Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 38 - ”No co? Taka prawda”

*Bella*

Obudziłam się w nowym pokoju. Był naprawdę duży, a najlepsza była gardyroba, która była już zapchana naszymi ubraniami.
Łóżko również było ogromne. Spokojnie mieściliśmy się w nim we dwójkę. Obróciłam się na drugi bok, byłam pewna, że zobacze tam słodko śpiącego piłkarza ale nikogo tam nie było.
Wyszłam z łóżka i kiedy już miałam wyjść z pokoju drzwi się otwarły a w nich stanął Neymar.
- O Bella już wstałaś? - zapytał.
- Rozmowę zaczyna się od hej lub dzień dobry.
- No więc Hej, już wstałaś?
- Hej, tak już wstałam.
- no to dobrze pomożesz mi w czymś.
- W czym?
- Zaraz zobaczysz tylko weź ze sobą telefon.
Wzięłam komórkę do ręki i poszłam za nim.
- Po co ci to? - zapytałam kiedy zobaczyłam Neymara ciągnącego za sobą wielki głośnik.
- Chłopcy jeszcze śpią więc ich obudzimy. Podłącz telefon do tego i nastaw na jakąś głośną muzykę.
Wykonałam polecenie.
- Ok, już.
- no to idziemy.
Poszliśmy do ich pokoju. Ney postawił głośnik i razem wyszliśmy. Brazylijczyk jednocześnie włączył muzykę i zapalił światło. My za to uciekliśmy do góry.
Siedzieliśmy na schodach i zwijaliśmy się ze śmiechu, aż coś mi się przypomniało.
- Ej tam został mój telefon! - krzyknęłam.
Szybko weszliśmy do ich pokoju. Nikt już nie spał. Wszyscy siedzieli na jednym łóżku i przeglądali mój telefon.
- Oddawaj mi telefon! - Krzyknęłam.
- Czekaj, czytamy wasze smsy.
- Że co? Oddawaj!
- No, no ładne wiadomości.
W końcu udało mi się zabrać mój telefon.
- Mam tylko jedno pytanie. Czemu Neymar napisał w jednej wiadomości jak się czujecie?
- Aaaa... Właśnie mi się przypomniało przecież mieliśmy im powiedzieć. - oznajmił piłkarz.
- Ale my już wiemy, że bierzecie ślub.
- To nie wszystko. Bo wiecie, zostaniecie wójkami.
- To znaczy, że wy, że ten no tego?
- Tak.
- To gratulacje! Nie macie pojęcia jak się cieszymy, ale o tym jak nas obudziliście to nie zapomnimy.
- To było genialne kochanie. - powiedziałam do Neymara. - Czekaj, to znaczy, że jesteś niegrzeczny.... Gdzieś ty był przez te wszystkie lata?
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Z jednym takim Neymarem dało się wytrzymać, ale z wami dwojga będzie cieżko.
- No uważajcie bo wiecie, że ta dziewczyna zafarbowała włosy na różowo chłopakowi koleżanki, bo się za bardzo nie lubili. - powiedział Ney. Wszyscy złapali się za głowę.
- no więc chłopcy uważajcie. Bo ja mam jeszcze dużo pomysłów. Chodź kochanie idziemy dalej wymyślać niecne plany. - powiedziałam.
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do kuchni.
Byłi tam rodzice Neymara.
- Dzień dobry. Jak wam się spało? - zapytała mama podając nam naleśniki.
- Bardzo dobrze. Dzisiaj już nikt nie zajmował mi całego łóżka. - powiedziałam patrząc na piłkarza.
Siedzieliśmy, jedliśmy i gadaliśmy.
- A tak w sumie to o co się wtedy połóciliście? - zapytałam.
- Ale my nie byliśmy pokłóceni. - powiedział Jo.
- Przecież wyrzuciliście Neymara z pokoju.
- My go nie wyrzucaliśmy, on sam wpadł na taki pomysł żeby iść do ciebie.
Powoli popatrzyłam na piłkarza, który próbował pomału opuścić miejsce, ale się to nie udało.
- NEYMAR !!! - krzyknęłam na całe gardło i pobiegłam za uciekającym Neymarem.
Trzeba przyznać, że bardzo szybko biega.
- Teraz mi nie uciekniesz ! - rzuciłam się na piłkarza, który wpadł na łóżko. Zaczęłam go łaskotać.
- Bella, przestań prosze! Przepraszam! Przepraszam! Tylko przestań. - krzyczał jednocześnie się śmiejąc.
Jeszcze trochę go pomęczyłam i wróciliśmy do wszystkich do kuchni.
- Ale popatrz z tej strony, jakbym wtedy nie skłamał to byś mi nie pozwoliła zostać i prawdopodobnie nie była byś w ciąży. - powiedział szczerząc swoje białe zęby.
- Neymar! - tym razem powiedziała to jego mama.
- No co? Taka prawda.

