*Bella*
Obudziłam się w nowym pokoju. Był naprawdę duży, a najlepsza była gardyroba, która była już zapchana naszymi ubraniami.
Łóżko również było ogromne. Spokojnie mieściliśmy się w nim we dwójkę. Obróciłam się na drugi bok, byłam pewna, że zobacze tam słodko śpiącego piłkarza ale nikogo tam nie było.
Wyszłam z łóżka i kiedy już miałam wyjść z pokoju drzwi się otwarły a w nich stanął Neymar.
- O Bella już wstałaś? - zapytał.
- Rozmowę zaczyna się od hej lub dzień dobry.
- No więc Hej, już wstałaś?
- Hej, tak już wstałam.
- no to dobrze pomożesz mi w czymś.
- W czym?
- Zaraz zobaczysz tylko weź ze sobą telefon.
Wzięłam komórkę do ręki i poszłam za nim.
- Po co ci to? - zapytałam kiedy zobaczyłam Neymara ciągnącego za sobą wielki głośnik.
- Chłopcy jeszcze śpią więc ich obudzimy. Podłącz telefon do tego i nastaw na jakąś głośną muzykę.
Wykonałam polecenie.
- Ok, już.
- no to idziemy.
Poszliśmy do ich pokoju. Ney postawił głośnik i razem wyszliśmy. Brazylijczyk jednocześnie włączył muzykę i zapalił światło. My za to uciekliśmy do góry.
Siedzieliśmy na schodach i zwijaliśmy się ze śmiechu, aż coś mi się przypomniało.
- Ej tam został mój telefon! - krzyknęłam.
Szybko weszliśmy do ich pokoju. Nikt już nie spał. Wszyscy siedzieli na jednym łóżku i przeglądali mój telefon.
- Oddawaj mi telefon! - Krzyknęłam.
- Czekaj, czytamy wasze smsy.
- Że co? Oddawaj!
- No, no ładne wiadomości.
W końcu udało mi się zabrać mój telefon.
- Mam tylko jedno pytanie. Czemu Neymar napisał w jednej wiadomości jak się czujecie?
- Aaaa... Właśnie mi się przypomniało przecież mieliśmy im powiedzieć. - oznajmił piłkarz.
- Ale my już wiemy, że bierzecie ślub.
- To nie wszystko. Bo wiecie, zostaniecie wójkami.
- To znaczy, że wy, że ten no tego?
- Tak.
- To gratulacje! Nie macie pojęcia jak się cieszymy, ale o tym jak nas obudziliście to nie zapomnimy.
- To było genialne kochanie. - powiedziałam do Neymara. - Czekaj, to znaczy, że jesteś niegrzeczny.... Gdzieś ty był przez te wszystkie lata?
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Z jednym takim Neymarem dało się wytrzymać, ale z wami dwojga będzie cieżko.
- No uważajcie bo wiecie, że ta dziewczyna zafarbowała włosy na różowo chłopakowi koleżanki, bo się za bardzo nie lubili. - powiedział Ney. Wszyscy złapali się za głowę.
- no więc chłopcy uważajcie. Bo ja mam jeszcze dużo pomysłów. Chodź kochanie idziemy dalej wymyślać niecne plany. - powiedziałam.
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do kuchni.
Byłi tam rodzice Neymara.
- Dzień dobry. Jak wam się spało? - zapytała mama podając nam naleśniki.
- Bardzo dobrze. Dzisiaj już nikt nie zajmował mi całego łóżka. - powiedziałam patrząc na piłkarza.
Siedzieliśmy, jedliśmy i gadaliśmy.
- A tak w sumie to o co się wtedy połóciliście? - zapytałam.
- Ale my nie byliśmy pokłóceni. - powiedział Jo.
- Przecież wyrzuciliście Neymara z pokoju.
- My go nie wyrzucaliśmy, on sam wpadł na taki pomysł żeby iść do ciebie.
Powoli popatrzyłam na piłkarza, który próbował pomału opuścić miejsce, ale się to nie udało.
- NEYMAR !!! - krzyknęłam na całe gardło i pobiegłam za uciekającym Neymarem.
Trzeba przyznać, że bardzo szybko biega.
- Teraz mi nie uciekniesz ! - rzuciłam się na piłkarza, który wpadł na łóżko. Zaczęłam go łaskotać.
- Bella, przestań prosze! Przepraszam! Przepraszam! Tylko przestań. - krzyczał jednocześnie się śmiejąc.
Jeszcze trochę go pomęczyłam i wróciliśmy do wszystkich do kuchni.
- Ale popatrz z tej strony, jakbym wtedy nie skłamał to byś mi nie pozwoliła zostać i prawdopodobnie nie była byś w ciąży. - powiedział szczerząc swoje białe zęby.
- Neymar! - tym razem powiedziała to jego mama.
- No co? Taka prawda.
Po jakiś dwóch godzinach ktoś zadzwonił do drzwi.
- Robert? Cześć stary! - powiedział Neymar.
- Siema Ney.
Wszystcy podbiegli do drzwi się przywitać z jakimś Robertem.
W końcu podszedł do mnie.
- Cześć piękna, jesteś zajęta może?
- Po pierwsze tak, a po drugie odwal się.
- Z charakterkiem, lubię takie. - uśmiechnął się.
Dobrze, że szybko podszedł Ney, bo inaczej chyba bym nie wytrzymała.
- To jest moja dziewczyna, już nie długo żona. - powiedział. Kolega się trochę chyba zmieszał.
- A to przebraszam, ja nie widziedziałem. - zaczął się tłumaczyć.
- Jestem Robert. - podał mi rękę.
- Bella. Ej ja cię już gdzieś widziałam.
- Hardwell inaczej.
- Ty jesteś tym djem?
- Tak, ale nie lubię się chwalić.
- A co ty tu robisz? - zapytał Neymar.
- Przyjechałem na Barcelona Beach festival.
- A no tak, całkiem o tym zapomniałem. Przecież miałeś zostać u nas na kilka dni.
Wchodź, pokój ten co zawsze.
- Ok.
Usiedliśmy wszyscy na kanapie.
- Idziecie jutro na festival?
- Nie wiem. Całkiem o tym zapomniałem. W sumie możemy iść. Co ty na to? - zapytał Neymar.
- Musimy, to jest jedno z moich marzeń. - zaśmiałam się.
Resztę dnia spędziliśmy wszyscy razem na graniu w gry na Xboxie.
Wieczorem postanowiliśmy coś zjeść.
- To może pizza ?
- Ok już dzwonie. - oznajmił piłkarz.
- Hallo? Dzień dobry chciałbym zamówić pizzę. - zaczął.
- Ej ale ja nie chce pizzy, ja biore frytki.
- Ja pizzę ale bez pieczarek.
- A ja hawajską.
- Fuuj...hawajska? Ja chcę zapiekankę.
Zaczęli wszyscy wymieniać co chcą.
- Ej ludzie zdecydujcie się w reszcie! Nie, to nie do pani. Przepraszam nie mogę się skupić. Poproszę 3 największe pizze.
- No ejjj - wszyscy powiedzieli chórem.
Neymar dalej kontynułował swoją rozmowę.
- Neymar. Neymar Jr. Nie, ja wcale nie żartuje. Dowidzenia.
Ludzie no poprostu nie mogę z wami. Nie mogliście złożyć zamówienia wcześniej?
- Tak jakoś wyszło.
Po godzinie już jedliśmy pizzę. Resztę nocy oglądaliśmy filmy, aż w końcu zasnęłam.