - opiekuj się nią, bo w każdej chwili mogę przylecieć - pogroziłam Brazylijczykowi
- Rozumiem.
W końcu pojawił się Ross.
- Candi, jest sprawa - powiedział zajmując swoje miejsce
- Tak? Coś się stało?
- Chodzi o trasę.
- Co? - spytała Bella - zamierzasz ją teraz zostawić samą, beze mnie? Powaliło cię?
- Nie, jadę z nim - uspokoiłam Belle
- Kiedy miałaś mi zamiar o tym powiedzieć?
- Wiesz najpierw może lepiej żebym powiedziała opiekunom, co?
- Niech ci będzie...
- Wracając - przerwał nam Ross - jest zgoda, byś z nami jechała.
- Z nami? - spytałam
- No z R5.
- Oni też jadą? O jak słodko
- Nie... ale ostatni koncert mamy w Barcelonie, więc będziecie mogły się spotkać.
- Super! A wejść za kulisy? - dopytywała się Bella
- Dopiero po koncercie.
- I wszędzie będziemy latać samolotem? - spytałam podekscytowana
- Tylko na kontynenty. Normalnie jedziemy busem.
Mniej więcej tak nam zleciało po południe. Około 17 rozeszliśmy się do domu.


- Więc... idziesz na tą imprezę? - spytał Ross
- No chyba tak. Spokojnie, będę ostrożna - odpowiedziałam, przypinając kolczyki
- Nie chodzi mi o to, tylko o to, że nie będziesz tam ze mną - wyznał
- Hej - usiadłam obok niego na łóżku - jeszcze jestem niepełnoletnia, umie się zachować.
Zrobił koślawą minę, a ja wstałam i zaczęłam zakładać sukienkę:
- Pomóc ci? - zapytał
- Popraw mnie z tyłu, co? - odpowiedziałam
Zeszedł z łóżka i dopiął mi sukienkę z tyłu, podnosząc spódniczkę przy okazji.
- Ale będziesz do mnie dzwonić? - spytał obejmując mnie w tali
- Jak będę się za często wyrywać, domyślą się.
- Ale nie chcę się z tobą rozstawać - szepnął mi do ucha
- To tylko parę godzin. Wrócę nad ranem.
Odwróciłam się do niego, położyłam ręce na jego torsie i namiętnie pocałowałam.
- Barbie jesteśmy! - usłyszałam głos Matyldy, wchodzącej po schodach.
- Mam się schować?
- Nie. Chociaż... wskakuj pod łóżko!
Zaśmiał się pod nosem i wykonał polecenie. W sumie jak zawsze
Matylda wbiła do pokoju.
- Ty jeszcze nie gotowa? - spytała swoim piskliwym głosem
- Już idę, spokojnie - odpowiedziałam wrednie.
Na dole czekali już wszyscy.
Razem wybraliśmy się po Belle, a później na imprezę.
Szłyśmy z tyłu, razem raźniej.
- Gdzie został... - zaczęłam
- U mnie w domu, ale powiedział, że pójdzie obejrzeć mecz w barze - odpowiedziała
- Gra mecze i jeszcze musi je oglądać? Łał...
- A twój?
- Został w domu. Pod łóżkiem dokładnie.
Oby dwie wybuchłyśmy śmiechem, wzbudzając zainteresowanie wszystkich dookoła.
- Z czego się lejecie?
- Dużo was ominęło.
Weszliśmy na imprezę. Wszyscy tańczyli, niektórzy byli już opici. Leon prosił mnie do tańca, ale odmówiłam. Bella miała podobnie z Mateuszem, ale w końcu się zgodziła, przez co cały wieczór byłam sama.
Spojrzałam na telefon. "Już tęsknie. Pamiętaj tam o mnie".
Oczywiście że Ross. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na wyświetlacz, odpisując rzecz jasna.
"Pamiętam. Cały czas o tobie myślę. Kocham cię".  Odpisałam. 