Po jakiś dwóch godzinach ktoś zadzwonił do drzwi.
- Robert? Cześć stary! - powiedział Neymar.
- Siema Ney.
Wszystcy podbiegli do drzwi się przywitać z jakimś Robertem.
W końcu podszedł do mnie.
- Cześć piękna, jesteś zajęta może?
- Po pierwsze tak, a po drugie odwal się.
- Z charakterkiem, lubię takie. - uśmiechnął się.
Dobrze, że szybko podszedł Ney, bo inaczej chyba bym nie wytrzymała.
- To jest moja dziewczyna, już nie długo żona. - powiedział. Kolega się trochę chyba zmieszał.
- A to przebraszam, ja nie widziedziałem. - zaczął się tłumaczyć.
- Jestem Robert. - podał mi rękę.
- Bella. Ej ja cię już gdzieś widziałam.
- Hardwell inaczej.
- Ty jesteś tym djem?
- Tak, ale nie lubię się chwalić.
- A co ty tu robisz? - zapytał Neymar.
- Przyjechałem na Barcelona Beach festival.
- A no tak, całkiem o tym zapomniałem. Przecież miałeś zostać u nas na kilka dni.
Wchodź, pokój ten co zawsze.
- Ok.
Usiedliśmy wszyscy na kanapie.
- Idziecie jutro na festival?
- Nie wiem. Całkiem o tym zapomniałem. W sumie możemy iść. Co ty na to? - zapytał Neymar.
- Musimy, to jest jedno z moich marzeń. - zaśmiałam się.

Resztę dnia spędziliśmy wszyscy razem na graniu w gry na Xboxie.
Wieczorem postanowiliśmy coś zjeść.
- To może pizza ?
- Ok już dzwonie. - oznajmił piłkarz.
- Hallo? Dzień dobry chciałbym zamówić pizzę. - zaczął.
- Ej ale ja nie chce pizzy, ja biore frytki.
- Ja pizzę ale bez pieczarek.
- A ja hawajską.
- Fuuj...hawajska? Ja chcę zapiekankę.
Zaczęli wszyscy wymieniać co chcą.

- Ej ludzie zdecydujcie się w reszcie! Nie, to nie do pani. Przepraszam nie mogę się skupić. Poproszę 3 największe pizze.
- No ejjj - wszyscy powiedzieli chórem.
Neymar dalej kontynułował swoją rozmowę.
- Neymar. Neymar Jr. Nie, ja wcale nie żartuje. Dowidzenia.

Ludzie no poprostu nie mogę z wami. Nie mogliście złożyć zamówienia wcześniej?
- Tak jakoś wyszło.

Po godzinie już jedliśmy pizzę.  Resztę nocy oglądaliśmy filmy, aż w końcu zasnęłam.

środa, 4 listopada 2015

37. - Ciąg dalszy, Candi.

* 2 miesiące później*

*Candi*





I znowu kolejny koncert. Kolejne miasta, państwa. Nowi ludzie, nowe tradycje, zwyczaje...
Pamiętam, jakby to było wczoraj. Siedzę sobie na łóżku, słuchając piosenki R5, a tu nagle do pokoju wpada Ross Lynch i krzyczy "Jedziemy w trasę koncertową, baby!!!".  Zostały jeszcze 2 miesiące.
Jak dla mnie, mogłabym tak spędzić resztę życia. Bo czego mi jeszcze brakuje???
Pomyślmy...
Podróżuję po całym świecie z przyjaciółmi i chłopakiem, nikt mi niczego nie zabrania, znajduję się praktycznie na każdym koncercie mojego ulubionego zespołu, poznaje nowych ludzi, czasami nawet sławnych, wpuszczają mnie na wszystkie imprezy...  czego chcieć więcej, co?
A teraz minusy... chyba tylko to, że jestem z dala od rodziny, ale to jest jeszcze znośne.
Jedyne co mnie denerwuje w tej trasie to to, kiedy jakieś fanki podchodzą do Rossa i przytulają na oczach wszystkich. Okey, nie rozgłaszamy całemu światu, że jesteśmy nadal razem, ale czasami to wkurzające.

