Kiedy odwieźliśmy Bellę wróciliśmy z Rossem i Federico do hotelu.
- Sister, coś się stało? - spytał nagle Fede wchodząc do mojego pokoju, w którym był ze mną Ross.
- Nie. Czemu pytasz? - odpowiedziałam
- Nie wiem. Jesteś taka jakaś smętna.
- Szkoda mi Belli.
-Aaaa - odpowiedzieli chórem
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz - usiadł obok mnie na łóżku
- Na pewno, ale nie mogę stać z założonymi rękami. Wiem co czuję...
- Przesadzasz Candi - przerwał mi Ross - ten kretyn nie jest dla niej.
- Wiem, że go nie lubisz, ale HELLO!!! On jest w pokoju na tym piętrze.
- Mam go gdzieś. Belle w sumie też.
Rzuciłam w niego poduszką, a on odwzajemnił uściskiem.
- Nie mów tak o niej. To moja przyjaciółka - odpowiedziałam próbując wyrwać się z uścisku
- Wiem o tym. Po prostu za bardzo się przejmujesz. Będzie co będzie - powiedział całując mnie w policzek
- Ta... ja was zostawiam. Pa siostra.
Gdy Federico otworzył drzwi, automatycznie w nich stanął Neymar. No pięknie. Gorzej już być nie mogło.
- Candi! Wiedziałem że cię tu spotkam! - mówił wchodząc do pokoju, Fede go jednak zatrzymał.
- Idź stąd. Nie zawracaj jej głowy swoimi gierkami - popchnął go
- Nie z tobą teraz rozmawiam.
- Idź Fede, poradze sobie.
Powiedziałam, po czym Fede się do mnie uśmiechnął i wrócił do swojego pokoju.
- Mam do ciebie prośbe, Candi.
- Zostaw ją w spokoju. - odpowiedział Ross bardzo groźnym tonem. Prawie się go przestraszyłam, ale wiedziałam, że nic mi nie zrobi.
- Candelario posłuchaj...
- Nie mów do mnie Candelario. Tylko rodzina i przyjaciele mogą tak do mnie mówić. Ty się do nich nie zaliczasz.
- Tylko mnie wysłuchaj.
- Masz minutę - odezwał się Ross
- Chodzi o to, że mnie nic nie łączy z Lindą. Przyszła do mnie do pokoju... no tak jakoś wyszło. Naprawdę nie miałem zamiaru skrzywdzić Belli...
- I co w związku z tym?
- Przekasz jej, że żałuje i tęsknie.
- Dobra, a teraz sio z tego pokoju - mówił Ross.
- Zrobisz to? - piłkarz zwrócił się do mnie
- Nie - odpowiedziałam
- Ale Candi, dlaczego?
- Nie mów do mnie Candi.
- To jak mam mówić do ciebie?!
- Nie wiem... najlepiej wogóle nie mów!
Po tych słowach Brazylijczyk opuścił pokój. Zostałam sama z Rossem.
- Kretyn - powiedział po chwili Ross
- Łamacz serc - dodałam
- Szkoda mi ich dziecka...
- Mi też. Ojca nie będzie miał najlepszego - wstałam i szykowałam się do spania.
- Matkę też.
- Co masz na myśli? - spytałam
- No jedyna matka będzie się nim opiekowała
- Wcale nie. Będziemy jeszcze przecież ja i ty.
- Chyba tylko ty.
- Przeginasz facet
- Jestem po prostu szczery
- Aż do bólu
- Czy ty właśnie wytykasz mi błędy?
- Nie. Bronię przyjaciółki
- Ciekawe czy mnie też byś tak broniła...
- Po co? Przecież ty sam się umiesz obronić, prawda?
- Wolisz Belle ode mnie?!
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Ale pomyślałaś
- Wcale nie
- Wcale tak.
- Serio chcesz się o to kłócić?
- Nie chcę.
Zapadła cisza.
- Masz jakieś plany? - spytał po chwili
- Jakie? - odpowiedziałam rozczesując włosy
- No jak wrócimy.
- Nie chcę o tym gadać...
- Ale z Bellą byś o tym porozmawiała, prawda?
Szybko odłożyłam szczotkę.
- Jesteś zazdrosny? - spytałam z lekkim uśmieszkiem
- Nie... Po prostu nie chcesz ze mną o tym gadać
- Nie wierzę.