- Dajesz Candi, jeszcze jeden! - usłyszałam głos Katy, która podawała mi kolejnego drinka.
- Nie, na serio nie daje już rady. Musze usiąść - odpowiedziałam i poszłam usiąść.
Widziałam krzesło, owszem. Ale na nim siedział Leon i rozmawiał z Bellą.
Szłam w jego kierunku, kiedy ktoś z tyłu mnie popchnął i wylądowałam na kolanach Leona. Odwróciłam się - to był Kuba.
- Hej - powiedział Leon
- Hej - odpowiedziałam
- Wygląda na to, że lecisz na mnie - zrobił swoje brewki.
- Tak, ale w dosłownym znaczeniu.
Obok cały czas siedziała Bella.
- Ej! - oburzyła się - nie wolno ci na nim tak siedzieć
- Ach tak? To ustąpisz mi miejsca? - spytałam
- Co? Nie? Siadaj na mnie! - krzyknęła na cały głos. Najwidoczniej też była już upita.
- Jestem za ciężka. A zresztą...
Usiadłam na dziewczynie, a Leon zaczął się z nas śmiać.
W końcu obok przysiadł się Mateusz i zaczął z Bellą rozmawiać o FCB.
Leon po jakimś czasie wstał z miejsca.
- Czekaj! Stój! - zawołałam donośnym głosem, i wyciągnęłam ku niemu ręce.
- Coś się stało?! - spytał i pochylił się ku mnie
- Weź mnie stąd, proszę.
Po chwili chłopak wziął mnie znowu na swoje kolana, a Belli pokazałam język.
- Idziemy się zabawić? - nagle odzyskałam trzeźwość
- Co? Nie dzięki. Posiedzę sobie tutaj... na tobie. - odpowiedziałam, rumieniąc się
Nagle zaczął wibrować mi telefon.
- Muszę odebrać. Sorry.
- Jasne.
Pobiegłam na korytarz, gdzie było w MIARĘ cicho.
Dzwonił Ross.
(Rozmowa telefoniczna)
R: Cześć maleńka.
C: Rossmann? Cześć kochany. Jak się bawisz?
R: A świetnie. Zaraz... kochany? Rossmann? Jesteś pijana?
C: Co? Nie...
R: Wszystko w porządku? Dzwoniłaś do mnie wcześniej?
C: Nie wiem. Czy tak wyświetliło ci się w połączeniach nieodebranych? Bo jeśli się tak stało,to istnieje szansa, że to ja.
R: Piłaś.
C:Być może
R: Gdzie jesteś?
C: Oj uspokój się
R:Candi... Ile wypiłaś
C: Nie wiem... może 15, może 15....
R: Czego?
C: Nie wiem. Chyba kieliszków wody smakowej o smaku węgorza.
R: O rany, ale się narąbałaś. Gdzie jesteś?
C: Gdzieś, gdzie cię nie ma.
R: Najwyraźniej. Zaraz będziemy
C: Co? Jacy wy?
R: Niespodzianka, baby.
Powiedział i się rozłączył. No właśnie, ROZŁĄCZYŁ SIĘ!!!
Ja nie wierze. Nie wierze w niego. Zaraz pewnie wparuje tu z moją ciocią, albo co gorsza z mamą. Wpakowałam się...
- Candi! - usłyszałam naprawdę głośny krzyk Belli - powiesz mi dlaczego Neymar mi piszę, że zaraz będzie obok mnie?!
Z jednej strony się uspokoiłam, a z drugiej coś podeszło mi do gardła.
- Neymar? Serio?
Wytłumaczyłam jej, o co chodziło w naszej rozmowie.
Nagle w sali głównej usłyszałyśmy głośne wołanie i klaskanie.
- Neymar chyba się pojawił.
- Ross też.
Wbiegłyśmy szybko na parkiet. Okazało się, że oklaski były dla Matyldy, która oblizywała się z jakimś gościem. Mniejsza o to. Chwilę później w drzwiach pojawili się nieproszeni goście...
- Ney! - krzyknęła Bella i poleciała w jego kierunku
- Ross?! - spytałam nie dowierzając.
- Candi co ty sobie myślałaś! - powiedział i podbiegł do mnie, mocno mnie tuląc.
- Nic... dzwoniłeś to odebrałam - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem
- Jasne. Wracamy do domu - złapał mnie za rękę
- Nie. Ja tu zostaje.
- Właśnie ona tu zostaje - wtrącił się Ney tulący Bellę
- Wiesz co, nie mogę się doczekać kiedy wylecisz do tej swojej Barcelony - krzyknął Ross, po czym w sali nagle nastała gwałtowna cisza.
Wszyscy się na nas patrzeli. Lecz najbardziej widoczni byli Matylda, Katy, Mary, Kuba, Mateusz i Leon. Zarombiście.
Patrzeli na nas jak na duchy.
- Neymar Jr? - spytał Mateusz podchodząc do piłkarza
- Tak, mój chłopak - odpowiedziała Bella
- Ross Lynch? - spytała Mary
- Tak, mój chłopak - odpowiedziałam
Nagle wszyscy zaczęli do nich podchodzić i prosić o autografy. Ja z Bellą stanełyśmy w miejscu. To impreza, a nie pokaz dla fanów, hello!!!
Gdy wszyscy już odeszli, chłopcy zaczęli się dalej kłócić.
- Po prostu mi zazdrościsz - krzyknął po chwili Neymar
- Ja? Niby czego?
- No w końcu jestem we wszystkim lepszy - przechwalał się Neymar
- Niby w czym?
- Gram w piłkę nożną i zwiedzam świat
- Ach tak? Ja gram na każdym instrumencie, śpiewam i podróżuje z własną dziewczyną - odpowiedział Ross
- Powinniśmy im przerwać, co nie? - spytałam szepcząc do Belli
- Niech się pokłócą jeszcze trochę. Troszeczkę...
- Skoro mowa o dziewczynach... - zaczął Neymar - moja dziewczyna jest już pełnoletnia, a twoja nie.
- No właśnie. Moja jest młoda, a twoja stara - odegrał Ross - obydwoje jesteście już starzy.
- Jestem przed 30, młody! - pogroził mu palcem Neymar
- A ja przed 20, stary! - dodał Ross
- Jesteście małolaty, a my nie. Po zatym poznaliśmy się na imprezie - ciągnął piłkarz
- Ach tak?
- Ach tak.
- Za to my - Ross przyciągnął mnie do siebie i objął w tali - za to my pewnego pięknego letniego dnia. Najwspanialszego dnia w moim życiu - dodał
- A podniesiesz swoją dziewczynę tak jak ja? - powiedział Brazylijczyk i wziął Bellę na ręce.
- Tak, uniosę, ale nie będę cię papugował - odpowiedział i wziął mnie na barana.
- Umiesz grać w piłkę?
- Tak. A umiesz śpiewać?
- Raczej. Kto nie umię?
- Bella! - krzyknełam schodząc z chłopaka
- Wiem! - odpowiedziała pokazując mi język.
- A masz tatuaże?
- Nie, zostawiam swoją skórę w spokoju. Ile razy farbujesz swoje włosy? przyznaj się.
 - Na pewno mniej ni ty.
- Ja je rozjaśniam. Nie farbuję
- Swoją drogą świetny efekt - pochwalił go Neymar. Ja już nie wiem; oni się kłócą czy rozmawiają?
- Dzięki Ney. Mam po prostu świetnych fryzjerów, którzy znają się na rzeczy.
- Widzę. Ale mi moje włosy odpowiadają
- W blond było ci ładniej.
- Mówisz?
- Mówię.
- Ma rację - dodała Bella
- Zastanawiam się nad zmianą koloru... ej stop! Nie o tym teraz mowa - pierwszy się ogarnął Neymar
- Jak wolisz. - odetchnął Ross
- Wracając. Ile chcecie mieć dzieci?
- No jedno, drugie, trzecie czwarte.... - zaczął wymieniać Ross
- Ross! - krzyknęłam
- Tak wiem, powiesz że mam się hamować
- Co? Nie...
- No widzicie? My już jedno mamy, łyso?
- Nie. Candi potrafi świetnie całować - powiedział Ross i pocałował mnie najbardziej namiętnie, jak tylko potrafił.
- Bella też jest w tym dobra - piłkarz zrobił to samo
- Moja dziewczyna jest z Włoch. I co? - ciągnął Ross
 - A moja z Polski i mieszka we właściwym kraju
- No właśnie! Candi miała ciężkie dzieciństwo, a mimo wszystko jakoś się trzyma.
- BO nie miała wyboru! po za tym Bella lubi zwierzęta!
- A Candi marzy o pokoju na świecie!
Z Bellą zaczełyśmy się śmiać jak nigdy. Płakałyśmy ze śmiechu.
- A skąd wiesz o czym marzy Candi?
- To moja dziewczyna. Wiem o niej wszystko.
- Ach tak? - czepiał się piłkarz
- Ach tak.
- Drugie imię?
- Martyna. A drugie imię Belli?
- Julia.
- Ciekaw jestem, czy będziesz dobrym ojcem.
- Wiesz, jedno już mam...
- I to nie jest dziecko Belli. Świetny początek.
- Bynajmniej się mnie nie wstydzi.
- Candi się mnie też nie wstydzi! Wręcz przeciwnie, wszędzie ze mną chodzi.
- No do łóżka chyba nie.
I na sali rozległo się głośne bucznie.
- A skąd ty to niby możesz wiedzieć?
- A się mylę?
- Tak, mylisz się.
- On prawdę mówi? - szepnęła do mnie Bella
- Tak. I wszystko wyszło na jaw.
- Dziewczyno ty jesteś niepełnoletnia!
- I co z tego?
- Moja dziewczyna jedzie ze mną na koniec świata - ciągnął dalej Neymar
- A ja ze swoją zwiedzę cały świat.
Nagle zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam szybko do ubikacji na spotkanie z kiblem. I tak jak myślałam; trochę za dużo wypiłam, i to wcale nie wody smakowej.
Zaczęłam po prostu wymiotować. Nic dziwnego; nigdy przedtem się tak jeszcze nie opiłam.
Nagle usłyszałam kroki, ale nie miałam siły spojrzeć kto to.
Ktoś spiął moje włosy w kok i przytrzymał je, dopóki nie skończyłam. Już wiedziałam, że to Ross.
- Dziękuje - szepnęłam już po wszystkim
- Jasne maleńka. Przyniosę ci wodę, czekaj na mnie.
Kiwnęłam głową i wyszłam.
Gdy już spokojnie usiadłam, podbiegł do mnie Leon.
- Wszystko dobrze? - spytał, jak zawsze z wielką troską
- Tak, trochę za dużo wypiłam.
- Wiesz, jesteśmy w hotelu. Mogę cię zanieść do jakiegoś pokoju czy coś.
- Nie dzięki, naprawdę. I tak zaraz idę.
Nagle zrobił coś niespodziewanego. Przysunął się do mnie i pocałował. Nie miałam siły go odepchnąć, więc trochę to trwało.
Skończył gdy wrócił Ross i przywalił kolesiowi w ryj. Szkoda go było. Twarz miał ładną, nie powiem.
- Idziemy? - spytał po chwili Ross
- Idziemy. Ale serio, nie musiałeś im tego wszystkiego mówić.
- Można powiedzieć, że teraz jesteśmy kwita.
- Co?
- Nic, nic. Wracamy do domu.
Po tym wszystkich wziął mnie na ręce i wyprowadził z klubu, ratując tym samym moją skórę od ciekawskich "przyjaciół", no i leona.