Jak to wszystko wygląda? On jest gwiazdą, ja pomagam czasami pisać piosenki.
Był czas, kiedy musiał wyjechać na parę tygodni.  Ale też nie byłam sama - jego rodzinka zawsze dotrzymywała mi towarzystwa, a zwłaszcza Rydel i Rocky.
Dzisiaj jestem z nimi w trasie. Trudno było mi się tu dostać, ale udało nam się to wywalczyć.
I dobrze. Trasa to najlepsze co mnie mogło spotkać. Niby cały czas jestem za kulisami, rzadko kiedy na widowni, ale to mi w zupełności wystarcza.
- Dziękujemy Waszyngtonie!!! - słyszę głośny krzyk Rossa na scenie, za co fani odpowiadają oklaskami i krzykami.
- Jesteście wielcy! - dodaje Riker
Odkładają sprzęt muzyczny na scenę i kierują się ku wyjściu z sceny, na schody, kiedy zauważam biegnącą w ich kierunku dziewczynę. Wybiega z drugiej strony sceny i leci prosto na Rossa.
Kiedy chłopak mnie zauważa, uśmiecha się do mnie szerokim uśmiechem, a ja wykrzykuje jego imię, próbując ostrzec go przed wściekłą fanką. Niestety za późno - fanka wskakuje mu na plecy z taką siłą, że chłopak traci równowagę i spada ze schodów, lądując plecami na podłodze.
Zaczyna jęczeć z bólu, zakrywa twarz dłońmi, a dziewczyna siedzi na nim okrakiem.
Mnie i resztę R5 zamurowało - nie wiemy co zrobić. W końcu Riker z Rydel wbiegają znowu na scenę. NA sali rozbrzmiewają znowu głośne krzyki, ale oni biegną w kierunku ochroniarza, poinformować go chyba o całym zajściu. W tym samym czasie Rocky z Elem biegną w przeciwnym kierunku, poszukując apteczki podejrzewam.
Ja nadal stoję, ale po chwili zaczynam się głośno śmiać. Próbując to ukryć zasłaniam usta ręką.
- O rany Boskie! Ross Lynch? - pyta fanka podskakując na jego ciele
- Ychym.... - odpowiada blondyn
- O jejuśku.... a buzi dasz? - mówi, na co chłopak automatycznie próbuje wstać, ale dziewczyna jeszcze bardziej naskakuje na niego. Tym razem w okolice krocza.
- Dobra dobra, dość - nakazuje dziewczynie, ale ona za to szuka czegoś w kieszeni. - zostaw go. I tak już cierpi - odpowiadam, na co mierzy mnie gniewnym spojrzeniem.
Spoglądam na Rossa - jego oczy mówią wszystko. Dosłownie krzyczą: "Ratunku!!!".
W końcu fanka z niego schodzi i próbuje naskoczyć na mnie, za to, że jej przerwałam, ale w ostatniej chwili pojawiają się ochroniarze i odciągają ją, gdzieś jak najdalej od Rossa.
Chłopak nadal leży kulawy na ziemi, nie mówiąc żadnego słowa.
- Dzię.... kuję? - mówi po chwili, usiłując wstać
- Czekaj. Pomogę ci - mówię i podchodzę do niego, pomagając mu usiąść na ławce.  - Mocno boli? - pytam, gdy już spokojnie siedzimy na ławce
- Tak. Bardzo. Trafiła w czułe miejsce - odpowiada, łapiąc się za brzuch
- Powinna wiedzieć, że chłopaków tam boli - mówię po czym obydwoje zaczynamy się śmiać.
Chwilę później pajawiają sią Rydel z Rikerem i Rocky z Ellem z apteczkom.
Podczas gdy kierownik koncertu przeprasza Rossa i prosi by nie podawał go do sądu, ja wychodzę na zewnątrz, gdzie czekają pozostałe fanki. Zarombiście.
Zaczynają krzyczeć, kiedy mnie widzą, ale szybko milkną. Pewnie spodziewały się R5, a nie dziewczyny o której istnieniu nie wie prawie nikt.
Przeciskam się przez tłum i wchodzę do naszego busa, którym podróżujemy i śpimy, gdy nie mamy zarezerwowanych hoteli. Nie śpimy na fotelach, tylko w łóżkach piętrowych rzecz jasna.
Wchodząc do busa zauważam Rylanda, która odbiera pieniądze od jakiś dziewczyn.
Pewnie kolejne VIPY. Super.
- Cześć Candi. - mówi, gdy w końcu mnie zauważa.
- Cześć. Znowu czas na zdjęcia, całusy itp.? - pytam
- Jasne że tak. Bynajmniej ja coś z tego mam - odpowiada. Gdy zdaję sobie sprawę z tego co powiedział, dodaje - jak chcesz możesz ze mną prowadzić ten interes. Też coś zyskasz.
- Nie dziękuję. Wystarczy mi gdy mamy spokój.
Z 30 minut później jest już godzina 23, a ja jestem już po prysznicu, przebrana i gotowa do spania.
Gdy wychodzę z kabiny w busie nadal znajdują się te dziewczyny, przeglądające moje rzeczy.
- Ja nie mogę!!! To bielizna Rydel! - krzyczy jedna, trzymając w ręce mój biustonosz - jak na sławną, nosi zwykłą bieliznę.
- Bo to nie jest bielizna Rydel - słyszę głos Rossa z tyłu. Odwracam się, i widzę tam całą ekipę R5, którzy najwidoczniej też są już wyczerpani.
Fanki zaczynają nam mdleć, piszczeć, skakać, krzyczeć i tym podobne, kiedy ja spinam się na swoje łóżko górne i załączam telefon, by móc zadzwonić do Belli.
Różnica czasu nam pozwala - u nas jest północ, u nich południe. Gdy kończę z nią gadać, ostatnie dziewczyny robią sobie selfi z Rossem całując go w policzek. Patrzę na zegar - 2:37. Tak, to idealna godzina na całowanie Rossa.
- Dzięki że wpadłyście - żegna się z nimi Rocky
- Nigdy więcej - szepcze do mnie Ross, zaglądając na górne łóżko.
W końcu fanki opuszczają naszą przestrzeń. Gdy drzwi się zamykają, Ross zaczyna narzekać:
- Rydel, przynieś mi zimny okład, pliiis - mówi, na co ja wybucham śmiechem
- Mocno oberwałeś? - dopytuje się Ell
- Tak. Zwłaszcza w męskie narządy - wyśmiewa się Riker
- Ha,ha, ha - odpowiada wrednie Ross
- Nie wiem jakim cudem wytrzymaliśmy nie śmiejąc się z tego - kontynuje Rocky
- Możemy się z tego wszyscy pośmiać teraz - dodaje Rydel po czym wszyscy wybuchają śmiechem, oprócz mnie i Rossa.
Wszyscy śmieją się i dodawają jakieś komentarze jeszcze przez 5 minut, podczas gdy ja siedzę na tablecie, a Ross próbuję zachować powagę. Zawsze taki jest - najwięcej się śmieje z nas wszystkich, ale zawsze próbuję zachować powagę.
Nie no żartuję. On nigdy nie zachowuję powagi, a rzuca jeszcze gorszymi ripostami.
Gdy atmosfera zostaje opanowana, rodzeństwo Lynchów zaczyna się szykować do spania.
Ross dalej się we mnie wpatruję.
- Co się tak patrzysz? - pytam po chwili, gdy zaczynam się nieco stresować
- Patrze na moją księżniczkę. Nigdy mnie nie wyśmiejesz, prawda? - pyta z wielkim bananem
- Nie no... czasami warto się pośmiać.
- Tak wiem. - mówi po czym od razu chwyta się za biodro. Musiało go coś zaboleć. - Wszystko dobrze???
- Jak widać nie. Wszystko mnie boli. Tamta dziewczyna nie była za lekka - mówi, sięgając po piżame
- Pomóc ci... no wiesz - proponuję, a on robi swoje brewki - ubrać piżamę???
- Jasne. Jakbyś mogła. INNYCH TO NAJWYRAŹNIEJ ZA BARDZO NIE OBCHODZI - ostatnie zdanie mówi głośniej, by wszyscy usłyszeli.