- W co? Że mówię prawde?
- Nie. Że Ross Shor Lynch potrafi być zazdrosny.
- Serio... Ja nie wierzę że Candelaria...
Zawachał się
- Jak masz na drugie imię?
- Martyna.
- No właśnie Nie wierzę, że Candelaria Martyna Matias woli przyjaciółkę od chłopaka.
-Opanuj się.
- Nie mam zamiaru.
- W takim razie wyjdź! Jak masz się ze mną tak kłócić, to lepiej już wyjdź!
Blondyn wykonał polecenie. Zabolały mnie jego słowa, poczułam się zraniona. No ale trudno. Nie będzie mi mówił z kim mam więcej rozmawiać.
Wyszykowałam się i poszłam spać.
- Candi! Jak dobrze że jesteś! - wparowała wściekła Bella do pokoju. - Co tu się... Ross, złaś z niej, natychmiast!
Po chwili zorientowałam się, że Ross śpi na mnie. Zarombiście...
Blondyn się nie czepiał. Od razu spadł na podłogę...
- Candi wstawaj!
- Precz zła duszo...
- Muszę ci coś powiedzieć - Bella usiadła obok mnie na łóżku.
- No mów.
- A więc słuchaj; Obudziłam się rano u Rafaelli, i zorientowałam się, że Neymar przyjechał zobaczyć się z Davi. Więc się zaczeło ; on był cały czas na dole, a ja siedziałam posłusznie w swoim pokoju na górze
- Intresting - ziewnął Ross próbując wstać z podłogi
- Siedź cicho - odpowiedziała Bella kopiąc chłopaka w plecy, po czym ponownie upadł.
- Nie kop go. Nie chce mieć go poobijanego - zepchnęłam Belle z łóżka, a ona wylądowała na Rossie.
Widok był piękny - oboje się sobą brzydzili, i jeszcze musieli się oglądać...
Jeśli chcecie kogoś zepchnąć z łóżka, polecam się.
- Popamietasz mnie - powiedziała Bella i zaczeła mnie łaskotać. Natychmiast się obudziłam.
- Dobra, kontynuj Bella - ROss zrobił się zazdrosny. Znowu....
- No więc trochę ich podsłuchałam, Ney gadał z siostrą o naszym dziecku, usłyszał to wszytsko Davi i spytał się czy będzie miał braciszka, Neymar mu odpowiedział, że będzie miał ale mnie może już nie zobaczyć, a on mu na to że jest złym ojcem dla jego braciszka, i to było takie słodkie...
Gdy Bella skończyła opowiadać, postanowiliśmy wszyscy iść na plaże, żeby rozluźnić Belle.
Zgodziła się.Około godz. 15 ja z Rossem poszliśmy poserfować, a Bella się opalała. Cały czas się na nas patrzyła - może kiedyś nauczę ją serfować... nie no żartuje. Cały czas Ross musiał do mnie podpływać czy nic mi się nie stało, tak jak ostatnim razem.
Gdy szłam oddać i zapłacić za wypożyczone rzeczy, wróciłam i się śmiałam; Ross wziął wiadro zimnej wody i wylał je na Belle. Ona od razu się na niego rzuciła i zaczęli się gonić. Gdy go w końcu złapała wrzuciła go do wody. Widowisko było genialne, naprawdę.
W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze na zakupy.
Bella kupiła to to:
A ja to:
Oczywiście Ross musiał to wszystko nosić. Biedny się namęczył.
Około godz 20 był tak zmęczony, że został trochę z tyłu. My oglądałyśmy wystawę.
Gdy nie było go po dłuższej chwili, postanowiliśmy mu "pomóc".
Jak go w końcu znalazłyśmy, zastałyśmy go całującego się z Lindą - tak, właśnie z tą która chciała mnie otruć, z byłą Federico, i z kochanką Neymara.
Obydwie nie wytrzymałyśmy.
Podbiegłyśmy do nich, a Bella dała Lindzie z liścia krzycząc " ty wredoto!"
- Candi, ja ci to wszystko wyjaśnie - próbował tłumaczyć się Ross
- Nic nie musisz mi tłumaczyć - odpowiedziałam - a ty Linda, zastanowiłabyś się.