_________________________________________
I kolejny rozdział :* Łał, najdłuższy chyba w historii xdd kolejny pisze Bella. Jeśli to czytasz, wiem, że odegrasz się w następnym rozdziale :*

~TiNAma~















środa, 8 lipca 2015

Rozdział 33 - Kocham Cię...

*Bella*

Więc tak, dzisiaj wyjeżdżamy z Brazylii. Żałuję, że nie możemy zostac dłużej ale z drugiej strony chciałabym być już w domu.
Poszłam wziąć szybki przysznic ubrałam to...

I spakowałam ostatnie rzeczy do walizki, które zaniosłam już na dół. Następnie poszłam do kuchni gdzie była już Rafaella.
- Oo cześć! Już wstałaś? - zapytała.
- Tak.
- I jak się spało?
- Źle. Prawie całą noc nie spałam bo myślałam o tym wszystkim.
- Spokojnie, wszystko jeszcze się ułoży.
- Zobaczymy. Za godzinę przyjadą Candi, Ross i Fede. A tak wogóle, gdzie Davi?
- Jeszcze śpi. Właśnie, pójdziesz po niego? Zaraz będzie śniadanie.
- Już idę.
Kiedy weszłam do pokoju Davi już nie spał. Przecierał zaspane oczy.
- Cześć Davi. Chodź, pójdziemy na śniadanko. Ciocia już czeka. - powiedziałam i wzięłam małego na ręce poczym zeszliśmy do kuchni.
Usiedliśmy przy stole i zjedliśmy naleśniki. Później jeszcze długo gadałyśmy, aż do momentu kiedy zadzwonił mój telefon.
- Halo.
- Bella czekamy już na ciebie pod domem. - powiedziała Candi.
- Już? No dobra zaraz schodzę. - Rzeczywiście była już dość późna godzina.
Wzięłam swoje wszystkie rzeczy i zaczęłam się żegnać z Rafaellą.
- Dziękuję za wszystko. - powiedziałam.
- Nie ma za co.
Już miałam wychodzić kiedy podbiegł do mnie Davi.
- Ciocia zostań. - powiedział i przytulił mnie.
- Nie mogę. Muszę już jechać.
- Bella, ale jakby jednak wiesz nie zamieszkała w Barcelonie to odwiedź mnie czasami z dzieckiem, co? - powiedziała Rafaella.
- Oczywiście, że cię odwiedzę.
Jeszcze raz się pożegnałyśmy i wyszłam.
Weszłam do auta i pojechaliśmy na lotnisko.
- No ile można na ciebie czekać dziewczyno? - zapytała Candi. Nic nie odpowiedziałam. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach, kiedy przejeżdżaliśmy po Rio. Nigdy nie zapomnę tych wakacji.
- Bella, wszystko dobrze? - zapytała.
- Tak.
Aż do lotniska panowała cisza w aucie.
Na lotnisku wypakowaliśmy walizki.
Kiedy już wszystko było zrobione po odprawie zostało nam czekać na wylot.
Usiedliśmy na ławkach.
- Eeee Bella? -zaczął Fede. - czy ten co biegnie w naszą stronę to nie jest przypadkiem Neymar?
- O nie! Znowu on?!
- Bella kocham cię. Daj mi się wytłumaczyć, dwie minuty, proszę. - powiedział.
- Nie! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Zapomnij! Nie mamy o czym.
Odszedł w drugą stronę.
- No nareszcie!
Czekaliśmy długo kiedy nagle usłyszeliśmy:
-  Uwaga, uwaga. Lot do Polski został przesunięty przez pewne opóźnienia o dwie godziny. Przeraszamy.
- Nie! - krzyknęliśmy niemal w tym samym czasie.
- No to jeszcze sobie poczekamy.

Siedziałam obok Candi, która słuchała muzyki. Kiedy nagle w radiowięźle usłyszałam znajomy głos... Neymar?!
- Candi szybko zdejmij słuchawki!
- Czego chcesz?
- Ten głos to nie przypadkiem Ney?
- Rzeczywiście. Poczekaj...
- Bella, nie mogłem porozmawiać z tobą inaczej, więc muszę w taki sposób. Wiem, że popełniłem błąd ale to wszystko przez Lindę, sama wiesz jaka ona jest. Bella, kocham cię. Każdemu należy się jeszcze jedna szansa. Proszę. - powiedział a naszą czwórkę zamurowało. A na lotnisku słychać było ,, awwww,,.  Potem słyszeliśmy tylko głosy ochroniarzy, którzy ładnie mówiąc ,,wyprosili,, Neymara z tego miejsca.
- On chyba naprawdę cię kocha. - powiedział Fede.
- W sumie każdemu  należy dać szansę. - powiedziałam.
Po chwili podbiegł Neymar.
- Bella, to dasz mi jeszcze szansę? - zapytał.
- Po tym wszystkim co zrobiłeś? - udawałam złą. - Oczywiście, że tak! - powiedziałam a Ney nagle uklęknął i wyjął małe pudełeczko z kieszeni, w którym był piękny srebrny pierścionek.
- A więc Bello, kocham cię i chciałbym spędzić resztę życia z tobą,  czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
- Tak, tak! - krzyknęłam. Łzy spływały mi po policzkach. Kiedy wstał rzuciłam mu się prosto na szyję. Candi i Ross również stali przytuleni. Candi płakała tak samo jak ja.
Do okoła było pełno ludzi, którzy bili nam brawo.
- To teraz jestem zmuszona zamieszkać z tobą w Barcelonie. - powiedziałam ze śmiechem.

Po dwóch godzinach wylecieliśmy z Brazylii.
Wtedy zaczęłam się zastanawiać jak mam to powiedzieć rodzinie. To jest Neymar mój nażyczony, z którym jestem w ciąży i wyprowadzam się do Barcelony? Nie brzmiało to jednak za dobrze. Myślałam tak przez cały lot, na tym co mam powiedzieć.
W końcu wylądowaliśmy.