Gdy wszyscy jesteśmy już gotowi, słyszę wibracje mojego telefonu.
Spoglądam na wyświetlacz - Bella.
Dziwne. Przecie godzinę temu z nią rozmawiałam.
B: Halo! Candi?!
C: Tak, To ja. Czego chcesz? Wiesz która jest godzina?
B: No baa, jest przecież 13:50.
C: No raczej 3:20, ale okey.
B: A tam walić to.
C: Nie walić Bella!! Jestem zmęczona!
B: No i co?! Nie mam co robić!
C: To pobaw się z Neymarem.
B: Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.
C:Bella!
B: Co!
C: Jak ci się tak nudzi... to nie wiem. Kurde idź pobiegaj czy coś.
B: Ale mi się nie chcę!
C: To idź spać.
B: Łóżko jest za daleko.
C: To poproś piłkarza.
B: Candi!
W tym momencie Riker wyrywa mi telefon, i przełańcza na głośno mówiący.
O nie. To nie skończy się dobrze. Albo Bella mnie znienawidzi, albo w końcu się wyśpie...
R: Cześć, z tej strony Riker, najstarszy z Lynchów i ulubiony Candelari - puszcza do mnie oczko
- No chyba coś ci się pomyliło! - krzyczą równocześnie Ross i Rydel, na co wybucham śmiechem.
R: No a jednak nie - Riker kontynuuje rozmowę - Candi nie jest obecnie dostępna, ale za to jest śpiąca, a ja także chciałbym się wyspać.
B: A co mnie to? I to ja jestem ulubienicą Candi, niczego sobie nie wmawiaj!
R: Okey, więc zaraz się rozłączę, ale mam jedno pytanie.
R: Masz może jakieś zdjęcie Rossa w różowych włosach?!
Ross z całej siły bierze poduszkę i zaczyna nią walić Rikera, na co on zaczyna się śmiać.
Prawie upuścił mój telefon, ale Ellington w ostatniej chwili go złapał.
- Dzięki - mówię do niego
- Nie ma za co. - puszcza mi oczko.
- Rocky uspokój ich, pliiiis - zwracam się do bruneta
C: Okey, serio Bella, ale muszę kończyć.
B: Okey. Masz pozdrowienia od Neymara
C: Co?
B: Nie no żartuje. Dobranoc.
C: Dobranoc.