- Nad czym niby? - odpowiedziała, przelizując dolną wargę, w kierunku Rossa.
- Nie zarywaj do niego, on jest mój! - wydarłam się, a Ross odetchnął z ulgą
- Po za tym, Fede i Neymar ci nie wystarczyli? - wtrąciła się Bella
- No mogli być, ale doszłam do wniosku, że teraz mam ochotę na Lyncha...
- Jest nasz jeszcze czwórka, wybierz sobie innego Lyncha. - dodał Ross
- Co? Jeszcze więcej Lynchów? Ile was jest? - niedowierzała Bella
- No Ross, Rocky, Riker, Ryland, Ellington, Rydel... + Stormi i Mark. - odpowiedziałam
- Mam ich gdzieś. Ja chcę Rossa... - powiedziała Linda
- A ja chcę Candi. Masz pecha - dodał Ross, zostawiając torby i obejmując mnie w tali z tyłu.
- Co wy wszyscy w niej widzicie?
- No jest ładna, koleżeńska sympatyczna, miła... - zaczeła Bella
- Mądra, seksowna, utalentowana, i nikomu nie uprzyksza życia - skończył Ross
- CO? Może jeszcze chcesz mieć z nią dzieci?! - oburzyła się Linda
- No jedno, drugie, trzecie czwarte... - zaczął wymieniać.
- Ross!!! - krzyknełyśmy wszystkie razem
- No co?
- Hamuj się kochanie - odpowiedziałam wtulając się w chłopaka.
- Ona cię nie zadowoli - kontynuowała Linda
- Nie musi.
Po tych słowach Linda w końcu się odczepiła.
Szliśmy dalej odprowadzając Belle. Po drodze, kupiliśmy sobie lody. Ross nie miał jak go jeść, bo trzymał nasze torby, więc ja mu go trzymałam przez całą drogę. Był cały umazany lodem, ale nadal był słodki. Gdy już dotarliśmy na miejsce, zatrzymałam się, czego Ross nie zauważył - teraz dosłownie był cały z loda.
Wróciliśmy do hotelu.
- Wreszcie sami - chłopak rzucił się na moje łóżko
- Tak. Masz rację.
Nagle podszedł do mnie bliżej i przycisnął do ściany.
- Kocham cię, Candi - powiedział, a ja poczułam się jak w siódmym niebie
- Ja też - odpowiedziałam z rumieńcem na twarzy
- Ty też co?
- Też cię kocham Ross.
W końcu złapał mnie za nadgarstki i zaczął namiętnie całować.
Przycisnął dłonie do moich pleców, by nasze klatki piersiowe mogły się zetknąć.
Zaczął rozpinać mi kamizelkę, zerwał materiał bluzki przez głowę, rozpiął mi spodnie, nie przestając mnie całować.
Ja zrobiła to samo; w jednym momencie zdjęłam mu jego podkoszulek.
Chłopak napierał coraz to bardziej, a ja nie umiałam powstrzymać się od jęków. Nie przestawał czynności. Pewnie stalibyśmy tak dalej, gdyby nie to, że ktoś nacisnął klamkę od pokoju. Od razu się od siebie oderwaliśmy. Spanikowana tym, że to mogą być Neymar albo Bella. szybko naciągnęłam na siebie podkoszulek Rossa, uniemożliwiając mu przebranie się.
- Candi! - piszczał wystraszony
- Wskakuj pod kołdrę!
Do pokoju wszedł Fede.
- Sister mam pytanie... co ty masz na sobie? - spytał
- No co? Ross zostawił podkoszulek... przymieżyłam go.
- Acha... nie jest ci za duży?!
- Co? Nie...
- Stanik ci prześwituję
W tym momencie Ross głośno zakasłał
- Co to było?
- To ja. Zimno mi trochę.
- To czemu tego niezałożysz czegoś innego? Nie wiem... może piżamy?
- Bo... ładnie pachnie?
Załóżmy że mi uwierzył.
Gdy już wyszedł Ross mógł spokojnie odetchnąć.
- Ładnie pachnę, powiadasz? - spytał przysuwając mnie do siebie
- Nawet nie wiesz jak bardzo - tym razem to ja złożyłam na nim pocałunek
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I kolejny rozdział :D Wiem że długi, ale tu są praktycznie same dialogi xd
~~TiNAma~~