Pod domem wzięłam głęboki oddech. I poszliśmy.
Weszliśmy do domu i....
- Bella kochanie jesteś. - podeszli rodzice, kiedy nagle zobaczyli Neymara.
- Eee kto to jest?
- To jest Neymar Jr.
- Ten piłkarz?
- Tak.
- No dobrze wejdzcie.
Weszliśmy do pokoju i usiedliśmy przy stole.
- No więc tak... - zaczęłam mówić - Neymar jest moim nażyczonym i ... spodziewamy się dziecka. - Po tym co powiesziałam nasłuchałam się bardzo dużo. Później jeszcze dodałam, że wyprowadzam się do Barcelony to już było gwoździem do trumny.
Po jakieś godzinie już się uspokoili.
- A więc kiedy wyjeżdżacie?
- po jutrze.
- Gdzie Ney będzie spać?
- W moim pokoju.
- Jak to przecież masz jedno łóżko?
- W hotelu też spaliśmy w jednym łóżku.
- No tak, przecież jesteś w ciąży. Wszyscy zaczęliśmy Się śmiać.

Resztę dnia spędziliśmy na rozmawianiu głównie o planowaniu ślubu i reszty.
Wieczorem poszliśmy do mojego pokoju i nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy.

---------------------------------------------
Oto kolejny rozdział.Mam nadzieję, że się podoba ;)

Bella

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 32 - dobra wiadomość

*Candi)*

Ostatni dzień w Brazylii. Kto by pomyślał, że miesiąc minie tak szybo. Jedno wiem na pewno; teraz dużo się zmieni. .teraz to już koniec...
Prosto z rana zadzwoniła do mnie Bella.
(Rozmowa telefoniczna)
C: Cześć Bella. Coś się stało?
B: Tak. Stało się coś wielkiego.
C: Nie strasz mnie tak dziewczyno. Nie masz w co się ubrać?
B: Candi, nie jest mi do śmiechu. Naprawdę, potrzebuje wsparcia, a nie...
C: Dobrze, dobrze. Właśnie wstałam. Mam do ciebie wpaść?
B: Nie, nie chce robić Rafaelli problemu. Przyjadę do ciebie.
C: Jasne. Mogę zadzwonić do Rossa, podwiezie cie.
B: Ani się waż. 
C: Bella!
B: No już dobrze. Będę mogła zostawić u ciebie bagaże?
C: Jasne. Widzimy się później.

Od razu zadzwoniłam po Rossa, by podjechał po Belle.
Cała ta sytuacja mnie zestresowała.
Bella miała dość poważny ton, wiedziałam, że to coś poważnego. Między czasie postanowiłam jednak się wyszykować. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam tez zestaw:

Po czym czekałam zdenerwowana w pokoju. Po jakimś czasie do pokoju wparowała Bella i Ross.
- Candi potrzebuje cię! - powiedziała dziewczyna, po czym rzuciła się na mnie z mocnym uściskiem,
Zaczęła płakać.
- Już spokojnie. - próbowałam ją uspokoić.
- Ross? Przyniósłbyś tu bagaże Belli? - zwróciłam się do chłopaka, który posłusznie opuścił pokój.
Usiadłyśmy oboje na moim łóżku.
- A teraz odpowiadaj. Co się stało? - usiadłam po turecku
- Neymar się stał.
- Co zrobił?!
- Jadłyśmy sobie spokojnie z Rafaellą śniadanie, gdy do pokoju wparował niezapowiedziany gość. Gdy mnie zobaczył, wyglądał na przerażonego. Nie wiedziałam co robić. Po chwili zaczął ze mną rozmawiać...
- O czym?
- O tym jak tęskni, że beze mnie nie rusza się do Barcelony,  że tęskni... zaczął przepraszać.  A ja głupia mu uwierzyłam.
- Wróciliście do siebie?
- Prawie.  Już byliśmy o krok, kiedy w przed pokoju pojawiła się Linda.
- Oooo...  - zaczełam głośno buczeć
- No właśnie. Ta dziewczyna mnie wpienia. Albo się odwali, albo zrujnuje nam życie.
Nagle do pokoju wparował Federico.
- Candi szybko, to poważna... hej? - powiedział stając jak słup na widok Belli i Rossa
- Poczekaj, Bella ma poważniejszą sprawę - odpowiedziałam
- Ale Linda jest w hotelu. - warknał
- A Neymar na piętrze - dodał Ross, wchodząc do pokoju z walizkami
- Zarombiście... - powiedziałyśmy równocześnie
Oczywiście wszyscy byli sparaliżowani, więc musiałam wziąść sprawę we własne ręce.
- No więc tak. Ross chowaj się do szafy, nie chcę, by do ciebie też się kleiła. Fede stań za drzwiami, jest szansa, że cię nie zauważą. Bella won pod łóżko.
Wszyscy wykonali polecenia. W pewnym momencie zaczęłam słyszeć kroki, dobrze wiedziałam czyje. Szybko wzięłam z komody słuchawki i telefon, po czym zaczęłam słuchać jednej z piosenek R5.
I wtedy wszystko się zaczeło. Piłkarz i Linda stanęli równocześnie w drzwiach.
Udawałam, że nie zauważyłam.
- Candi, gdzie jest Bella - wszedł do pokoju Neymar
- Co? Kim ty jesteś do jasnej cholery że bez pukania wchodzisz do mojego pokoju?!
- Już nie bądź taka niewinna - wtrąciła się Linda.
- Wcale nie jestem... czego tu chcecie? - powiedziałam odkładając słuchawki
- Ciebie - odpowiedzieli chórem.
- Co? Gorzej wam?
- Musisz porozmawiać z Bellą - wyjaśnił mi piłkarz
- No i odwalić się od mojego słoneczka - kończyła Linda
- To ja może powtórzę; co? Linda, słońce świeci nad nami, nie jest ani twoje, ani moje. Naymar, nie mam zamiaru rozmawiać o tym wszystkim z Bellą. Gdyby chciała mi opowiedzieć, pewnie by przyleciała i mi o tym powiedziała!!!
Kątem oka widziałam, jak drzwi zaczynają się zamykać. Na szczęście Fede szybko zareagował i chwycił je w ostatniej chwili. Nikt nic nie zauważył, no oprócz mnie.
- Musisz ją przekonać. Chcesz, by cierpiała dłużej przez ciebie? - odezwał się Brazylijczyk.
- Coś ty powiedział?! - zaczęłam zbliżać się w kierunku Neymara, który robił kroki w tył - Po pierwsze skąd możesz wiedzieć czy ona cierpi, czy nie?! Po drugie, ona nie cierpi przeze mnie, tylko przez ciebie, a po trzecie, gdyby naprawdę było jej aż tak źle...
- Dobra rozumiem - przerwał mi chłopak
- No najwidoczniej nie.
- Chce tylko prosić cię o pomoc.
- Nie.
- W takim razie pomóż pomóc sobie! - wtrąciła się Linda
- Co? - spytaliśmy jednym chórem
- No to. Serio nie zauważyłaś, jak Bella klei się do Rossa? Gdyby ciebie nie było, na pewno byliby razem. Po za tym, oboje by do siebie pasowali...
Zamurowało mnie. Takie bzdury gadać komuś prost w oczy?!
- Wy chyba serio nie rozumicie powagi sytuacji. Neymar, cza było nie spać z Lindą, nie było by kłopotu. Linda, odwal się od Rossa. Bella wcale się do niego nie klei, tylko ty i jakieś parę tysięcy innych fanek... - zawachałam się - po za tym, gdyby coś między nimi było powiedzieli by mi. A teraz obydwoje won z pokoju! - wskazałam palcem na drzwi.
Naymar już przekroczył próg, więc było lżej. Linda jednak się zatrzymała i odwróciła w moim kierunku.
- Słuchaj dziewczyno, ty nie wiesz, do czego jestem zdolna. Wiem o tobie wszystko. Jeszcze się przekonasz...
- Jak dużo leków nasennych możesz mi podać? Tak, to już wiem. Wylądowałam już przez to w szpitalu.
- Ach tak, serio? Twoja twarz jakoś ci się nie przypiekła w pożarze.
Po tych słowach wreszcie opuściła mój pokój.
Padłam padnięta na łóżko.
- Ross wyłaś z tej szafy. Bella, Neymar poszedł. Fede, zamykaj te drzwi. - powiedziałam
- Że ja się kleje niby do tego blond słońca? Powaliło ją?! - mówiła Bella, czołgając się z pod łóżka
- Nie mam pojęcia, co widziałem w tej dziewczynie - tłumaczył się Federico.
- No a jak. Załamuje mnie nerwowo - potwierdziłam
- Macie jakieś plany na dzisiaj? - zmieniła temat Bella
- Miałam gdzieś wyskoczyć z Rossem, ale możemy iść na ostatnie zakupy
- Nie. Ledwo spakowałam walizki. Po za tym, spędzę dzisiaj czas z ciocią. W końcu mało się z nią widziałam.
- Jasne. Ja lecę kupić bilety. Właśnie sister, nie wracam z tobą do Polski. Lecę na trochę do Włoch, później dolecę. - wyznał Federico.
- Spoko. To my widzimy się później - pocałowałam Fede w policzek, po czym opuścił pokój. - Jak się trzymasz? - zwróciłam się do Belli.
- Dobrze, znaczy może być. Ale żeby nie było - nic nie czuję do Rossa.
Zaśmiałam się pod nosem.
- Wiem wiem. Swoją drogą, wyszedł z tej szafy czy nie?
- Dla mnie może tam zostać. Przyjdę wieczorem. Dzięki Candelario - przytuliła mnie, po czym poszła w swoim kierunku.
- Dobra, wyłaś już Ross - powiedziałam, wpatrując się w ścianę.
Drzwi z szafy się otworzyły.
- A no właśnie... pomogłabyś? - usłyszałam cichy głos blondyna.
- Jasne. Jak tyś się tam dostał? - spytałam, ciągnąc chłopaka za ręce
- Wiesz, miałem kłopoty z wejściem, ale bałem się tobie odmawiać... - powiedział wychodząc na zewnątrz - Plany na dzisiaj?
- Tak, wyjście z tobą królewiczu. Tylko się przebierz, nie wyjdę w ostatni dzień z takim flejtuchem.
- Jasne. Idziesz ze mną? Do domu nie mam za blisko.
Wyszliśmy z hotelu.
Weszliśmy do jego pokoju, gdzie zaczął się rozbierać.
- Więc... gdzie mnie zabierasz? - spytałam, gdy chłopak był już bez koszulki.
- A może na randkę w centrum? Później możemy iść do kina, na spacer, poserfować... sama wybierzesz. W końcu, jest dopiero 14.
- W takim razie co powiesz na romantyczną obiado-kolację i pójście na spacer? - zaproponowałam, zbliżając się do chłopaka.
- Może być. - powiedział i pocałował mnie w czoło, trzymając za głowę.