W końcu się rozłańczam.
Zanim się orientuje, wszyscy są już w łóżkach.
Oczywiście Ross nie jest na swoim miejscu, tylko na moim łóżku.
Nic już nie mówiąc zgaszam światło, i kieruję się do swojego posłania.
- Przesuń się chociaż - zwracam się do niego
On tylko lekko się uśmiecha, i przybliża się w stronę ściany.
Po dłuższej chwili obejmuje mnie ramieniem.
- Ale wiesz, że ja potrafię kopać? - ostrzegam go
- Wiem - odpowiada szeptem i całuję mnie w czoło.


____________________________________________
Hm.... co by tu napisać...
No przecież nic trudnego! 3 miesiące nie było rozdziału, co to tam...
A w tym właśnie czasie osiągnełyśmy już prawie 2000 wyświetleń!!!
Naprawdę jesteśmy wdzięczne, no chociaż ja jestem...
Na pewno zauważyliście, że kolejny rozdział miał być pisany przez Bellę.
Ale ilekroć mówiłam jej "Napisz ten cholerny rozdział!" odpowiadała; " Napiszę!!!", a potem po cichu dodawała : " Ale nie dzisiaj".
Co za leń. Pewnie nawet nie zorientuje się że napisałam za nią rozdział XDD
No ale najmocniej was przepraszam, bo wiem, że jest tu was naprawdę sporo.
Gdyby pojawił się jakiś komentarz wogóle byłoby mega *_*
Postaram się zaciągnąć Belle " do roboty ". Po tak długiej przerwie, trzeba to chyba nadrobić ;)

~TiNAma~ (wow, jeszcze pamiętam swój podpis!).