Gdy w końcu się przebrał wychodziliśy przez kuchnie, gdzie gotowała jego mama.
- Dzień dobry! - przywitałam się
- Dzień dobry skarbie - przytuliła mnie pani Stormi - gdzie idziecie gołąbeczki?
- Do centrum handlowego, na randkę - odpowiedział Ross
- Razem? - spytała
- Nie. Osobno - odpowiedział wrednie
- Oj dobra, no dobra. Candi, jeśli go tam zostawisz, nie będę narzekać.
- Będę o tym pamiętać.

Szliśmy w dość miłej atmosferze, trzymając się za ręce.
- Gdzie byłeś ostatnie dni? - spytałam przypominając sobie, że ostatnio miał dla mnie mniej czasu.
- Spędzałem czas... z rodzinką - powiedział z zawachaniem
- Taa jasne. Nie musisz mnie okłamywać.
- Dobra. Pracowałem.
- Ychym. Już łatwiej uwierzyłabym w historie o rodzeństwie, niż w to.
- Naprawdę pracowałem. Nagrywałem akurat nową piosenkę.
- Ach tak? Jaką? - dopytywałam się
- A tą, którą śpiewałem ci na balonie.
- Wtedy kiedy prawie spadliśmy!?
- Tak wtedy - odpowiedział chwytając mnie w tali.
- A.... co wogóle z rodzinką? Macie jakieś tematy czy coś...
- Ostatnio dużo rozmawiamy. Znaczy więcej niż zwykle.
- O czym?
- O tobie oczywiście.
- Coś ze mną nie tak? - spytałam zatrzymując się
- Nie. I właśnie w tym kłopot
- Mam mieć jakieś wady?
- Nie. Po prostu jesteś dla mnie za dobra. Nie wystarczam ci.
- Dlaczego jesteś taki pewien? Spaliśmy przedwczoraj razem w jednym łóżku.
- Tak i sama wiesz dlaczego. Gdybym się wtedy nie opił,nie poszłabyś na to. Tylko dlatego się zgodziłaś.
- Nieważne, dlaczego tak się stało... - kontynuowałam - Czyli całe dni rozmawialiście o mnie?
- Nie
- Jesteś taki irytujący...
- Jasne.
- Widzisz? Powinniśmy iść do przodu, a nie cofać się. - powiedziałam i przyśpieszyłam kroku
- Iść do przodu?!
- Tak. To znaczy... może.
- Może?
- Jesteś psychiczny, Ross.
- Ładna Fryzura.
- Musisz się leczyć.
- Nie mogę się nie zgodzić.


Zdecydowaliśmy, że pójdziemy do kina.
Pod koniec seansu zaś, postanowiliśmy pójść do restauracji, na pizze.
Kilka minut później chwyciłam kawałek pizzy, a następnie wzięłam pierwszt kęs.
- Jak elegancko z twojej strony - Ross zaśmiał się ze mnie
-Bardzo śmieszne. Hahaha.
- Hej. Przecież to miłe... Prawda?
- Co? Pizza?
- To, że spędzamy ze sobą czas. Dawno tego nie robiliśmy.
- Nie minęły nawet dwa tygodnie. - przypomniałam mu
- To długo... jak na nas.
Po dłuższej chwili, znowu zaczął temat.
- Jak długo myślałaś o tym, że powinniśmy iść naprzód?
- Kilka dni... I tak mamy jeszcze trochę rzeczy do obgadanie. Możemy je omówić tu.
- Wiem, ale jest taka sprawa... - nagle jego brązowe oczy się rozszerzyły, gdy spojrzał za mnie.
Gdy się odwróciłam, zobaczyłam Linde z Filipem. Gorzej już być chyba nie mogło.
- Chcę stąd iść - poinformowałam go.
- Nie. My zostajemy. Nie będziemy zmieniać miejsca ze względu na...
- Kochasz mnie? - przerwałam mu
- Co? Jak możesz wogóle o to pytać? Jasne że tak.
- Więc idziesz ze mną - powiedziałam i pociągnęłam za rękę blondyna, który ledwo wstał z miejsca.
- Idziemy na spacer? - powiedziałam, przekraczając próg restauracji.
- Jasne. Na plaże?
- Na deskę?
- Jak ty mnie dobrze znasz - mówił obejmując mnie ramieniem i splatając nasze ręce.
- Ale musimy porozmawiać - ciągnęłam temat, idąc w kierunku plaży
- O czym dokładnie? - pytał Ross
- O wszystkim.
- Zacznij więc, milejdi.
- Może usiądziemy? - spytałam wskazując ławkę
- okey.
Gdy już usiedliśmy, przyszedł czas na najgorsze.
- Więc... - zaczełam
- Więc... - dokończył Ross.
- Co teraz? Jutro wyjeżdzamy, walizki spakowane...
- Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Tylko na chwilę przylecę do Polski...
- CO? Jak to? Nie możesz mnie zostawić - łzy zaczęły spływać mi do oczu
- Nie o to chodzi. R5... no nasz zespół, ma zaplanowaną trasę koncertową. Po całym świecie.
Zamurowało mnie
- Czyli... na ile wyjeżdzasz?
- Nie oto teraz chodzi
- Będziemy utrzymywać kontakt, prawda? Smsy, emaile, telefon... nie zapomnisz o mnie, prawda? - przerwałam mu
- Candi posłuchaj...
- Tylko nie Candi. Nie możesz mnie tak zostawić. Za bardzo się do ciebie przywiązałam. Cały pokój mam w plakatach, znam wszystkie twoje piosenki...
Przemowę przerwał mi namiętnym pocałunkiem. Trzymał dłoń na moim policzku.
- Nie zostawię cię, jak już to ty mnie. - powiedział po chwili
- Co?
- Candelario Martyno Matias. Czy uczynisz mi ten zaszczyt, i pojedziesz ze mną w trasę koncertową?
Zaniemówiłam.
- CO? - spytałam, mimo że wiedziałam, co do mnie powiedział
- Kocham cię, i nie chcę się z tobą rozstawać ani na chwilę. Właśnie o tym rozmawiałem z rodzinką. Ostatecznie się zgodzili. Nie wytrzymie bez ciebie, albo jedziemy razem, albo wcale.
- Ross, to szalone - tylko tyle mogłam z siebie wydusić
- Tak jak moja miłość do ciebie. To jak... zgadzasz się?
Chwila zawachania...
- Tak, zgadzam się.
Nagle chłopak powstał z ławki i zaczął wykrzykiwać na całe gardło, że się zgodziłam. WSzyscy nie wiedzieli o co chodzi. Ludzie zaczęli nam klaskać i wiatować, mówiąc też, że życzą nam szczęścia na nowej drodze życia i gratulując nam.
Wszystko zapieczętowaliśmy pocałunkiem na środku...

______________________________________________________-
I jest kolejny, ale zarazem chyba najbardziej opóźniony rozdział xdd Pisałam go ja, gdyż Bella nie miała weny itp. ale w nagrodę jest bardzo długi, co mam nadzieję poprawia jakość czytania ;3 Pewnie zauważyliście nowy wygląd bloga, a w następnym rozdziale szykuje się niespodzianka...

~TiNAma~











niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 31 - opicie, plaża

*Candi*
Kiedy odwieźliśmy Bellę wróciliśmy z Rossem i Federico do hotelu.
- Sister, coś się stało? - spytał nagle Fede wchodząc do mojego pokoju, w którym był ze mną Ross.
- Nie. Czemu pytasz? - odpowiedziałam
- Nie wiem. Jesteś taka jakaś smętna.
- Szkoda mi Belli.
-Aaaa - odpowiedzieli chórem
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz - usiadł obok mnie na łóżku
- Na pewno, ale nie mogę stać z założonymi rękami. Wiem co czuję...
- Przesadzasz Candi - przerwał mi Ross - ten kretyn nie jest dla niej.
- Wiem, że go nie lubisz, ale HELLO!!! On jest w pokoju na tym piętrze.
- Mam go gdzieś. Belle w sumie też.
Rzuciłam w niego poduszką, a on odwzajemnił uściskiem.
- Nie mów tak o niej. To moja przyjaciółka - odpowiedziałam próbując wyrwać się z uścisku
- Wiem o tym. Po prostu za bardzo się przejmujesz. Będzie co będzie - powiedział całując mnie w policzek
- Ta... ja was zostawiam. Pa siostra.
Gdy Federico otworzył drzwi, automatycznie w nich stanął Neymar. No pięknie. Gorzej już być nie mogło.
- Candi! Wiedziałem że cię tu spotkam! - mówił wchodząc do pokoju, Fede go jednak zatrzymał.
- Idź stąd. Nie zawracaj jej głowy swoimi gierkami - popchnął go
- Nie z tobą teraz rozmawiam.
- Idź Fede, poradze sobie.
Powiedziałam, po czym Fede się do mnie uśmiechnął  i wrócił do swojego pokoju.
- Mam do ciebie prośbe, Candi.
- Zostaw ją w spokoju. - odpowiedział Ross bardzo groźnym tonem. Prawie się go przestraszyłam, ale wiedziałam, że nic mi nie zrobi.
- Candelario posłuchaj...
- Nie mów do mnie Candelario. Tylko rodzina i przyjaciele mogą tak do mnie mówić. Ty się do nich nie zaliczasz.
- Tylko mnie wysłuchaj.
- Masz minutę - odezwał się Ross
- Chodzi o to, że mnie nic nie łączy z Lindą. Przyszła do mnie do pokoju... no tak jakoś wyszło. Naprawdę nie miałem zamiaru skrzywdzić Belli...
- I co w związku z tym?
- Przekasz jej, że żałuje i tęsknie.
- Dobra, a teraz sio z tego pokoju - mówił Ross.
- Zrobisz to? - piłkarz zwrócił się do mnie
- Nie - odpowiedziałam
- Ale Candi, dlaczego?
- Nie mów do mnie Candi.
- To jak mam mówić do ciebie?!
- Nie wiem... najlepiej wogóle nie mów!
Po tych słowach Brazylijczyk opuścił pokój. Zostałam sama z Rossem.
- Kretyn - powiedział po chwili Ross
- Łamacz serc - dodałam
- Szkoda mi ich dziecka...
- Mi też. Ojca nie będzie miał najlepszego - wstałam i szykowałam się do spania.
- Matkę też.
- Co masz na myśli? - spytałam
- No jedyna matka będzie się nim opiekowała
- Wcale nie. Będziemy jeszcze przecież ja i ty.
- Chyba tylko ty.
- Przeginasz facet
- Jestem po prostu szczery
- Aż do bólu
- Czy ty właśnie wytykasz mi błędy?
- Nie. Bronię przyjaciółki
- Ciekawe czy mnie też byś tak broniła...
- Po co? Przecież ty sam się umiesz obronić, prawda?
- Wolisz Belle ode mnie?!
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Ale pomyślałaś
- Wcale nie
- Wcale tak.
- Serio chcesz się o to kłócić?
- Nie chcę.
Zapadła cisza.
- Masz jakieś plany? - spytał po chwili
- Jakie? - odpowiedziałam rozczesując włosy
- No jak wrócimy.
- Nie chcę o tym gadać...
- Ale z Bellą byś o tym porozmawiała, prawda?
Szybko odłożyłam szczotkę.
- Jesteś zazdrosny? - spytałam z lekkim uśmieszkiem
- Nie... Po prostu nie chcesz ze mną o tym gadać
- Nie wierzę.
- W co? Że mówię prawde?
- Nie. Że Ross Shor Lynch potrafi być zazdrosny.
- Serio... Ja nie wierzę że Candelaria...
Zawachał się
- Jak masz na drugie imię?
- Martyna.
- No właśnie Nie wierzę, że Candelaria Martyna Matias woli przyjaciółkę od chłopaka.
-Opanuj się.
- Nie mam zamiaru.
- W takim razie wyjdź! Jak masz się ze mną tak kłócić, to lepiej już wyjdź!
Blondyn wykonał polecenie. Zabolały mnie jego słowa, poczułam się zraniona. No ale trudno. Nie będzie mi mówił z kim mam więcej rozmawiać.
Wyszykowałam się i poszłam spać.



- O, Fuck! - obudziło mnie głośne łomotanie. Zerwałam się z łóżka i włączyłam lampę. Zobaczyłam zataczającego się Rossa, który próbował odnaleść drogę w pogrążonym w ciemnościach pokoju.
- Co robisz? - spytałam
Gdy podniósł głowę, zorientowałam się, że jest pijany.
- Przyszedłem się z tobą zobaczyć - oświadczył, po czym usiadł w fotelu
- Dlaczego? - spytałam. Chciałam z nim być, ale nie jak jest pijany i nie o drugiej w nocy.
- Bo za tobą tęskniłem
- Więc po jakiego buta wyszedłeś?
- Bo mnie wkurzyłaś
- Okey, niech ci będzie. JA idę spać; jesteś pijany i pewnie znów będziesz wredny.
- Nie jestem wredny, Candi. I nie jestem pijany... dobra... jestem...ale co z tego?
- Mam to gdzieś czy jesteś pijany czy nie, ale chce się wyspać.
- Chce się wyspać - przedrzeźniał mnie - ale z ciebie nudziara
- Powinneś już iść - powiedziałam i położyłam się twarzą do ściany.
- Oj maleńka, nie gniewaj się - mruczał, ale go zignorowałam. - naprawdę muszę sobie iść? Wiesz co się dzieję, kiedy śpię bez ciebie... - dodał szeptem
- Nigdy ze sobą nie spaliśmy. No jeszcze nie - kiwnął głową - Dobrze. Możesz zostać, ale ja idę spać.
- Ale czemu? Nie chcesz ze mną posiedzieć?
- Jesteś pijany i wredny. 
- Przesadzasz...
- Czemu piłeś?
- Miałem ochotę. Na drinka... no drinki. 
- Z kim piłeś?
- Z Neymarem.
- Bije ci? O czym gadaliście?! - od razu usiadłam n łóżku
- No ja mu że jest niefajny, nikt go nielubi, on że nie zasługuję na ciebie, ja że chociaż cię nie zdradzam, on że ty nawet o tym nie wiem, ja że ma tak zostać...
- CO?!
- Nic. Rozmawialiśmy po męsku.
Wiedziałam że gada od bzdur, więc nie chciałam znać szczegółów.
Gdy zauważył, że go ignoruję DOSŁOWNIE wbił mi na łóżko. Położył się obok mnie, zabierając mi przy tym prawie całą kołdrę.
- Masz farta że jest gorąco - odpowiedziałam odwracając się do niego plecami
- Wiem. 
Myślałam, że poszedł już spać, i nie będzie więcej gadać. Myliłam się.
- Candi!? - spytał naprawdę głośnym szeptem
- Tak? - odpowiedziałam, nie zdając sobie sprawy, co właśnie zrobiłam.
- Śpisz już?
- Tak.
-Acha.
Chwila ciszy.
- Kochanie?
- Tak?
- Spać mi się chcę.
- To idź spać.
Cisza.
- Kotku?
- CO?!
- Zamieszkamy razem?
- Może kiedyś.
- Czemu nie od razu? Znalazłem już fajne mieszkanie
- Kiedy?
- Zanim poszłem pić.
Kolejna minuta ciszy.
- Candelario?
- Co?!
- Mogę zrobić ci dziecko? Ross Junior dam mu na imię.
Nie wytrzymałam. Z całej pety kopnęłam chłopaka tak, że spadł z łóżka na podłogę.
Kolejne 5 minut ciszy. 
- Candi? 
-Czego?!
- Kocham cię.
- Ja też.
- Ty też co?
- Też siebie kocham.
Tym razem 10 minut ciszy
- Kochanie?
- Tak?...
- Pić mi się chcę.
- Coś jeszcze?
- Zimno mi.
Zrzuciłam na niego kołdrę.
- Candi!
- Co?! What?! Que?
- gorąco mi.
- Wal się
- Co tam głośno szepczesz?
Następnym razem nie wytrzymałam.
- Kotku, zimno tu na podłodze.
- Trudno.
Po chwili wstał z podłogi i znowu położył się na łożko.
Chyba zrozumiał swój błąd - wziął kołdrę, położył się obok mnie i nas przykrył.
Objął mnie ramieniem, przytulił, po czym pocałował w czoło.
Jakąś chwilę później nasze nogi się splotły...
I leżeliśmy tak całą noc. Co jakiś czas głaskał mnie po ramieniu, plecach, udach itp. To było dość przyjemne.




- Candi! Jak dobrze że jesteś! - wparowała wściekła Bella do pokoju. - Co tu się... Ross, złaś z niej, natychmiast!
Po chwili zorientowałam się, że Ross śpi na mnie. Zarombiście...
Blondyn się nie czepiał. Od razu spadł na podłogę...
- Candi wstawaj!
- Precz zła duszo...
- Muszę ci coś powiedzieć - Bella usiadła obok mnie na łóżku.
- No mów.
- A więc słuchaj; Obudziłam się rano u Rafaelli, i zorientowałam się, że Neymar przyjechał zobaczyć się z Davi. Więc się zaczeło ; on był cały czas na dole, a ja siedziałam posłusznie w swoim pokoju na górze
- Intresting - ziewnął Ross próbując wstać z podłogi
- Siedź cicho - odpowiedziała Bella kopiąc chłopaka w plecy, po czym ponownie upadł.
- Nie kop go. Nie chce mieć go poobijanego - zepchnęłam Belle z łóżka, a ona wylądowała na Rossie.
Widok był piękny - oboje się sobą brzydzili, i jeszcze musieli się oglądać...
Jeśli chcecie kogoś zepchnąć z łóżka, polecam się.
- Popamietasz mnie - powiedziała Bella i zaczeła mnie łaskotać. Natychmiast się obudziłam.
- Dobra, kontynuj Bella - ROss zrobił się zazdrosny. Znowu....
- No więc trochę ich podsłuchałam, Ney gadał z siostrą o naszym dziecku, usłyszał to wszytsko Davi i spytał się czy będzie miał braciszka, Neymar mu odpowiedział, że będzie miał ale mnie może już nie zobaczyć, a on mu na to że jest złym ojcem dla jego braciszka, i to było takie słodkie...

Gdy Bella skończyła opowiadać, postanowiliśmy wszyscy iść na plaże,  żeby rozluźnić Belle.
Zgodziła się.Około godz. 15 ja z Rossem poszliśmy poserfować, a Bella się opalała. Cały czas się na nas patrzyła - może kiedyś nauczę ją serfować... nie no żartuje. Cały czas Ross musiał do mnie podpływać czy nic mi się nie stało, tak jak ostatnim razem.
Gdy szłam oddać i zapłacić za wypożyczone rzeczy, wróciłam i się śmiałam; Ross wziął wiadro zimnej wody i wylał je na Belle. Ona od razu się na niego rzuciła i zaczęli się gonić. Gdy go w końcu złapała wrzuciła go do wody. Widowisko było genialne, naprawdę.
W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze na zakupy.
Bella kupiła to to:







A ja to:





Oczywiście Ross musiał to wszystko nosić. Biedny się namęczył.
Około godz 20 był tak zmęczony, że został trochę z tyłu. My oglądałyśmy wystawę.
Gdy nie było go po dłuższej chwili, postanowiliśmy mu "pomóc".
Jak go w końcu znalazłyśmy, zastałyśmy go całującego się z Lindą - tak, właśnie z tą która chciała mnie otruć, z byłą Federico, i z kochanką Neymara.
Obydwie nie wytrzymałyśmy.
Podbiegłyśmy do nich, a Bella dała Lindzie z liścia krzycząc " ty wredoto!"
- Candi, ja ci to wszystko wyjaśnie - próbował tłumaczyć się Ross
- Nic nie musisz mi tłumaczyć - odpowiedziałam - a ty Linda, zastanowiłabyś się.
- Nad czym niby? - odpowiedziała, przelizując dolną wargę, w kierunku Rossa.
- Nie zarywaj do niego, on jest mój! - wydarłam się, a Ross odetchnął z ulgą
- Po za tym, Fede i Neymar ci nie wystarczyli? - wtrąciła się Bella
- No mogli być, ale doszłam do wniosku, że teraz mam ochotę na Lyncha...
- Jest nasz jeszcze czwórka, wybierz sobie innego Lyncha. - dodał Ross
- Co? Jeszcze więcej Lynchów? Ile was jest? - niedowierzała Bella
- No Ross, Rocky, Riker, Ryland, Ellington, Rydel... + Stormi i Mark. - odpowiedziałam
- Mam ich gdzieś. Ja chcę Rossa... - powiedziała Linda
- A ja chcę Candi. Masz pecha - dodał Ross, zostawiając torby i obejmując mnie w tali z tyłu.
- Co wy wszyscy w niej widzicie?
- No jest ładna, koleżeńska sympatyczna, miła... - zaczeła Bella
- Mądra, seksowna, utalentowana, i nikomu nie uprzyksza życia - skończył Ross
- CO? Może jeszcze chcesz mieć z nią dzieci?! - oburzyła się Linda
- No jedno, drugie, trzecie czwarte... - zaczął wymieniać.
- Ross!!! - krzyknełyśmy wszystkie razem
- No co?
- Hamuj się kochanie - odpowiedziałam wtulając się w chłopaka.
- Ona cię nie zadowoli - kontynuowała Linda
- Nie musi.
Po tych słowach Linda w końcu się odczepiła.
Szliśmy dalej odprowadzając Belle. Po drodze, kupiliśmy sobie lody. Ross nie miał jak go jeść, bo trzymał nasze torby,  więc ja mu go trzymałam przez całą drogę. Był cały umazany lodem, ale nadal był słodki. Gdy już dotarliśmy na miejsce, zatrzymałam się, czego Ross nie zauważył - teraz dosłownie był cały z loda.
Wróciliśmy do hotelu.
- Wreszcie sami - chłopak rzucił się na moje łóżko
- Tak. Masz rację.
Nagle podszedł do mnie bliżej i przycisnął do ściany.
- Kocham cię, Candi - powiedział, a ja poczułam się jak w siódmym niebie
- Ja też - odpowiedziałam z rumieńcem na twarzy
- Ty też co?
- Też cię kocham  Ross.
W końcu złapał mnie za nadgarstki i zaczął namiętnie całować.
Przycisnął dłonie do moich pleców, by nasze klatki piersiowe mogły się zetknąć.
Zaczął rozpinać mi kamizelkę, zerwał materiał bluzki przez głowę, rozpiął mi spodnie,  nie przestając mnie całować.
Ja zrobiła to samo; w jednym momencie zdjęłam mu jego podkoszulek.
Chłopak napierał coraz to bardziej, a ja nie umiałam powstrzymać się od jęków. Nie przestawał czynności. Pewnie stalibyśmy tak dalej, gdyby nie to, że ktoś nacisnął klamkę od pokoju. Od razu się od siebie oderwaliśmy. Spanikowana tym, że to mogą być Neymar albo Bella. szybko naciągnęłam na siebie podkoszulek Rossa, uniemożliwiając mu przebranie się.
- Candi! - piszczał wystraszony
- Wskakuj pod kołdrę!
Do pokoju wszedł Fede.
- Sister mam pytanie... co ty masz na sobie? - spytał
- No co? Ross zostawił podkoszulek... przymieżyłam go.
- Acha... nie jest ci za duży?!
- Co? Nie...
- Stanik ci prześwituję
W tym momencie Ross głośno zakasłał
- Co to było?
- To ja. Zimno mi trochę.
- To czemu tego niezałożysz czegoś innego? Nie wiem... może piżamy?
- Bo... ładnie pachnie?
Załóżmy że  mi uwierzył.
Gdy już wyszedł Ross mógł spokojnie odetchnąć.
- Ładnie pachnę, powiadasz? - spytał przysuwając mnie do siebie
- Nawet nie wiesz jak bardzo - tym razem to ja złożyłam na nim pocałunek


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I kolejny rozdział :D Wiem że długi, ale tu są praktycznie same dialogi xd

~~TiNAma~~